Czy rzesza polskich palaczy zerwie z nałogiem po wprowadzeniu restrykcyjnych przepisów? Wątpliwe
Czy rzesza polskich palaczy zerwie z nałogiem po wprowadzeniu restrykcyjnych przepisów? Wątpliwe unsplash.com

Przed kilkoma dniami Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej odrzucił skargę Polski na dyrektywę tytoniową, która między innymi przewiduje całkowite wycofanie ze sprzedaży papierosów aromatyzowanych (w tym – mentolowych). Sąd w Luksemburgu podkreślił ponadto, że standaryzacja opakowań na papierosy (w plastyczny sposób mają przedstawiać skutki palenia), a także specjalne regulacje dotyczące e-papierosów (m.in. zakaz używania ich w miejscach publicznych) są zgodne z europejskim prawem. Zorganizowane grupy przestępcze działające na polskim rynku tylko przyklasnęły z radości...

REKLAMA
Zakazane, znaczy – tańsze
W 2015 roku cała szara strefa w Polsce szacowana była na 16,7 proc. PKB – czyli 224 miliardy złotych. Choć nadal daleko nam do Rosji, Białorusi czy Ukrainy, gdzie przepływ nieopodatkowanej gotówki wynosi aż 50 proc. PKB, lepiej wypadają od nas nasi zachodni sąsiedzi, Niemcy (poniżej 15 proc. PKB) czy Czesi, a także Szwajcarzy i Austriacy (7 proc. PKB).
Choć szara strefa to nie tylko nielegalnie sprzedawane papierosy, to przy nieopodatkowanym alkoholu oraz niezarejestrowanemu zatrudnieniu stanowi jeden z największych czynników wpływających na jej rozmiary. W 2015 roku na corocznym Forum Ekonomicznym w Krynicy eksperci alarmowali, że przemyt papierosów z krajów, gdzie są one znacznie tańsze niż w Polsce, to zaledwie kilka procent całej nielegalnej sprzedaży; to zorganizowane grupy przestępcze stanowią aż 95 proc. szarej strefy na rynku tytoniowym.
– (...) Wyrok ETS sprawi, że 20 proc. legalnej produkcji papierosów w Polsce ma szanse przenieść się do szarej strefy – bo tam właśnie palący papierosy mentolowe będą od 2020 roku szukali tych wyrobów – wyjaśniała dla „Gazety Wyborczej” Magdalena Włodarczyk, dyrektor Krajowego Stowarzyszenia Przemysłu Tytoniowego. – Podkreślam, że szara strefa na dziś to 25 proc. całego rynku, czyli co czwarty wypalany papieros pochodzi z nielegalnego źródła – dodaje.
Polski rząd – składa skargę, po czym... zaostrza przepisy
Choć dyrektywa, zwłaszcza po potwierdzeniu w Trybunale Sprawiedliwości, ma silnie wiążącą moc, warto podkreślić, że polski rząd idzie o kilka kroków dalej i rozszerza niekorzystne dla branży przepisy m.in. o zakaz zarówno reklamy i promocji „wyrobów tytoniowych, papierosów elektronicznych, pojemników zapasowych lub rekwizytów tytoniowych”, jak i promocji „produktów imitujących te wyroby lub symboli związanych z używaniem tytoniu, wyrobów tytoniowych, papierosów elektronicznych lub pojemników zapasowych”.
Oczywistym jest, że papierosy są szkodliwe i powodują m.in. śmiertelnego raka płuc – problem polega jednak na tym, że wprowadzanie kolejnych podwyżek akcyzy (dziś ponad 11 złotych ceny paczki to akcyza właśnie oraz VAT), a także utrudnianie życia producentom papierosów jest drogą donikąd. Choć liczba sprzedawanych paczek maleje, dynamicznie rośnie sprzedaż lewych papierosów oraz krajanki tytoniowej. Dzisiaj rynek tytoniowy gwarantuje roczny dopływ blisko 20 miliardów złotych do budżetu – jak wielką stratę zanotujemy, gdy nowa dyrektywa unijna zacznie obowiązywać w pełni?
Warto zauważyć, że nieprzypadkowo Polska jest liderem w produkcji papierosów mentolowych na Europę; klimat, jaki utrzymuje się nad Wisłą, sprawia, że choć nasz susz jest gorszej jakości niż ten z krajów Południa, to bardzo dobrze sprawdza się w produkcji wyrobów aromatyzowanych.
Zakazanie sprzedaży tego typu papierosów sprawi, że producenci będą musieli przerzucić się na uprawę zupełnie innej, droższej rośliny, a także ponosić dodatkowe koszta związane z zapewnieniem odpowiednich warunków hodowlanych. Efekt? Niemal na pewno redukcja zatrudnienia w sektorze, który dziś daje prace ponad 60 tysiącom osób. Wśród polskich palaczy, ponad 20 proc. deklaruje konsumpcję papierosów mentolowych – ile z nich zupełnie zrezygnuje z nałogu, mając jednocześnie łatwy dostęp do produktów sprzedawanych spod lady, do tego tańszych o kilkadziesiąt procent niż legalny wyrób?
Mafia dziękuje za klientów od państwa
Niebezpośrednie zmuszanie do korzystania z usług nielegalnych grup przestępczych, zarabiających ogromne pieniądze na obrocie tańszym towarem, przypomina polski sposób radzenia sobie z tematem marihuany. Zamiast rozsądnych regulacji i przemyślanego programu edukacyjnego zakłada się, że wzrost restrykcji jednoznacznie ograniczy poziom konsumpcji. Tymczasem praktyka pokazuje, że konsumpcja dalej odbywa się w najlepsze, tyle tylko, że budżet „zrzeka się” pieniędzy, które mógłby mieć przy zdrowym podejściu do regulacji.
Od kiedy w styczniu 2014 r. podwyższono akcyzę na papierosy, systematycznie rośnie przemyt, regularnie pojawiają się nielegalne fabryki i krajalnie tytoniu, pogranicznicy zaś konfiskują więcej kontrabandy (w 2014 r. przejęto towar szacowany na 2,9 miliona złotych, zaś w 2015 r. – na 954 miliony!). – Zauważamy, że coraz częściej w nielegalną branżę tytoniową angażują się zorganizowane, polsko-ukraińskie grupy przestępcze – mówił „Rzeczpospolitej” Krzysztof Kot, zastępca dyrektora Biura Służby Kryminalnej Komendy Głównej Policji.
Przy obecnych problemach związanych z rosnącym popytem na towar nielegalny, pojawia się kolejny – tak długo, jak państwo przykleja banderolę, możemy mieć (z grubsza) pewność, że spożywany produkt został skontrolowany pod względem jakości. Choć mówienie o papierosach w kontekście zdrowia może zakrawać na ironię, nie należy pomijać faktu, że tytoń krojony w skandalicznych warunkach zawilgoconych obór czy kontenerów znacząco wpływa na płuca palaczy i przyspiesza procesy rakotwórcze.
Tymczasem rząd woli udawać, że problem uda się zlikwidować tylko wtedy, gdy drakońskimi przepisami doprowadzi się do ruiny legalną branżę tytoniową.