
Studia tatuażu to już nie domena dużych miast. Ta sztuka dekorowania ciała wkracza, niemal dosłownie, pod strzechy. Studia powstają nawet w małych wsiach. Tam, gdzie kiedyś pasły się krowy i gęsi wdziera się zupełnie nierolnicza branża. Dziary pokochały fryzjerki i budowlańcy. Rolnicy powoli też...
Skaszyn na Kujawach – wieś licząca 30-parę domów, około 200 mieszkańców, cztery wiatraki i pola zbóż. Przy skrzyżowaniu sklep, przy którym siedzą stali klienci, nieopodal remiza i szary budynek przypominający garaż z widocznym logo – studio tatuażu. Takiej zmiany nie było tutaj od czasów rewolucji neolitycznej, czyli wynalezienia rolnictwa!
– Jak otworzyłem tutaj studio to wzbudziłem sensacje. No, i było czekanie na porażkę. Tymczasem jest sukces. A... ostatnio odwiedziło mnie trzech sąsiadów. Chcą zrobić sobie tatuaż – opowiada Krzysztof Gorczyński, właściciel z LCF INK Studia Tatuażu Artystycznego w Skaszynie. Wychował się we Wrocławiu. Salon otworzył po powrocie w rodzinne strony swojej mamy.
Podobne niedowierzanie i plotki towarzyszyły otwarciu przybytku sztuki dekorowania ciała, Black Angel Studio w Wójcicach na Opolszczyźnie. Miejscowość jest już spora, liczy ok. 860 mieszkańców. Co więcej... Przed oknami studia stoi krzyż. Gdy pojawił się geodeta, powstały plotki, że miłośnicy tatuażu z pewnością zechcą usnąć symbol religijny. Krzyż dalej stoi.
Fryzjerki lubią dziary W skaszyńskim studiu światło pali się do późna. Klienci przyjeżdżają po południu, ale nie chcą skryć się przed wzrokiem sąsiadów.Umawiają się na zabieg po godzinach pracy. Większość stanowią kobiety i to wcale nie małolaty.
– Moją najstarszą klientką była moja mama. Zawsze marzyła, aby mieć wytatuowana gwiazdkę z boku ramienia – śmieje się Krzysztof Gorczyński.
Z pewnością wiekiem przebiła ją klientka studia w Wójcicach – miała 70 lat. To był urodzinowy prezent. Zrobiła sobie dziarę na nodze i to w widocznym miejscu.
– Kobiety po 30-tce stanowią większość moich klientek, jakieś 60 procent. Są odważniejsze i chętne do zmian – komentuje Cezary Kolenda z Shinobi Art. Tattoo Studio w Lipsku, 5–tysięcznym miasteczku na Południu Mazowsza. Niedawno odwiedziła go klientka po 40-tce, która na wewnętrznej stronie przedramienia wytatuowała imiona najbliższych.
Nie brakuje młodych dziewczyn, ale Cezary Kolenda nie tatuuje osób poniżej 18 roku życia. W myśl prawa jest to zabronione... Kobiety wybierają drobne motywy, najczęściej związane z naturą, ale bywają wyjątki.
Zdaniem właścicieli studiów, najczęściej na dziary decydują się przedstawicielki branży fryzjerskiej. – I pielęgniarki. Co kiedyś było wśród nich niemile widziane – tłumaczy Kolenda, który tatuowaniem zajmował się od 14 lat i w końcu założył salon.
Jeden rolnik i wykończeniówka Chociaż faceci rzadziej odwiedzają tatuażystów, to ich fantazja i projekty bywają niemal nieograniczone. – Przychodzą z projektami z internetu albo takimi, którymi chcą budzić grozę. Proponuję jednak, aby wymyślili coś bardziej osobistego. Niedawno modne były sentencje. Jak już klient się uparł na napis, to bawiłem się z cieniowaniem, bo jak ma już być, to niech będzie widoczny z kilku metrów, a nie coś rozmazanego – opowiada właściciel skaszyńskiego studia.
Coraz popularniejszymi dziarami są motywy, tzw. biomechaniki. Przypominają rozdartą skórę, przez którą prześwitują kable, rurki, niczym u Terminatora.
Jacy faceci decydują się na tatuaż? Okazuje się, że klientami studia w Skaszynie byli policjanci. Widać tatuaże przestały być już tylko zarezerwowane dla osób z branży, którą ścigają. Jeden z mundurowych wytatuował sobie orła na barku. Znalazł się też rolnik, ale dominują budowlańcy. – Wykończeniówka. Oni po prostu mają sporo gotówki. Zrobienie rękawa to już spory koszt – dodaje Cezary Kolenda.
Wymazują grzechy młodości No i w tej grupie częstymi klientami są emigranci. Zjeżdżają do kraju i chodzą do salonów. Krzysztof Gorczyński: – W naszych stronach podzieliłbym ich według kraju, gdzie pracują, czyli Holandia, Wielka Brytania, no i Niemcy. Tam tatuaże są popularne, więc też się decydują.
I osobnym typem są covery, czyli zakrycie, poprawka starego tatuażu. Takie usługi zamawiają starsi klienci, chcący pozbyć się grzechów młodości – więziennych tatuaży czy kiczowatych wpadkę. Najstarszy klient LCF INK 57-latek miał wytatuowane miecz i różę. Wzór został przerobiony na smoka.
Dotacja z PUP-u, karetka i małolaty Popularność salonów tatuażu rośnie w polskim społeczeństwem. Świadczy o tym decyzja urzędników z częstochowskiego Powiatowego Urzędu Pracy, którzy przyznali dotację na założenie salonu tatuażu. A urzędnicy PUP-u są jak papierek lakmusowy, wiedzą o lokalnym rynku prawie wszystko. Powstają nawet mobilne usługi tatuażu. Mieszkaniec Ozorkowa kupił starą karetkę i przerobił na studio. Zamierzał jeździć na Wybrzeże i latem oferować usługi na plaży. Trudno powiedzieć czy odniósł sukces, gdyż jego strona jest niedostępna. Czasem efekty i warunki pracy mobilnych tatuażystów mogą zaskoczyć.
Niestety, niektórym „artystom” sztuka tatuowania wydaje się prostym zajęciem. Po maszynki sięgają domorośli tatuażyści. Dominują osoby młode nawet nieletnie i oczywiście bez doświadczenia.
– Jakiś kumpel drugiemu wykonuje tatuaż. Zapominają przy tym o wirusach, jak HIV czy HPV, i podstawach warunków sanitarnych. A potem przybiegają do mojego salonu z jakimś dziwnym wzorem i płaczem, że coś mam z tym coś zrobić – opowiada właściciel Shinobi Art.
Dodaje, że tego typu usługi nie są dla niego konkurencją. Jego zdaniem będzie przybywać salonów w małych miejscowościach, bo moda na dziary właściwie dopiero się rozkręca. Kolenda podkreśla: – To jest rodzaj sztuki i właściwie jedyny zawód artystyczny, który daje pewny dochód.
Traktorzystka z percingiem Podobnego zdania jest Krzysztof Gorczyński. Uważa, że oprócz profesjonalizmu, takie studia mają też niepowtarzalny klimat. Dlatego przyjeżdżają do niego klienci z odległości nawet 100 kilometrów. On zamierza rozszerzyć działalność. Dołączył do niego Elfik, czyli życiowa partnerka, która wytrwale ćwiczy.
– To ja jej dałem maszynkę do tatuażu. Zachęciłem do wyrażania siebie. A praca, pasja i uczucie nas zawiązało. Chcę, aby rozwinęła się jeszcze w kierunku piercingu – przekonuje Krzysztof Gorczyński. Po asfaltowej drodze przed budynkiem salonu spaceruje kobieta z widocznym brzuszkiem. Śmieje się: – No liczę, że jako mieszkanka wsi dostanę jakiś spory upust na tatuaż, a może kolczyk w pępku.
Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl
