
Czy Gillian Anderson będzie pierwszym Bondem w spódnicy, czyli Jane Bond? To pytanie trafiło na czołówki portali po tym, gdy kandydatura aktorki zyskała silne poparcie w mediach społecznościowych. Niewątpliwie przygody agentki brytyjskiego wywiadu byłyby inaczej odbierane niż perypetie agenta. A jak wyglądałyby inne znane filmy i seriale, gdyby ich bohaterem była kobieta?

Gwiazdą znanego na całym świecie serialu był z założenia Charlie (Sheen), ale szybko okazało się, że jego serialowy brat Alan i jego syn Jake świecą własnym blaskiem.
"Dwóch i pół" to opowieść o tym, jak życie dobrze sytuowanego, notorycznego podrywacza zmienia się, gdy wprowadzają się do niego brat (wyrzucony z domu przez żonę) i - na weekendy - jego dziesięcioletni syn. Czy podobny serial z kobiecą obsadą zdobyłby równie wielką popularność wśród widzów? Bardzo wątpliwe.
Charlie, który rzadko odkłada szklaneczkę whisky i zmienia dziewczyny tak często, jak pościel, wzbudza sympatię widzów jako mężczyzna. Gdyby płeć bohatera się zmieniła to okazałoby się zapewne, że w odbiorze widzów uroczy podrywacz zmienił się w smutną puszczalską. To efekt podwójnych standardów stosowanych wobec mężczyzn i kobiet. Nadużywanie alkoholu i częsta zmiana partnerów seksualnych jest surowo potępiane w przypadku "drugiej płci".
Podobnie byłoby w przypadku Alana i Jake'a. Pedantyczny Alan w kobiecym wydaniu mógłby budzić irytację. Za to Jake, który z sezonu na sezon robił się przez scenarzystów coraz bardziej prymitywny i coraz głupszy, jako dziewczynka budziłby politowanie, lub nawet odrazę.

A może jednak publiczność byłaby gotowa na zmianę? Jeśli tak, to intensywne picie i częste, przygodne stosunki seksualne widzowie zaakceptowaliby pewnie najprędzej u "Charlize", granej przez znaną aktorki komediową Melissę McCarthy, która przebojem zdobywa role główne w "głupich komediach", zarezerwowane dotąd dla mężczyzn. Jednak nawet Charlize grana przez McCarthy musiałaby się szybciej ustatkować, a sam serial kładłby zapewne więcej nacisku na platoniczny, a nie seksualny wymiar relacji.

"Miał jedną szansę na milion" - takim hasłem reklamowano w 1976 roku film o windykatorze, który walczy w amatorskich klubach za marne pieniądze aż dostaje propozycję życia - walki z mistrzem świata. Rocky podejmuje wyzwanie - ciężka praca spektakularnie procentuje zarówno na ringu, jak i w życiu osobistym.
Po wielkim sukcesie kasowym Rocky zagrał, a właściwie zawalczył, jeszcze 5 razy. Łącznie seria zarobiła ponad miliard dolarów. Jednak są podstawy by wątpić, by obraz o bokserce stał się takim hitem.
Sport uprawiany przez kobiety jest mniej ceniony niż ten uprawiany przez mężczyzn. Pod tym względem kontynuujemy tradycję starożytnych Greków. Dopiero kilka dekad temu mężczyźni pozwolili kobietom biegać w bostońskim maratonie. Boks kobiet nie jest co prawda zakazany, ale nadal budzi kontrowersje. Znowu chodzi o gender, czyli społeczno - kulturowe role płci. Walka kobiet na pięści jest nadal na cenzurowanym, bo jest sprzeczna ze stereotypem delikatnej, zwiewnej i nieśmiałej kobiety.

Rocky – mężczyzna, który podejmuje szalone wyzwanie, realizuje się w ramach akceptowanych przez społeczeństwo. Kobieta w tej roli budziłaby mieszane uczucia, zwłaszcza, jeśli nie byłaby uważana za wyjątkowo ładną. Może więc Charlize Theron, czyli cesarzowa Furiosa z Mad Maxa: Na drodze gniewu, mogłaby z powodzeniem podjąć się tego wyzwania? Zagrała seryjną morderczynię w filmie "Monster", więc rola bokserki byłaby przyjęta z mniejszymi emocjami. Chyba.

Kilka miesięcy temu fanów J.K. Rowling, autorki serii książek o małym czarodzieju zelektryzowała wiadomość, że Hermiona może być czarnoskóra. Tak napisała na Twitterze sama Rowling, która przypomniała, że w żadnej części swojej bestsellerowej powieści nie określa koloru skóry prymuski, dzięki której inteligencji Harry i Ron uchodzą z życiem mimo wielu grożących im niebezpieczeństw.
Pisarka podkreśliła, że pisała jedynie o zmierzwionych włosach Hermiony i jej wydatnych "jedynkach". Skoro więc Hermiona nie musi być biała, to może Harry nie musi być chłopcem? W książce jest chłopcem, ale przecież adaptacje filmowe nie muszą niewolniczo trzymać się powieści. Kto byłby dobrym Harrym Potterem w spódnicy?
Dobrym wyborem kilka lat temu byłaby Maisie Williams, czyli Arya Stark z popularnego serialu "Gra o Tron". Po tym, co zagrała w ekranizacji powieści George'a R. R. Martina, pewnie żadna rola dramatyczna nie stanowiłaby dla niej problemu. Może jednak lepiej byłoby wskazać aktorkę w wieku 10 lat, bo tyle lat ma Harry Potter gdy zaczynają się jego przygody w magicznym świecie? Niełatwo znaleźć taką dziewczynkę.
Jak mówi Barbara Kaczmarczyk, pisząca o filmie w naTemat, to nie dlatego, że takich aktorek nie ma, tylko dlatego, że nie oferuje im się interesujących ról w filmach i serialach tak często, jak chłopcom. Komentarz zostawmy Maisie Williams.

Podobny problem dyskryminacji ze względu na płeć dotyczy aktorek w innych grupach wiekowych. Tym bardzo młodym oferuje się najczęściej stereotypowe role obiektów seksualnych. Tym nadal młodym, lecz już dojrzalszym, po 35 lub 38 roku życia, reżyserzy praktycznie nie oferują żadnych interesujących ról.
Mówiła o tym Liv Tyler, która jako "stara", 38-letnia kobieta , dostaje już praktycznie tylko drugoplanowe lub epizodyczne role czyjejś żony lub dziewczyny. Głos na ten temat zabrała w Polsce Danuta Stenka, która ocenia, że aktorki po 50-tce wypadają z gry, bo scenarzyści nie piszą dla nich ról. Tak kobiety znikają z filmów.
Tymczasem kobiety aktorki nie grają gorzej od mężczyzn i z powodzeniem udźwignęłyby ciężar interesujących, wielowymiarowych ról, a nie tylko matek, żon i kochanek.
Która aktorka Waszym zdaniem mogłby zagrać główną rolę w remake'u kultowego "Ojca chrzestnego"? A która sprawdziłaby się w popularnym serialu "Californication"? A może widzicie konkretne aktorki w męskiej roli?
