
Dziennikarka "Wprost" Joanna Miziołek napisała na Twitterze: "Zamykają Szpilkę". Chodziło jej o popularny warszawski lokal. Zanim jednak wyjaśniła to niewtajemniczonym, odezwał się do niej Artur Szpilka.
REKLAMA
Wyraźnie zaskoczony bokser zadał Miziołek krótkie, acz istotne pytanie. Brzmiało: "O co chodzi? Bo nie kumam". Autorka postu szybko odpowiedziała, że miała na myśli pewne miejsce, a nie jego. Szpilka zareagował komentarzem, rozbrajając internautów. Na jego słowa: "Już myślałem, że znów do pierdla", reagowali polubieniami i komentarzami typu: "Zrobiłeś mi dzień".
Trudno stwierdzić, czy Szpilka ma do siebie dystans i czy w ogóle rozumie prawa, jakimi rządzą się media społecznościowe. Kilka miesięcy temu bronił tam Mariusza Pudzianowskiego. Wspierał go po tym, jak strongman zapowiedział, że będzie "asymilował" imigrantów przy pomocy kija baseballowego. Sam poszedł o krok dalej, pisząc o gwałceniu członków polskiego rządu przez Arabów. Nie wiedział tylko, że redagując wpis, nie usuwa jego wcześniejszych wersji.
