Rodzice bliźniąt, którzy uciekli z Norwegii przed Barnevernet.
Rodzice bliźniąt, którzy uciekli z Norwegii przed Barnevernet. Fot. Screen/www.tv2.no/a/8426843/

Ta historia poruszyła polski internet, jak mało co. Wywołała lawinę poparcia i apeli do polskich władz, by tym ludziom pomóc. Tylko nikt nie wie, gdzie oni są. Nie ma nawet 100 procent pewności, że ukryli się w Polsce, choć tak podają norweskie media. I tej wersji na razie wszyscy się trzymają. Tylko dlaczego Norwegowie mieliby ukrywać się akurat u nas?

REKLAMA
Historia dotyczy pary, której norweski Urząd Ochrony Praw Dziecka Barnevernet postanowił odebrać dzieci. 24-letnia Natasha Olsen Myra i jej 21-letni partner Erik zabrali dwie 9-miesięczne córki bliźniaczki i uciekli. Cała rodzina zniknęła. Dosłownie zapadła się pod ziemię, ale wszystkie tropy mają prowadzić do Polski. Podczas rozmowy z prywatną telewizją TV2 norweski urzędnik pełniący funkcję prokuratora miał nawet na komputerze powiększoną mapę naszego kraju.
logo
Fot. Screen/http://www.tv2.no/
W Polsce ludzie są normalni
Losy tej rodziny są wstrząsające. Szokują, bulwersują i smucą jednocześnie. Totalny horror, jak mówi naTemat Henryk Malinowski, szef serwisu informacyjnego ScanPress.net, którego artykuł na ten temat przedrukowało wiele polskich portali. Teraz on również jest w Polsce i ma nadzieję, że uda mu się skontaktować z rodzicami. Na razie bezskutecznie. – Myślę, że ktoś im pomógł, że to nie była spontaniczna ucieczka – mówi.
Dlaczego akurat Polska? – Musieli poczuć, że tu będą bezpieczni. Być może ktoś im doradził. Być może dotarło do nich, że ostatnio w Polsce dużo się mówi o ochronie rodziny. I premier Szydło i prezydent Andrzej Duda bardzo mocno to akcentowali – mówi. Ale nie tylko dlatego. – Być może zauważyli, że wiele polskich dzieci też jest w Norwegii zabieranych. I że Polacy absolutnie się na to nie godzą, że myślą po ludzku, są normalni. Że w polskim społeczeństwie jest totalny opór przeciwko takim praktykom – słyszę.
Znieczulica i otępienie
W Norwegii, jak mówi, ludzie już się przyzwyczaili. Panuje znieczulica. – Jest otępienie społeczeństwa, brak ludzkich reakcji. Tak dużo dzieci jest odbieranych rodzicom, że ich losem nikt się już nie przejmuje – mówi Henryk Malinowski. Tak było właśnie z tą historią. Przez chwilę było o niej głośno, ale bardziej z powodu ucieczki niż odebrania dzieci. I tak naprawdę tylko w telewizji TV2. Inne główne telewizje czy gazety nie podchwyciły tematu.
A dziś nawet w TV2 panuje kompletna cisza. Temat istnieje tylko na forach na Facebooku. – Norwegowie są lojalni wobec państwowej instytucji, jaką jest Barnevernet. I nikt nie będzie tu protestował przeciwko odbieraniu dzieci – słyszę w ScanPress.net. Za to w Polsce sprawa żyje drugim życiem. W internecie wsparcie dla rodziców płynie praktycznie bezwarunkowe.
Takich komentarzy jest mnóstwo! W jednym duchu – pomóc, dać azyl, absolutnie nie wydawać Norwegom. Niech zadziała premier Szydło, minister Ziobro, prezydent Duda. Tak niemal krzyczy polski internet na czele z prawicowymi portalami. To naprawdę piękna solidarność.
Na podstawie opinii sprzed 11 lat
Pary poszukuje jednak Interpol. W świetle prawa uprowadzili własne dzieci, które zostały im odebrane przez urzędniczki Barnevernet w szpitalu, tuż po porodzie. W głowie się nie mieści z jakiego powodu. Trzeba mieszkać w Norwegii, by to zrozumieć. W kraju, gdzie Barnevernet jest postrachem wszystkich. Każdy, sąsiad czy nauczyciel, może złożyć tam donos w sprawie dziecka. I biurokratyczna spirala sama zaczyna się nakręcać. Ciężko się potem z niej wyrwać.
– W przypadku matki dzieci chodziło o donos złożony, gdy miała 13 lat. Była nadpobudliwą, szalejącą nastolatką. Psycholog z Barnevernet, który wizytował wtedy jej rodzinę, uznał, że ma bałagan w pokoju. Na tej podstawie wysnuł wniosek, że jest roztrzepana i nieskoncentrowana – mówi nam Henryk Malinowski. Na tej podstawie stwierdzono również, że Natasha ma niedorozwój umysłowy. I dokładnie tę diagnozę sprzed lat lekarz wyciągnął w szpitalu, przy okazji porodu.
Nie ma żadnego niedorozwoju
Dziewczynki trafiły do rodziny zastępczej, ale sprawa wywołała jednak oburzenie i Barnevernet zgodził się na warunkowe umieszczenie rodziców w specjalnym ośrodku, gdzie pod kontrolą uczyli się opieki nad dzieckiem. Ale i tak dowiedzieli się, że dzieci zostaną im jednak odebrane. Mimo wykonania kolejnych testów, które potwierdziły, że matka nie ma kłopotów ze zdrowiem psychicznym. – Ta dziewczyna jest zupełnie normalna. Nie ma żadnego niedorozwoju. Decyzja zapadła na fałszywych przesłankach – mówi Malinowski.
On również jest zdania, że Polska powinna Norwegom pomóc, choć sprawa jest delikatna i na pewno nie będzie to łatwe. Rodzina uciekła na początku czerwca, ale dopiero teraz, gdy pojawił się polski trop, sprawa wyszła na jaw.
Na razie jedyny ślad, który prowadzi do małej miejscowości w Polsce, to "elektroniczne dowody", które posiada norweska policja. A także nagranie wideo, które para przesłała telewizji TV2. Rzekomo pochodzące z Polski. – Najważniejsze, że dziewczynkom jest tu dobrze. Bardzo się rozwinęły w ciągu tego miesiąca i przybrały na wadze jeden kilogram. To najważniejsze. Rozumiemy, że nie wszyscy się co do tej sytuacji zgadzają, ale tak się już stało. Myśleliśmy przede wszystkim o naszych dziewczynkach i to jest dla nas najważniejsze – mówi Natasha.
Nie wolno płakać
Tutaj pisaliśmy w naTemat już o tym, jak różne metody wychowawcze w Polsce i Norwegii powodują, że Polacy często narażają się na problemy z Barnevernet. Wśród zachowań, które w Polsce uchodzą za normalne, a w Skandynawii mogą zostać źle odebrane wymienia, się m.in. krzyk czy płacz dziecka. I kłopot gotowy. Często na całe życie.

napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl