Uroczyste otwarcie Muzeum Powstania Warszawskiego, 31 VII 2004.
Uroczyste otwarcie Muzeum Powstania Warszawskiego, 31 VII 2004. Fot. M. Mutor / Agencja Gazeta

Zasługi tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego w sprawie podtrzymywania pamięci o Powstaniu Warszawskim są powszechnie znane i niepodważalne. W kontekście zbliżającej się kolejnej rocznicy wybuchu walk o stolicę, mogą jednak – oby nie – zostać wykorzystanie do bieżącej polityki. Ucierpieliby na tym wszyscy...

REKLAMA
Sukces Muzeum Powstania Warszawskiego pokazuje, że Lech Kaczyński się nie mylił. Warszawie potrzebna była taka placówka, bo przecież nigdzie indziej ten heroiczny zryw nie buduje aż w takim stopniu wspólnej tożsamości mieszkańców. Muzeum jest oczywiście potrzebne Polsce i Polakom, a także całemu światu. W jego murach jak w soczewce skupiają się tragiczne losy setek tysięcy Polaków, którzy doświadczyli dramatu okupacji. Muzeum symbolizuje walkę i wielką wojenną ofiarą – i tak powinno pozostać.
Był 2004 rok, kiedy włodarz Warszawy wziął udział w długo wyczekiwanym, uroczystym otwarciu nowoczesnej placówki. Data nieprzypadkowa – 60-lecie wybuchu niepodległościowego powstania. Po raz pierwszy na terenie dawnej elektrowni tramwajowej u zbiegu ulic Przyokopowej i Grzybowskiej na Woli, miejscu ze 100-letnią tradycją, zebrali się weterani powstania, aby uczcić bohaterskie koleżanki i kolegów. Wielu uczestnikom obchodów tamte obrazy zapadły głęboko w pamięci.
logo
Lech Kaczyński na dzień przed uroczystym otwarciem Muzeum Powstania Warszawskiego. Fot. A. Kozak / Agencja Gazeta
Nikogo dziś nie trzeba przekonywać, że misja muzeum musi być kontynuowana. I choć, rzecz oczywista, jak każda instytucja muzeum ma swoje kierownictwo, to powstańcy są w nim gospodarzami.
To jest ICH muzeum. To oni współtworzą Radę Muzeum, ich głos liczy się najbardziej. Teraz jednak politycy, rzekomo przez szacunek do historii, mieszają się w ich sprawy. Trudno się dziwić, że pomysł ministra Antoniego Macierewicza, podchwycony choćby przez premier Beatę Szydło, dotyczący apelu smoleńskiego, spotkał się z oburzeniem kombatantów. Ich "nie" jest głośne i wyraźne, ale czy przemówi do rozsądku politykom?
Odczytanie apelu poległych, uwzględniającego ofiary tragicznego lotu polskiej delegacji, z prezydentem Kaczyńskim na czele, będzie powodem do kolejnej awantury. Ucierpią powstańcy, którzy przecież – jak każdy – głęboko przeżyli feralny 10 kwietnia 2010 roku. Ucierpi powstańcze, ponadczasowe przesłanie. "Rozmyje" się gdzieś powaga przeżywania smoleńskiej traumy – tak jak 1 sierpnia mówimy o tych, którzy polegli na barykadach, tak 10 kwietnia honorujemy polską elitę, która zginęła w katastrofie lotniczej. Łączenie obu tych ważnych, ale jakże różnych tragicznych wydarzeń, jest doprawdy niezrozumiałe.
Oby tylko rządzący Polską nie wykorzystali w kontekście zbliżających się obchodów osoby tragicznie zmarłego prezydenta. W przypadku Poznańskiego Czerwca' 56, "kartą" Lecha Kaczyńskiego niewiele można było co prawda "ugrać", ale teraz możliwości, o zgrozo, są o wiele większe. Wszyscy wiemy, ile była głowa państwa zrobiła dla powstańców warszawskich i idei powstania poświęconego im muzeum.
logo
Lech Kaczyński w Muzeum Powstania Warszawskie. Powstanie placówki było jednym z głównych celów prezydenta stolicy. Fot. A. Zawada / Agencja Gazeta
Tak, dla powstańców – tych samych, którzy teraz głośno nie zgadzają się na dołączenie apelu smoleńskiego do programu uroczystości. Najwyżej bohaterom przyjdzie honorować poległych żołnierzy bez asysty honorowej Wojska Polskiego. To będzie przygnębiający widok – weterani w odświętnych mundurach z orderami za odwagę, niegdyś bojownicy Armii Krajowej, czyli powstańczej armii nawiązującej do najlepszych polskich tradycji wojskowych, nie zostaną uczczeni przez swych młodszych kolegów. Zwyczajnie przykro. Tak po ludzku. Ale znajdą się i tacy (jak choćby minister Piotr Gliński), którzy powiedzą, że bohaterowie ulegli "ideologii pewnej opcji politycznej".
– Minister (Antoni Macierewicz – red.) podejmie decyzję zgodnie z polską tradycją wojskową, miejscem powstania warszawskiego w historii Polski, szacunkiem dla ofiary, jaką ponieśli wszyscy polegli w służbie ojczyźnie – mówił niedawno rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz. Dodał, że decyzja przełożonego uwzględni historyczną rolę śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego w upamiętnieniu powstania warszawskiego.
Jeżeli Antoni Macierewicz doszuka się związków między komunikacyjną katastrofą a tradycją polskiego oręża, między tragiczną śmiercią w czasie lotu, a śmiercią z bronią w ręku, otrzymamy sączące się polityką obchody. Będą gwizdy (znowu), buczenie, i być może coś jeszcze. Powstańcy znowu rozejdą się do domów z niesmakiem.
logo
Muzeum Powstania Warszawskiego ma już 12 lat. Oby fakt jego powstania nie został wykorzystany do politycznej walki. Fot. A. Zawada / Agencja Gazeta
Inna sprawa – zaangażowanie Lecha Kaczyńskiego w budowę muzeum musi być podkreślane i przypominane. Być może dobrym posunięciem byłoby zorganizowanie sesji poświęconej niestrudzonym działaniom byłego prezydenta bądź ekspozycji dotyczącej historii muzeum. To, co jest absolutnie pewne, to fakt, że powstańcy, choć nie godzą się na apel, wiedzą, ile zawdzięczają tragicznie zmarłemu Lechowi Kaczyńskiemu. Przecież już 5 lat na ścianie muzealnego gmachu wisi tablica ku jego czci, o którą usilnie zabiegali kombatanci.
Nikt nie jest przeciwny honorowaniu prezydenta, nawet w czasie obchodów rocznicowych. Ale nie apelem smoleńskim. Szkodliwym także dla pamięci o nim, bo dającym paliwo do politycznych przepychanek.
A poza tym, nie życzy sobie tego choćby Marta Kaczyńska, córka dobroczyńcy tego wyjątkowego w skali Polski (i nie tylko) muzeum.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl