Janina Jankowska nie szczęści ostrych słów zarówno obozowi władzy, jak i opozycji.
Janina Jankowska nie szczęści ostrych słów zarówno obozowi władzy, jak i opozycji. fot. archiwum Janiny Jankowskiej

W 36. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych Janina Jankowska kieruje gorzkie słowa do władzy i opozycji. Działaczka solidarnościowa i uczestniczka podzespołu prasowego Okrągłego Stołu mówi, że Polacy strzelają sobie w stopę.

REKLAMA
Trzydzieści sześć lat po zawarciu Porozumień Sierpniowych kwiaty oddzielnie składają premier, były prezydent Lech Wałęsa i opozycja. Co się stało z solidarnością przez duże i małe "s"?
To nie zaczęło się dziś, to już trwa od jakiegoś czasu. Bardzo nad tym boleję, bo strzelamy w stopę własnej historii. Ten dzień powinien być ważny dla wszystkich, szczególnie dla młodzieży. A co widzą ? Skłóconych bohaterów. W latach 80-tych potrafiliśmy się wznieść na bardzo wysoki poziom solidarności i racjonalizmu, staliśmy się głównym uczestnikiem światowej polityki. Teraz to wszystko idzie na marne. Zwyciężają egoizmy partyjne. Po obydwu stronach.
Co jest w tym dla pani najbardziej przykre?
Bardzo żałuję, że „Solidarność” nie została skonsumowana w literaturze i innych dziedzinach kultury. Szczególnie dla martwi mnie, że zamiast być powodem dumy w świadomości społecznej, jest coraz częściej powodem kpin i wstydu.
Z czego to wynika?
Wiele przyczyn. Ci, którzy tę "Solidarność", a w konsekwencji wolną Polskę wywalczyli, szybko stali się kulą u nogi ekonomicznej transformacji. Nowe elity, włącznie z obecnymi, zapomniały o sztuce konsultacji i rozwiązywania sporów, jaką praktykował Związek w latach 1980/81. Było ostro, ale na argumenty. Teraz trwa walka polityczna między nowymi aktorami.
"Solidarność" nie jest sexy, bo kojarzy się z obecnym związkiem zawodowym, a ten postrzegany jest jako krewny moherów, kompromitowany przez bieżącą politykę. Mit pierwszej "Solidarności" miał łączyć - tak było, ale to już od dawna nieaktualne.
W polskim życiu publicznym nie ma solidarności?
Nie ma jej ani po stronie obozu Prawa i Sprawiedliwości, ani po stronie szeroko pojętej opozycji.
Co pani czuje słysząc ministra Błaszczaka, który w odpowiedzi na informację, że na pogrzebie "Inki" ONR miał flagi, nazwał KOD zwolennikami Bieruta i Jaruzelskiego?
Z ust ministra nie powinny paść takie słowa. Wstyd. Nie zmienia to jednak faktu, że przychodzenie na pogrzeb z flagami organizacji jest wysoce niestosowne. Niezależnie od jej barw. Choć być może w przypadku ONR nietakt jest mniejszy, bo "Inka" była ideowo bardziej bliższa narodowcom.
Flagi KOD - u w przestrzeni publicznej to symbol walki z określonymi nieprawościami rządu. Pogrzeb nie jest miejscem do prowadzenia takiej walki. Przecież lider KOD-u mógł wziąć udział w uroczystościach anonimowo. A teraz mamy uwierzyć, że nagle Mateusz Kijowski interesuje się żołnierzami wyklętymi? To świadczy o jego hipokryzji. KOD przyszedł po to, żeby zrobić zamieszanie. Niech się lansują z flagami na ulicach, ale nie na pogrzebie.
Czy te uwagi dotyczą też ONR?
Moim zdaniem emblematy narodowców też były nie na miejscu. Myślę, że to raczej wynikało z bałaganu organizacyjnego. Wysnuwanie z tego wniosku, że PiS wspiera ONR uważam za błędne i niebezpieczne. To napędza tą potworną nienawiść, której i tak jest już za dużo w życiu publicznym.
Kto pierwszy powinien wyciągnąć rękę do przeciwników?
Władza, niezależnie od tego kto ją sprawuje. To ona ma silniejszą pozycję. Niestety PiS tego nie potrafi. Panuje tam syndrom oblężonej twierdzy, który wyrósł na wewnętrznych urazach Jarosława Kaczyńskiego. Te urazy rzutują na obecną politykę i wspaniałych, merytorycznych członków rządu, takich jak min. Anna Streżyńska, Szałamacha, Gowin i Morawiecki. Tych osób jest znacznie więcej - obok polityków fatalnych, są też świetni ministrowie i wiceministrowie. Niestety są osamotnieni w swoim środowisku. Ich cały wysiłek zostaje zniweczony w opinii publicznej jedną, głupią wypowiedzią ministra Błaszczaka. Ufam, że pozostanie to, co robią dla Polski.
To raczej partyjny przekaz dnia, inni politycy PiS też powtarzają słowa o Kiszczaku i Jaruzelskim.
Tym gorzej. Przekazy dnia świadczą o totalnym uwiądzie życia politycznego. Poziom jest tak niski, że trzeba wkładać politykom w usta co mają mówić. PiS nie jest w tym odosobniony. Niestety, nasza elita polityczna, każdej barwy, nie zdaje sobie sprawy, że tym językiem edukuje młode pokolenia.
Czy zgadza się pani z Lechem Wałęsą, że Polsce grozi wojna domowa?
Absolutnie nie. Lubię Wałęsę, ale jaki on jest, każdy widzi. Przykro mi, że dziennikarze żerują na jego słabości do nieprzemyślanych wypowiedzi.

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl