Czarnoskóry chłopiec, który kochał Hitlera i papierowe balony z bombami. II wojna światowa, której nie uczą w szkole

Makiety czołgów na polu bitwy? Tak. To autentyczna strategia Amerykanów w Normandii.
Makiety czołgów na polu bitwy? Tak. To autentyczna strategia Amerykanów w Normandii. Fot. Kadr z filmu "Ghost Army".
Temat II wojny światowej wałkowany jest na okrągło. Myśleliście, że po latach nauki i obejrzeniu setki filmów nic was nie zaskoczy? W takim razie poznajcie kilka ciekawostek, o których zazwyczaj nie mówią na lekcjach.


Japończycy zaatakowali USA papierowymi balonami

Bomba balonowa fu-go (fūsen bakudan, lub fu-gō heiki) to broń jakiej często nie widuje się w działaniach wojennych. Pod wypełnionym wodorem balonem o średnicy 10 m umieszczono bombę. Taki ładunek dosłownie puszczano na wiatr wiejący w stronę Ameryki (sic!). To jednak jedno z tych szaleństw, w parze z którymi nie idzie metoda.


Japonia zaatakowała USA 9300 balonami. Przez Pacyfik przedarło się ok. 10 proc. a większość z nich nie trafiła do miast. Łącznie od eksplozji fu-go zginęło sześć osób. Ofiarami byli Elsie Mitchel, żona miejscowego pastora, oraz piątka uczniów z jego szkółki niedzielnej. Podczas biwaku zainteresował ich niezwykły widok. W miejscu tragedii stoi pomnik upamiętniający ofiary.

Działania wojenne Amerykanów wyreżyserowano

Nie chodzi tu o przerysowany wizerunek Aliantów w kinie, ale o prace artystów na froncie. Nazywana „armią duchów” jednostka w oficjalnych dokumentach figurowała jako 23 Jednostka Specjalna Kwatery Głównej Armii Stanów Zjednoczonych. W jej szeregach służyli artyści, marketingowcy i filmowcy.

Chodziło o wykorzystanie kreatywności żołnierzy i stworzenie szeregu forteli i oszustw, dzięki którym wprowadzono zamęt wśród niemieckich strategów. W praktyce walka armii duchów stanowiła objazdowy show, w którym żołnierze bawili się na froncie makietami czołgów, samochodami z głośnikami i transmisjami radiowymi. Przez 40 lat informacje o ich działaniach były ściśle strzeżoną tajemnicą.

Czarnoskóry chłopiec, zafascynowany Hitlerem

Hans-Jürgen Massaquoi urodził się w 1926 roku. Jego matka była Niemką z Hamburga, a jego ojciec pochodził z Liberii. Pomimo mieszanego pochodzenia, w dzieciństwie Hans chłonął nazistowską propagandę Adolfa Hitlera i bardzo marzył o… wstąpieniu do Hitlerjugend. Kiedy odmówiono mu wstąpienia do Deutsches Jungvolk, chłopiec był zdezorientowany. „Przecież jestem Niemcem!” – miał protestować.


Potem próbował jeszcze raz zarejestrować się w Jungvolk, ale w biurze spotkał się z szykanami. Po wprowadzeniu ustaw norymberskich został zarejestrowany jako „niearyjczyk” i miał spotkać się z ostracyzmem, ale wspomina, że nie był prześladowany jak Żydzi, czy inne mniejszości. Uniemożliwiono mu jednak realizowanie kariery, co ostatecznie otworzyło mu oczy na to, w jakim kraju mieszka. Co ciekawe, kilka lat po konsekwentnym odrzucaniu jego wniosków przypomniała sobie o nim hitlerowska machina wojenna.

Kiedy rozpoczęto kampanię w Afryce, odwiedził go przedstawiciel SS. Zaoferował Massaquoi pracę przy szkoleniu afrykańskich robotników "kiedy Rzesza odzyska już kolonie”. W 1947 roku Massaquoi, po krótkim pobycie w Liberii, wyjechał do USA, gdzie służył w armii, został dziennikarzem oraz aktywistą, który walczył o prawa człowieka. Przed śmiercią w 2013 r. podkreślał jednak, że jego ojczyzną są Niemcy. Jego wspomnienia można przeczytać w autobiografii „Destined to Witness: Growing Up Black in Nazi Germany”.

Nazistowskie UFO

Na tle krwawego konfliktu, w wojsku rozwinął się swoisty folklor. Powtarzano sobie legendy o dziwnych miejscach, czy gremlinach niszczących silniki myśliwców. Opowieści pilotów błyskawicznie podchwyciły komiksy i pulpowe pisemka. Jedną z kwestii, która do dziś rozpala wyobraźnię, są technologie, nad którymi w coraz większej desperacji pracowali niemieccy inżynierowie.

Czy rzeczywiście istniało hitlerowskie UFO rodem z „Iron Sky” czy dieselpunka? Takie statki miały powstawać w fabryce Skody w Pradze, czy w Górach Sowich. Nic nie wskazuje, żeby legendarne Haunebu faktycznie miało szansę przechylić szalę zwycięstwa na stronę III Rzeszy, ale pojazdy w kształcie dysków faktycznie projektowano. Z istniejących maszyn do opisu nazistowskiego UFO pasuje Sack AS-6, o zaokrąglonych skrzydłach.

Wojna nie zaczęła się na Westerplatte

Dzisiejsze uroczystości odbyły się na Westerplatte. Z rozpoczęciem wojny wiązany jest ostrzał przeprowadzony przez SMS Schleswig-Holstein. Okręt to jednak tylko utrwalony symbol. W rzeczywistości atak Niemiec mógł rozpocząć się od zbombardowania Wielunia przez Luftwaffe.

W wyniku zdradzieckiej napaści zniszczono większą część zabudowy miasta i zabito (według niektórych szacunków) od 1000 do ponad 2000 osób. Zgodnie z innymi informacjami, pierwsze strzały mogły zostać oddane w Tczewie, lub w jednej z przygranicznych miejscowości. Niektórzy są zdania, że za faktyczną datę rozpoczęcia wojny powinno uznać się 3 września, kiedy formalnie włączyły się w nią Wielka Brytania i Francja.

Napisz do autora: mateusz.albin@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Już nie opozycja, a współrządzący! Senacka większość anty-PiS potwierdzona
PILNE 0 0Koszmarny sen PiS w Senacie trwa. Wicemarszałkiem wybrano Michała Kamińskiego
MOTO 0 0Skoda Kodiaq, Karoq, Kamiq. Nazwy podobne, ale auta różne. Najlepiej wyjaśnia to… Krystyna Czubówna
0 0O pracy w tym miejscu marzą tysiące. Właśnie ruszyła rekrutacja dla Polaków
Fundacja Citi Handlowy 0 0Organizacje pozarządowe otrzymały wsparcie. Pomoc ma trafić do m.in. migrantów
ASZdziennikMotorola 0 07 pomysłów na wieczór, które są tak fajne, że aż szkoda ich nie wrzucić na Insta
0 0Możesz się pozbyć boomboxa. Ten niezniszczalny głośnik stanie się sercem każdej imprezy
0 0Przebranie Tosi na szkolny konkurs na ustach wielu Polaków. Zareagowała sama Tokarczuk
FELIETON LIBERSKIEGO 0 0Co po Tusku? Jeśli opozycja nie wyłoni jednego kandydata, przegra po raz kolejny
0 0"Koniec opozycji totalnej". Kaczyński niespodziewanie wszedł na sejmową mównicę
0 0101 lat polskiej muzyki w 7 minut. Film uczniów z Dąbrowy Górniczej trzeba zobaczyć!
dad:HERO 0 0"Trzeba mieć do kogo wracać..." płk Kruczyński z GROM o tym, jak być komandosem i ojcem