
Leszek Miller spóźnił się z oświadczeniem majątkowym, Janusz Palikot zataił dwa samochody, samolot i kilka pożyczek. Podobne sytuacje powtarzają się co roku. Parlamentarzyści dostają co najwyżej nagany lub prokuratura zarzuca im niedbalstwo.
REKLAMA
O ile posłowie sprawujący kadencję po raz pierwszy mogą być nieco zagubieni w obowiązujących przepisach, o tyle tłumaczenie przez "starych wyjadaczy", że o tym zapomnieli, wydaje się dziwne.
Oświadczenie Palikota
Jeszcze dziwniejsze wydaje się jednak zatajenie w oświadczeniu części dochodów, skoro wiadomo, że nie tylko media skrupulatnie monitorują majątek parlamentarzystów.
Politycy mają obowiązek podać informacje o posiadanych nieruchomościach, akcjach, udziałach, oszczędnościach, prowadzonej działalności gospodarczej, osiąganych dochodach. Również o tzw. mieniu ruchomym o wartości powyżej 10 tys. złotych oraz o kredytach i pożyczkach powyżej 10 tys. złotych.
Janusz Palikot pominął w sowim oświadczeniu jednak nie tylko udziały w dwóch spółkach, trzy pożyczki (200, 300, 500 tys. zł), ale również samolot i dwa samochody. O przeoczeniu Palikota Centralne Biuro Antykorupcyjne poinformowała jego była żona. Prokuratura jednak umorzyła sprawę. Uzasadniając, że liderowi Ruchu Palikota można zarzucić co najwyżej "niedbalstwo".
Palikot wyjaśnił jednak, że to nie jego wina, bo oświadczenie wypełniał jego współpracownik, a Palikot złożył tylko na nim swój podpis. I sprawa załatwiona.
Nagana to za mało?
Nagana to za mało?
- Trzeba oddzielnie traktować tych posłów, którzy spóźnili się z oświadczeniem 2-3 dni i tych, którzy zataili posiadany majątek, albo napisali nieprawdę. W przypadku Janusza Palikota sprawą zajmie się na pewno również Komisja Etyki. Tym bardziej, że to nie pierwszy raz, kiedy w oświadczeniu Janusza Palikota są jakieś nieprawidłowości - wyjaśnia Jolanta Szczypińska z PiS, członkini Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich.
Komisja takiego posła upomina lub daje naganę. Poza tym informacja trafia też do mediów, co jest pewnego rodzaju napiętnowaniem.
Sprawą każdego przekroczenia terminu i nieprawidłowości w oświadczeniach zajmuje się właśnie Komisja Regulaminowa i Spraw Poselskich. Spóźnialscy posłowie muszą składać wyjaśnienia przed komisją, która nie zawsze bierze je pod uwagę. Dostają wtedy upomnienie lub naganę. Co więcej, za każdy dzień spóźnienia posłowie tracą część uposażenia. Prawo do uposażenia tracą do czasu złożenia oświadczenia. Jak widać niektórych zupełnie to nie dyscyplinuje.
Nie zdążyłem, zapomniałem, to wina asystenta
W tym roku oświadczeń majątkowych w terminie nie złożyło pięciu posłów: Izabela Kloc (PiS), Rajmund Miller (PO), Lidia Staroń (PO) i Witold Waszczykowski (PiS). Najbardziej spóźnił się szef SLD Leszek Miller. Posłowie mają czas na składanie oświadczeń do 30 kwietnia. Oświadczenie Millera wpłynęło 7 maja.
- Trochę o tym zapomniałem - tłumaczył się szef SLD. Jak wyjaśnił, jego spóźnienie wynikało z faktu, że zaangażował się w kampanię prezydencką we Francji. Podobne wyjaśnienie złożył Witold Waszczykowski z PiS. Miał pracowity okres i była majówka.
- Spóźnienia posłów w tym przypadku to bardzo ludzka sprawa. To tak samo, jak obywatele spóźniają się z oświadczeniami finansowymi składanymi do Urzędu Skarbowego - uważa Agnieszka Pomaska z PO, członkini Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich - Czasem to wina gapiostwa, czasem złej organizacji, a innym razem ktoś rzeczywiście fizycznie nie zdążył złożyć oświadczenia na czas - dodaje.
Czytaj także: Dlaczego polskich polityków traktujemy jak żebraków
Jolanta Szczypińska przyznaje, że rzeczywiście jest dosyć zaskakujące, jeśli z oświadczeniem spóźniają się posłowie, którzy sprawują tę funkcję już kolejną kadencję.
- Posłowie tłumaczą się bardzo różnie. W tym roku bardzo często była to majówka. Oczywiście to nikogo z nas nie usprawiedliwia. Jeśli wymagamy od innych, powinniśmy jeszcze bardziej wymagać od siebie - podkreśla Szczypińska.

