
Marszałek Senatu uważa, że w dniu pochówku "Inki" i "Zagończyka" tak naprawdę dopiero upadł komunizm. – Tak totalnie – powiedział w programie "Piaskiem po oczach" w TVN24 Stanisław Karczewski.
REKLAMA
– Byłem na tym uroczystym pogrzebie i czułem się dumnie – przyznał polityk PiS. – Już nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby ktokolwiek w sposób publiczny powiedział, że wielcy nasi bohaterowie byli bandytami – stwierdził, wywołując konsternację u Konrada Piaseckiego. Przyznał, że choć miały i mają miejsce procesy historyczne dotyczące ofiar komunizmu, to "brakowało czegoś".
Z wypowiedzi marszałka jasno wynikało, że do końca sierpnia 2016 r. "Inka" czy gen. Fieldorf "Nil" albo rotmistrz Witold Pilecki nie byli uznawani za bohaterów. – Byli tacy, którzy mieli odwagę, żeby mówić, że było inaczej. Już nikogo nie przekonają do tego, już nikt ich nie będzie słuchać – wyjaśniał Karczewski. Przypomnijmy, że według prezydenta ostatnie 27 lat było hańbą dla władz. Dopiero pogrzeb obojga pozwolił Polsce odzyskać godność.
źródło: tvn24.pl
