
Najpiękniejszą akcją Polaków w spotkaniu z Rosją była ta, po której do siatki trafił Eugen Polanski. Rozegrana szybko, z polotem, na jeden lub dwa kontakty. Piłkarz się cieszy, cieszy się stadion, ale - niestety. Sędzia liniowy podnosi chorągiewkę. Spalony. Był. Potem zbliżenie na Polanskiego - on, który jeszcze niedawno wypowiadał się jak stuprocentowy Niemiec, teraz puszcza siarczyste "Kur… mać!". I w tej chwili dla wielu wątpiących w to wcześniej staje się stuprocentowym Polakiem.
Bluzgi lecą non stop
Postanowiłem sprawdzić, jak było z innymi piłkarzami z innych państw, którzy przyjeżdżali grać w Polsce. Aleksandar Vuković do Legii Warszawa trafił w 2001 roku. Od tego czasu, z drobnymi przerwami, gra w Polsce do dziś. W rozmowie z naTemat tak mówi o pierwszych zwrotach, które przyswoił: - Gdybym ci teraz powiedział, że to nie były przekleństwa, to bym trochę skłamał. Na polskich boiskach te wyrazy się słyszy bardzo często. Poza tym na treningach, jak są jakieś żarty, też bardzo często te słowa padają. U was w Polsce to w ogóle 90 procent przekleństw w piłce to jest to słowo na k. I na pięć liter".
- Gdybym ci teraz powiedział, że to nie były przekleństwa, to bym trochę skłamał. Na polskich boiskach te wyrazy się słyszy bardzo często. Poza tym na treningach, jak są jakieś żarty, też bardzo często te słowa padają. U was w Polsce to w ogóle 90 procent przekleństw w piłce to jest to słowo na k. I na pięć liter"
Ale jest też druga kategoria zwrotów, których opanowanie jest dla piłkarza-obcokrajowca niezbędne. Te do komunikowania się na boisku. - Cześć, podaj, zostaw, w prawo, w lewo. Takich się musiałem od razu nauczyć. Jak grasz mecz to bardzo często jest tak, że twój kolega ma piłkę i nie widzi wszystkiego co dzieje się na boisku. I wtedy ty musisz mu pomóc, zasugerować jakieś zagranie - opowiada Vuković. Dodaje, że dla niego - Serba - język polski nie należał do najtrudniejszych. Że nauczył się go sprawnie, bez większych problemów. Faktem jest, że dziś, gdy rozmawiamy przez telefon, mówi niemal jak Polak.
Martins Ekwueme do Polski trafił rok przed Vukoviciem, z klubu o wdzięcznej nazwie Agunze Okigwe. Z naszym ojczystym językiem, radzi sobie gorzej, ale da radę się z nim dogadać. - Dziennikarz sportowy? A, wiem. OK. Dobra, pytaj, mam krótki czas. Gdy mówię o co mi chodzi, Ekwueme odpowiada: - Najważniejsze słowa to: czas, plecy, podaj, cofnij, w prawo, w lewo. Bez nich ja nie mógłbym gadać z kolegami. A tak to robię.
- To są te słowa, których używają u was normalni ludzie. Idę ulicą i je słyszę. Ja je słyszę też na boisku ale one chyba nie służą do komunikacji.
Dużo bardziej rozmowny był Cleber. Brazylijczyk, w latach 2006-2009 podstawowy obrońca krakowskiej Wisły. Człowiek, który w meczu eliminacyjnym do Ligi Mistrzów strzelił zwycięską bramkę przeciwko Barcelonie. Wisła wtedy odpadła, ale wynik poszedł w świat. 1:0 z drużyną, która już wkrótce była nazywana najlepszą w dziejach futbolu.
Cleber po polsku czuje się trochę niepewnie. Musimy przejść na angielski. - Najpopularniejszy polski zwrot? To bardzo proste pytanie. Oczywiście, że "kur.. mać "- śmieje się mój rozmówca. A potem mówi: - Ale wiesz, w piłce nożnej jak z innego kraju przyjeżdżasz gdzieś, na przykład z Ameryki Południowej do Polski, musisz też umieć dogadać się trochę poza boiskiem.
Najpopularniejszy polski zwrot? To bardzo proste pytanie. Oczywiście, że "kur.. mać "
- Powiedz, o jakie słowa chodzi
- Proszę. Dziękuję bardzo. Woda niegazowana - mówi dość płynną polszczyzną.

