
Ksiądz Jerzy Kiera nie jest już proboszczem w Koniakowie. Kuria w Bielsku-Białej dziś odwołała go z funkcji proboszcza. Jako pierwsi napisaliśmy o sprawie księdza, który przed laty miał molestować Krystiana Legierskiego. Po publikacji zgłosili się do nas kolejni mężczyźni, którzy również oskarżali duchownego.
REKLAMA
Dziś Jerzy Kiera – po tym jak oddał się do dyspozycji przełożonych – został odwołany w trybie natychmiastowym przez biskupa Romana Pindela. Miesiąc temu po raz pierwszy napisaliśmy o podejrzanych praktykach księdza. O molestowanie oskarżał go Krystian Legierski, który przed laty był ministrantem ks. Jerzego Kiery. O sprawie wiemy już od wczoraj. Dzisiaj, zaraz po rozmowie z przedstawicielami kurii bielsko-żywieckiej, na stronie pojawiło się takie ogłoszenie:
Po naszych tekstach do naTemat zgłaszali się inni rzekomo poszkodowani przez Kierę. Wszyscy relacjonowali kontakty z proboszczem w ten sam sposób: Proboszcz miał podstępnie zwabiać młodych chłopców na plebanię, a następnie puszczać filmy pornograficzne czy podawać alkohol. Miało dochodzić też do molestowania niektórych z nich: – Ksiądz onanizował się przy mnie, próbował też się do mnie dobierać – mówił w rozmowie z nami Legierski.
Po naszej wyraźniej sugestii, do sprawy odniósł się też lokalny poseł PiS, Stanisław Pięta. Nie zrobił tego wcześniej, chociaż rozmawiał kilka lat temu z Legierskim i już wtedy obiecywał pomoc. Po jednym z naszych tekstów, sprawa z inicjatywy internautki trafiła do prokuratury. Kierą zainteresowały się też lokalne media. Tego poseł już nie mógł zignorować. Mimo decyzji biskupa, Pięta bagatelizuje całe zdarzenie:
– Odwołanie księdza Jerzego Kiery jest integralną decyzją biskupa i diecezji bielsko-żywieckiej. Podkreślam, że nie miałem na to żadnego wpływu. Nie powiem nawet jednego złego słowa pod adresem proboszcza. Do prokuratora wpłynęła skarga nie od poszkodowanego, tylko postronnej osoby. Panie redaktorze, przecież to jakieś żarty – komentuje poseł PiS, Stanisław Pięta. w rozmowie z naTemat.
Sam duchowny przy poprzednich tekstach kategorycznie zaprzeczał wszystkim oskarżeniom.
Co dalej? Według naszych informacji, ksiądz oddał się do dyspozycji biskupa. Sprawa trafiła już do Watykanu.
– Zgodnie z naszym oświadczeniem, ksiądz Kiera przestał pełnić swoją posługę w Koniakowie. Będziemy prowadzić procedury wyjaśniające, co naprawdę się wydarzyło na parafii. Wiemy, że do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o nadużyciach – słyszymy od ks. Jacka Pędziwiatra, rzecznika prasowego kurii bielsko-żywieckiej.
Proboszcz z Koniakowa podzielił mieszkańców. Sołtys nadal stoi za nim murem, ale inni nie są już aż tak pewni niewinności proboszcza. – Uważam, że tym razem udało się pokonać zmowę milczenia. To pocieszające, że takie sprawy po latach udaje się rozwiązać. Sam nie czuję jakiejś wyraźniej satysfakcji, bo minęło już wiele lat i raczej zajmują mnie sprawy życia codziennego – mówi naTemat, Norbert Grabowski, który w jednym z poprzednich artykułów opowiedział o swoich doświadczeniach z księdzem.
Co na to sam Legierski? Z rozmowy z ks Pędziwiatrem wynika, że dojdzie do spotkania między Krystianem i przedstawicielstwem kurii. Legierski nie jest jednak zadowolony z treści oświadczenia – Jest mi przykro, że kuria przede wszystkim koncentruje się na swoich podwładnych, a w oświadczeniu nie ma słowa na temat poszkodowanych. Fakt, że Kiera sam podał się do dyspozycji biskupa robi z niego męczennika. Społeczność w Koniakowie i tak jest już przez tą sprawę pęknięta. Dla mnie sprawa nie jest zamknięta, czekam aż kuria doprowadzi ją do końca.
Napisz do autora: oskar.maya@natemat.pl
