
Strzelby wypolerowane, amunicji nadmiar. Nagonka pali się do startu. A zabawa zapowiada się naprawdę przednio, bo do ostatniej chwili schodzą się kolejni myśliwi. Tak oto wygląda początek długo wyczekiwanego sezonu polowań na Donalda Tuska. Raz na zawsze odstrzelić chcą go dzisiaj wszyscy najważniejsi gracze na polskiej scenie politycznej. Jeśli pójdzie po ich myśli, mogą napytać mu naprawdę poważnych problemów. Ale kto wie, czy to polowanie nie skończy się ofiarami po ich stronie.
REKLAMA
Od wyjazdu Donalda Tuska do Brukseli minęły już prawie dwa lata, a zasiadając w fotelu przewodniczącego Rady Europejskiej niespecjalnie angażuje się on w to, co dzieje się w Warszawie. Wciąż jest jednak ważnym elementem politycznej układanki w Polsce. Tę pozycję gwarantuje mu nie tylko wierność znacznej części działaczy Platformy Obywatelskiej, ale i popularność wśród społeczeństwa, która tylko odżywa, gdy na wieść o kolejnych "dobrych zmianach" w wykonaniu Prawa i Sprawiedliwości częściej słychać "Donald, wróć!".
Wszystko to sprawia, że obecne elity polityczne nie mogą zapomnieć o byłym premierze. Pamięć o Donaldzie Tusku szczególnie żywa jest oczywiście w PiS. Tam wraca ona nie tylko, gdy mowa o zagrożeniu utratą władzy. Donald Tusk dla ekipy Jarosława Kaczyńskiego nadal pozostaje najważniejszym celem w planie zemsty za 8 lat skazania na opozycję. To dlatego z polowaniem na Tuska zwlekano prawie rok, a teraz wygląda na to, że partia rządząca długo zamierza się tą zabawą delektować.
Donald wrócić nie może!
Myli się jednak ten, kto sądzi, że PiS to będą jedyni uczestnicy tego sezonu łowieckiego. Swoje motywy do zniszczenia byłego szefa polskiego rządu mają przecież także na opozycji. Już dawno pierwszy na ochotnika do nagonki zgłosił się lider Nowoczesnej Ryszard Petru. – Sądzę, że Donald Tusk uciekł do Brukseli przed porażką. Nie chciał przegrać wyborów, a wiedział, że to się zbliża – wypalił. Później Nowoczesna zdjęła przewodniczącego RE ze swojego celownika, ale im bliżej chwili, gdy nastąpi na niego zmasowany atak, tym nowocześni znowu uderzają odważniej.
Myli się jednak ten, kto sądzi, że PiS to będą jedyni uczestnicy tego sezonu łowieckiego. Swoje motywy do zniszczenia byłego szefa polskiego rządu mają przecież także na opozycji. Już dawno pierwszy na ochotnika do nagonki zgłosił się lider Nowoczesnej Ryszard Petru. – Sądzę, że Donald Tusk uciekł do Brukseli przed porażką. Nie chciał przegrać wyborów, a wiedział, że to się zbliża – wypalił. Później Nowoczesna zdjęła przewodniczącego RE ze swojego celownika, ale im bliżej chwili, gdy nastąpi na niego zmasowany atak, tym nowocześni znowu uderzają odważniej.
Ostatnio całkiem udany atak wyszedł współzałożycielowi Nowoczesnej Pawłowi Rabiejowi, który po dokonaniu homoseksualnego coming outu, oskarżył byłego premiera o homofobię. A raczej hołdowanie homofobicznym poglądom w obawie przed utratą władzy. Niby była to tylko przypadkowo rzucona w wywiadzie plotka, ale w praktyce wyglądało to na idealne wykorzystanie momentu, by kosztem Tuska zyskać kilka ważnych punktów w walce o liberalnych wyborców.
– Jak się tu pojawi znowu, to sam mu zorganizuję Trybunał Stanu – tak tymczasem ma mawiać Grzegorz Schetyna. Kolejny myśliwy, który od dawna ma w zanadrzu arsenał na nadchodzącą zabawę kosztem Donalda Tuska.
Motywy aktualnie dominującej w PO frakcji schetynowców są w zasadzie identyczne, jak te, które kierują Jarosławem Kaczyńskim i spółką. To strach przed utratą pozycji po powrocie Tuska zmieszany z chęcią zemsty za lata marginalizacji. Ich nienawiść być może jest nawet silniejsza od tej PiS-owskiej. W końcu Donald Tusk nigdy nie upokorzył Jarosława Kaczyńskiego tak bardzo, jak robił to z Grzegorzem Schetyną.
Polowanie na Tuska to więc wreszcie ten temat, w przypadku którego znaczna część opozycji jest w stanie łatwo dogadać się z partią rządzącą. Tylko z jaką bronią oni wszyscy się na te łowy zabierają?
Najważniejsze to zmęczyć nagonką
W przypadku PiS arsenał jest już dość dobrze znany. I podzielony na dwa plany - minimalny i maksymalny. Ten pierwszy to oczywiście wyczekiwana komisja ds. Amber Gold, gdzie – zadaniem Małgorzaty Wassermann – będzie uczynienie z Donalda Tuska, w oczach Polaków, człowieka o mentalności drobnego cwaniaczka, który za niezbyt prestiżową posadę dla syna, oraz kilkukrotne sypnięcie groszem na inwestycje w rodzinnym Gdańsku, chronił z fotela premiera proceder okradania uczciwych i ufnych obywateli.
W przypadku PiS arsenał jest już dość dobrze znany. I podzielony na dwa plany - minimalny i maksymalny. Ten pierwszy to oczywiście wyczekiwana komisja ds. Amber Gold, gdzie – zadaniem Małgorzaty Wassermann – będzie uczynienie z Donalda Tuska, w oczach Polaków, człowieka o mentalności drobnego cwaniaczka, który za niezbyt prestiżową posadę dla syna, oraz kilkukrotne sypnięcie groszem na inwestycje w rodzinnym Gdańsku, chronił z fotela premiera proceder okradania uczciwych i ufnych obywateli.
Teraz brzmi to absurdalnie, ale przecież "słowa powtórzone tysiąc razy stają się prawdą". W PiS już dali znać, że nagonkę na Donalda Tuska zamierzają prowadzić długo, metodycznie i spokojnie czekać na odpowiedni moment do strzału. – Nigdy nie powiedziałam, że były premier Donald Tusk będzie jedną z pierwszych osób wezwanych przed komisję. Będzie wręcz przeciwnie – oznajmiła szefowa sejmowych śledczych.
Finalnego show z udziałem samego Donalda Tuska możemy się więc doczekać dopiero, gdy wcześniejsze zamieszanie wokół komisji przyniesie odpowiednie efekty propagandowe. No i gdy będzie bliżej kolejnych wyborów, w których powracający z Brukseli polityk mógłby namieszać.
Wtedy powinien być zmęczony nagonką prowadzoną także od drugiej strony przez Antoniego Macierewicza i jego komisję. Oni ponoć są już gotowi do przedstawienia Polakom alternatywnej wersji wydarzeń, które przed prawie 7 laty doprowadziły do śmierci prezydenta, wysokich rangą urzędników państwowych i najważniejszych dowódców Wojska Polskiego. A może też sformułowanie wobec członków poprzedniego rządu aktów oskarżenia.
Będzie naprawdę ostro?
W PiS nie brakuje dziś więc tych, którzy wierzą, że ziścić uda się plan maksimum. Czyli doprowadzić do sytuacji, w której o Donaldzie Tusku będzie mówiło się nie tylko jako o byłym premierze i byłym przewodniczącym Rady Europejskiej, ale i osobie skazanej.
W PiS nie brakuje dziś więc tych, którzy wierzą, że ziścić uda się plan maksimum. Czyli doprowadzić do sytuacji, w której o Donaldzie Tusku będzie mówiło się nie tylko jako o byłym premierze i byłym przewodniczącym Rady Europejskiej, ale i osobie skazanej.
Do "wlepienia" mu jakiegoś wyroku Trybunału Stanu wcale tak wiele nie trzeba. Najpierw wystarczy wniosek prezydenta lub minimum 115 posłów poparty później co najmniej 276 głosami. Pierwszy etap to łatwizna dla PiS, które ma Andrzeja Dudę w Pałacu Prezydenckim i 234 posłów w Sejmie. W drugim etapie nie powinno być problemu z zyskaniem poparcia 36 posłów Kukiz'15 i zabrakłoby już tylko kilku głosów, o które można zawalczyć wśród prawicowej frakcji PO lub ludowców.
Problemy mogą zacząć się oczywiście później, bo oskarżonego przez Sejm Donalda Tuska musiałby skazać skład, na czele którego obecnie stanęłaby pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf. Mówiąc delikatnie, osoba bardzo krytycznie nastawiona do "dobrej zmiany". Ale tak to wygląda tylko dziś. A przecież Jarosław Kaczyński zapowiedział, że nad SN będzie chciał mieć ostatecznie taką samą kontrolę, jak ta, którą już prawie zdobył nad Trybunałem Konstytucyjnym...
Im skuteczniej będzie szło to polowanie na Donalda Tuska, tym odważniej powinny dołączać do niego formacje opozycyjne. Nie mają one tak potężnych narzędzi do ataku, ale chętnie mogą zdecydować się na dobicie ofiary. Bo zarówno dla Nowoczesnej, jak i schetynowskiej Platformy, udział w polowaniu na Tuska mógłby stać się najważniejszym dowodem na to, że odcinają się od starych czasów.
Arsenał potężny, ale zwierz gruby
Tylko, czy Donalda Tuska naprawdę aż tak łatwo da się odstrzelić? – Żaden polski polityk nie był w takiej sytuacji, jak on. Ale pamiętajmy, że nikt nie osiągnął tyle, co on. I to cały klucz do motywów tej nagonki – stwierdza w rozmowie z naTemat bliski współpracownik przewodniczącego RE i byłego premiera.
Tylko, czy Donalda Tuska naprawdę aż tak łatwo da się odstrzelić? – Żaden polski polityk nie był w takiej sytuacji, jak on. Ale pamiętajmy, że nikt nie osiągnął tyle, co on. I to cały klucz do motywów tej nagonki – stwierdza w rozmowie z naTemat bliski współpracownik przewodniczącego RE i byłego premiera.
– Ci wszyscy, którzy chcą na niego polować zapominają chyba, że każda akcja budzi reakcję. I ja tu nie mówię już o reakcji samego Tuska, a reakcjach tych, którzy za nim tęsknią. Schetyna i Petru zapominają, że obaj żyją otoczeni ludźmi, którzy zostawiliby ich w ułamku sekundy, gdyby tylko Donald wrócił do Polski i ruszył z nowym projektem. PiS tymczasem radziłbym uczyć się na naszych błędach. Jak się kogoś za bardzo próbuje Polakom obrzydzić, to efekt bywa odwrotny... – komentuje nasz rozmówca.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
