Światowa Organizacja Zdrowia nosi się z zamiarem zakazania kolejnego typu papierosów. Tym razem na czarną listę mają trafić tzw. slimy
Światowa Organizacja Zdrowia nosi się z zamiarem zakazania kolejnego typu papierosów. Tym razem na czarną listę mają trafić tzw. slimy Fot. Ben Raynal / Flickr.com / CC BY-NC 2.

Taktyka salami. Sięgają po nią żądni władzy politycy, odchudzający personel menadżerowie firm lub chcący pozbyć się lokatorów właściciele kamienic. Idea jest prosta – zamiast natychmiastowych drastycznych działań stopniowo wprowadza się takie zmiany, które przybliżają do upragnionego celu. Taką metodę upodobała sobie właśnie Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), która ochoczo wykorzystuje ją jako oręż w walce z nałogiem palenia, lecz jej zwycięstwo wcale nie jest przesądzone.

REKLAMA

W przypadku WHO taktyka salami sprowadza się do wprowadzania zakazów sprzedaży kolejnych produktów tytoniowych. Ledwo co amatorzy „dymków” musieli pogodzić się z faktem, że po 2020 roku nie zaopatrzą się już przy sklepowych kasach w papierosy mentolowe, a już z największej organizacji stojącej na straży zdrowia ludzkości dochodzą słuchy, że będą musieli pożegnać się z jeszcze innym rodzajem „fajek”.

Zakazy i jeszcze raz zakazy Co tym razem znalazło się na celowniku WHO? Mowa o papierosach, które według ich zwolenników pozwalają delektować się nowoczesnym eleganckim paleniem, a zdaniem przeciwników wiążą się z drenującymi kieszeń cenami i rujnującym płuca głębokim, długim zaciąganiem się. Kto wciąż nie odgadł, jaki produkt powoduje tak skrajne opinie, spieszymy z wyjaśnieniem, że chodzi o cienkie papierosy, tzw. slimy.

Ewentualną delegalizację slimów Światowa Organizacja Zdrowia tłumaczy tradycyjną śpiewką – koniecznością zadbania o zdrowie i życie ludzkie. A w szczególności młodzieży, wśród której zapanowała moda na cienkie papierosy, tak jak niegdyś na „mentole”, które właśnie z racji swojej popularności w tej grupie wiekowej trafiły na czarną listę WHO.

Czy przyjęty przez WHO kierunek działania może odnieść oczekiwany skutek, tj. zmniejszyć wyraźnie uzależnienie od nikotyny i poprawić zdrowie palaczy? Historia pokazuje, że zakazy raczej nie robią na młodzieży dużego wrażenia, bo ta osiągnęła prawdziwe mistrzostwo w ich omijaniu. Zawsze też istnieje opcja, że młodzi ludzie przerzucą się po prostu na tradycyjne papierosy i dalej pozostaną w szponach zgubnego nałogu.

Cienkie papierosy, czyli slimy, kojarzą się ich amatorom z eleganckim i nowoczesnym stylem palenia
Cienkie papierosy, czyli slimy, kojarzą się ich amatorom z eleganckim i nowoczesnym stylem palenia Fot. nils.rohwer / Flickr.com / CC BY-NC 2.0

Kto zyska, a kto straci Na forsowany przez międzynarodową organizację pomysł reagują niezadowoleniem głównie producenci wyrobów tytoniowych oraz plantatorzy. Już w głowach liczą bowiem straty, które poniosą, gdyby ów zakaz rzeczywiście został wprowadzony w życie. Kolejne ograniczenia uderzą też prawdopodobnie w gospodarkę Polski, która jest trzecim największym eksporterem papierosów w Unii Europejskiej. Szacuje się, że slimy stanowią obecnie nieco ponad 20 proc. krajowego rynku tytoniowego.

Zdaniem przedstawicieli branży tytoniowej potencjalna delegalizacja slimów to prezent podarowany „biznesowi”, który tuczy się w szarej strefie. Przemytnicy i nielegalni handlarze wyrobów tytoniowych mogą spodziewać się wzrostu „przychodów” z uwagi na graniczące z pewnością prawdopodobieństwo, że część konsumentów, którzy nie będą mogli już zaopatrzyć się w slimy w normalnych sklepach, sięgnie po nie z nielegalnego źródła. A statystyki już są niepokojące, bo w 2015 r. udział szarej strefy w ogólnym rynku wynosił 18,2 proc., o 4 proc. więcej niż w 2013 r.

„Exodus” miłośników slimów do szarej strefy siłą rzeczy zaprzepaści promowaną przez WHO ideę budowy społeczeństwa wolnego od nikotynowego nałogu. Skąd to przypuszczenie? Nikt o zdrowych zmysłach nie przeczy, że palenie szkodzi zdrowiu, ale z dwojga złego lepiej, żeby ludzie – skoro już muszą – palili legalne produkty o przebadanym składzie, a nie papierosy nieznanego pochodzenia, w których do końca nie wiadomo co tak naprawdę się znajduje. A mogą to być substancje, które są o stokroć gorsze dla zdrowia palaczy niż dostępne na legalnym rynku „fajki”.

Palacze nie mają ostatnio łatwego życia. WHO myśli też nad wprowadzeniem zakazu sprzedaży elektronicznych papierosów
Palacze nie mają ostatnio łatwego życia. WHO myśli też nad wprowadzeniem zakazu sprzedaży elektronicznych papierosów Fot. Mike Mozart / Flickr.com / CC BY 2.0)

To nie koniec restrykcji Wycofanie cienkich papierosów ze sprzedaży to niejedyny sposób WHO na walkę z uzależnieniem od tytoniu. Pakiet zmian proponowanych przez działającą przy ONZ agendę obejmuje też zredukowanie ilości nikotyny w jednym papierosie. Obecnie zawartość tej substancji wynosi nawet 1 g. Przedstawiciele organizacji chcieliby, aby zmniejszono ją do 0,4 mg. Prawne ograniczenie zawartości nikotyny w papierosie również może rozkręcić szarą strefę, bo ta akurat „słynie” z oferowania amatorom palenia bardzo mocnych produktów.

W ostatnim czasie reformatorskie zapędy Światowej Organizacji Zdrowia dotyczące rynku tytoniowego wywołują kontrowersje i spotykają się niekiedy z ostrą krytyką. Jak pisaliśmy w na:Temat, ważą się właśnie losy elektronicznych papierosów, a pomysł wprowadzenia zakazu ich sprzedaży budzi protest niektórych środowisk. Na to wszystko – o czym również informowaliśmy – nakładają się jeszcze zarzuty o brak transparentności i próby cenzurowania organizacji pozarządowych.