
Śmieje się, gdy pytam, czy stracił sponsora za wystawianie sztuk antyrządowych. Łapie się za głowę, gdy słyszy, że dyrektorzy innych teatrów szczycą się tym, że widownia świeci pustkami. Wstydzi się mówić o tym, dlaczego wielcy aktorzy z państwowych teatrów nagle stają się bezrobotni. Michał Żebrowski, dyrektor Teatru 6.piętro, mówi naTemat o tym, co go pasjonuje i drażni.
REKLAMA
Jak mężczyzna z „testosteronowym” spojrzeniem na rzeczywistość zmienia się w szefa, który siada w kasie teatru, by zastąpić pracownicę uczestniczącą w Czarnym Poniedziałku?
Po prostu dojrzałem. Mam 44 lata, dwoje dzieci… a po drodze zostałem jeszcze dyrektorem prywatnego Teatru 6.piętro (śmiech).
Minęło już 7 lat od czasu, gdy zaczął pan kierować Teatrem 6.piętro. Jaki jest bilans?
Przez naszą widownię przewinęło się już kilkaset tysięcy widzów, teatr współpracuje ze 120 osobami, a 95 proc. naszych dochodów to pieniądze uzyskane ze sprzedaży biletów.
Ile jest miejsc na widowni?
Uprzedzając pani pytanie - rocznie publiczność wypełnia 92 proc. miejsc na widowni. Abyśmy się generalnie bilansowali musimy wypełniać widownie w 85 proc. To szalenie wysoki próg. Nazywamy nasz teatr "prototypem" w skali świata (śmiech).
Nie byłby pan spokojniejszy, gdyby Teatr 6.piętro miał dotację państwa?
Nie posiadamy do takiego wsparcia tytułu. Jesteśmy teatrem prywatnym. Mamy wielką satysfakcję z tego, że nasz teatr utrzymuje się samodzielnie z wypracowanych oszczędności. Nie jesteśmy sceną, która posiada komfort płacenia za własne błędy pieniędzmi podatnika.
Choroba teatralna
Popełnił pan w ciągu tych 7 lat jakieś błędy?
Mnóstwo. Na szczęście nie były kardynalne. Prowadzimy Teatr z Eugeniuszem Korinem, wieloletnim profesorem Akademii Teatralnej we Wrocławiu, legendarnym dyrektorem teatru Nowego w Poznaniu, reżyserem, a także doświadczonym człowiekiem. Jest ode mnie 18 lat starszy i odnoszę wrażenie, że się uzupełniamy.
Co jest największym sukcesem Teatru 6.piętro?
Według mnie przekrój społeczny widowni. Teatromani, osoby duchowne, seniorzy, młodzież, politycy, słowem pełne spektrum. Sukcesem dla nas jest również to, czujemy się potrzebni społeczeństwu. Istotą działalności Teatru 6.piętro jest autentyczny dialog i wymiana energii między sceną a widownią. Bez tego teatr pozostaje teatrem wyłącznie z nazwy.
Naprawdę żadnych trudności? Żadnych wyzwań?
Wyzwania są codziennie i nieustannie. Największym wyzwaniem jest to, aby trafić z tekstem, trafić z obsadą, nie pomylić się z powierzeniem reżyserii. Największą frajdę mam wtedy kiedy na próbach, między artystami skrupulatnie dobranymi do danego przedstawienia, zaczyna się tworzyć wartość i jakość sceniczna. Nazwałbym to niematerialnym dobrem, które przerzucamy potem przez rampę w stronę widowni. Jeżeli widownia przyjmuje ten wysiłek z entuzjazmem wtedy czujemy, że to co robimy ma sens.
Nie odczuwacie tego państwo w czasie prób?
Podejrzewam, że z aktorstwem teatralnym jest tak, jak z występami muzyków. Aktor gra w filmie podobnie jak muzyk w studio nagraniowym. A gdy wchodzimy na scenę, gramy jak muzyk na koncercie. To niepowtarzalne wydarzenie. Artystyczna msza, której następnego dnia nie da się wiernie skopiować, nawet gdyby ktoś chciał. To przeżycie na poły narkotyczne, odurzające. Aktor potrafi wejść na scenę chory, a zejść z niej zdrowy. Według mnie każda kolejna udana rola i udane przedstawienie w życiu aktora to przemiana.
Czy zdarza się odwrotna sytuacja, że pod wpływem ciężaru gatunkowego sztuki aktor wchodzi na scenę zdrowy, a schodzi chory?
No cóż... prawdziwy proces wchodzenia w rolę bywa bardzo wyczerpujący. To trwa tygodniami, nie tylko podczas prób. Aktor intensywnie rozmyśla nad charakterem postaci, którą gra, powodami, które nią kierują. To daje się we znaki zarówno samemu aktorowi, jak i jego otoczeniu.
Kiedy to mija?
W momencie, gdy premiera staje się sukcesem, a widzowie akceptują aktora w tej roli. To najcenniejsza nagroda dla aktora, a jednocześnie furtka, przez którą może wrócić do rzeczywistości, odetchnąć od teatru.
Jak internet zmienił teatr?
Krąży takie powiedzenie: jeżeli przedstawienie się komuś podoba, to opowiada o tym trzem osobom, ale jeżeli się nie podoba, to przekazuje to dziewięciu. Tak było w czasach przedinternetowych. Teraz żyjemy w czasach histerii informacyjnej, więc te liczby mogą być wielokrotnie większe. W złym i w dobrym znaczeniu tego słowa.
Polityka kulturalna
Czy macie państwo w repertuarze jakieś sztuki antyrządowe?
A po co? Uważam, że teatr jest na tyle uniwersalną dziedziną sztuki, że polityka jest zbyt błahym i doraźnym tematem, żeby teatr się nim zajmował. Wolę kiedy teatr zajmuje się tajemnicą życia, oswajaniem lęku człowieka przed śmiercią, ma go wzruszać, bawić i prowokować do myślenia nie nudząc.. a nie tym, kto wygra wybory. Takie działanie według mnie jest prostactwem artystycznym i zaprzeczeniem istoty teatru.
Kiedy zachwycam się Januszem Gajosem na scenie co mnie obchodzą Jego wyznanie wiary i Jego poglądy polityczne? Teatr powinien potrafić gromadzić ludzi wszelkich wyznań i przekonań aby wspólnie, zgodnie podziwiali talent artysty. Jak mawia Eugeniusz Korin: "Teatr to miejsce, w którym ludzie są razem".
Pytam dlatego, że we wrześniu, po roku rozmów, nagle wycofał się sponsor, spółka skarbu państwa. Zastanawiam się dlaczego.
Niepotrzebnie o tym chlapnąłem w jednym z wywiadów. Rzecz nie miała miejsca, uznajmy, że czegoś takiego nie było (śmiech). Nie chcę kojarzyć się z postawą roszczeniową czy zawiedzioną. Zwłaszcza, że to ludzi w gruncie rzeczy nie interesuje. Mają własne kłopoty. Wolimy liczyć na naszych widzów. Dlatego proponujemy im osobisty kontakt z Teatrem 6. piętro dzięki możliwości crowdfundingu.
To znaczy?
Crowdfunding to nowoczesna forma wspierania kultury popularna na zachodzie i dostępna dla każdego. Mówiąc krótko, jest to wspólny fundusz wśród sympatyków teatru na dany cel, np. dekoracje do zbliżającej się premiery. W zamian fundatorzy otrzymują profity.
Ile trzeba wyłożyć, by wesprzeć teatr?
Wystarczy już 30 złotych, choć oczywiście można też przeznaczyć większą kwotę. W zamian za to widz może otrzymać np. program sztuki wzbogacony o podziękowania z jego zdjęciem… Widz może też uczestniczyć w próbie spektaklu, wejść na premierę galową, a nawet dostać indywidualną lekcję gry aktorskiej.
A jeśli znajdzie się ktoś, kto wpłaci znaczną sumę?
Wtedy może mieć własny dedykowany fotel na widowni, albo nawet cały rząd foteli.
Czyli państwa crowdfunding to sprzedawanie spersonalizowanego kontaktu z teatrem.
Nie tylko. Nasi darczyńcy - zarówno ci wpłacający drobne, jak i znaczniejsze kwoty - mogą mieć przede wszystkim satysfakcję, że naprawdę dzięki nim powstaje przedstawienie, na którym im szczególnie zależy. Z konkretnymi aktorami, których cenią. Wpłacając nawet kilkadziesiąt złotych, sprawiają, że już 11 marca 2017 zobaczą premierę arcydzieła światowego dramatu czyli „Ożenku” Mikołaja Gogola. To tekst, który rozpala wyobraźnię każdego teatromana. To tzw. pozycja obowiązkowa.
Jak przekonujecie państwo ludzi do teatru?
Widzowie przychodzą do teatru przede wszystkim na aktorów, których lubią, i od których oczekują wrażeń. Ale chcemy i powinniśmy też dać publiczności poznać kogoś nowego, dlatego np. w „Wujaszku Wani” casting na rolę Soni wygrała debiutantka, Dorota Krempa.
Kolejnym przykładem jest druga z kolei sztuka wystawiona przez nasz teatr, czyli „Maszyna do Liczenia”. Nie odniosła wielkiego sukcesu frekwencyjnego, ale cieszymy się, że podjęliśmy ryzyko i zrobiliśmy tę sztukę z trzynaściorgiem najzdolniejszych studentów dostrzeżonych na festiwalu w Łodzi.
Chcemy, by Teatr 6.piętro był zarówno miejscem dla aktorskich gwiazd, laureatów nagród, jak i tych, którzy stawiają na scenie pierwsze kroki. Taka różnorodność pokoleniowa zespołu to dla teatru gwarancja jakości w przyszłości.
Wielkie pieniądze, wielkie frustracje
Co pana frustruje?
Może warto wspomnieć o moich rozmowach z potencjalnymi mecenasami kultury, którzy chętnie przeznaczyliby na zupełnie nowy i nowoczesny teatr grube miliony, tak aby go zbudować od A do Z.
Prowadzę w tej sprawie rozmowy; otóż niektórzy polscy biznesmeni mają naprawdę imponujące wizje by wspierać polską kulturę. Wzorując się na wielkich i hojnych tego świata gotowi są inwestować w budowę teatru nawet od zera. Są doskonale zorientowani w zasadach funkcjonowania Teatru 6. piętro. Interesują się nim i doceniają taki model zarządzania.
Jednak odnoszę wrażenie, że zarówno hojni mecenasi jak i my, stykamy się wiecznie z tzw. życzliwą obojętnością ze strony ludzi, od których zależy efektywne kierowanie sprawami obywateli. Tak jakby tym ludziom zależało na umyślnym krzyżowaniu planów tym, którzy je posiadają.
Skoro są mecenasi gotowi przeznaczyć wielkie pieniądze, to w czym jest problem?
Brakuje urzędniczej woli, a raczej odpowiedzialnej decyzji pod hasłem: tu będzie stał teatr ponieważ to pożyteczne społecznie. Skoro obywatele chcą go wybudować z własnych pieniędzy to jaki jest powód aby im tego nie umożliwić?
I znowu wracamy do przewagi teatrów utrzymywanych z pieniędzy publicznych.
Teatr publiczny to wielkie polskie dobro. Powinien być dotowany i to hojnie. Uważam jednak, że powinniśmy zrewidować system przyznawania pieniędzy konkretnym instytucjom. Wprowadzić czytelne kryteria. Wymykające się układom towarzyskim. Bo to niepoważne i śmieszne, żeby teatry, w których np. dyrektorzy zmieniają widownię na scenę, a scenę umieszczają na widowni, były uprzywilejowane finansowo. To dziecinada.
Wielka nagroda dla społeczeństwa
Brzmi idealistycznie.
Uważam, że po 26 latach gigantycznego wysiłku jako naród zasłużyliśmy na nagrodę. Nagrodę w postaci globalnej, gigantycznej państwowej inwestycji w szeroko zakrojoną edukację naszych dzieci. Marzy mi się, aby przyszłe pokolenia Polaków dzięki jakości swojego wykształcenia mogły realizować się zarówno w kraju jak i na świecie wyzbyte kompleksów, uprzedzeń i strachu. Taki cel wart jest kolejnego narodowego wysiłku.
W szkołach jest teraz więcej katechezy, niż fizyki, biologii czy chemii.
To pani powiedziała.
Czy wierzy pan, że minister Piotr Gliński może zreformować system finansowania kultury?
Trudno mi oceniać same chęci.
Zapytam inaczej. Czy to, czego pan sobie życzy jest realne w ciągu najbliższych lat, czy to pieśń przyszłości?
To nie jest kwestia życzeń, to jest rzecz absolutnie konieczna, ale czy ona się w końcu wydarzy? Bez inwestycji w edukację z prawdziwego zdarzenia nie staniemy się krajem, który będzie coraz bardziej szanowany, będzie budził uznanie i sympatię na całym świecie, a nie wywoływał śmiech i drwiny.
Teraz się z nas śmieją?
To są podchwytliwe pytania, które służą temu, żeby pani miała chwytliwy tytuł naszej rozmowy.
Ambasadorzy z Pudelka?
Przenieśmy się więc na cudze podwórko. W Stanach Zjednoczonych poważne szanse na wygraną w wyborach prezydenckich ma Donald Trump, który nie słynie z zamiłowania do kultury, ani nawet z kultury osobistej. Ale w oczach dużej części opinii publicznej jego ignorancja nie jest wadą, lecz zaletą. Niewiedza jest swojska, a nawet staje się powodem do dumy. Podobne procesy możemy obserwować w Polsce.
Chyba nikogo nie obrażę, jeżeli stwierdzę, że ludzi bezrefleksyjnych jest zdecydowanie więcej, niż tych, którzy myślą bardziej samodzielnie. Taki jest świat, po prostu.
Dlaczego tak jest? Tacy się urodzili czy nie dostali szansy na to, by stało się inaczej?
Proszę o to pytać ludzi mądrzejszych ode mnie.
Jak zachęciłby pan osoby, które nie połknęły bakcyla teatralnego, żeby jednak dały szansę scenie?
Chyba większość ludzi przynajmniej raz w życiu trafia do teatru. Znacznie ważniejsze od zachęcania ludzi do obowiązkowego odwiedzania teatru jest to, by ich do sceny nie zniechęcać.
Osobiście widziałem wiele przedstawień, które nie powinny być w ogóle dopuszczone do premiery. Przecież część widowni po tym jak się koszmarnie wynudzi w teatrze solennie postanowi, że już nigdy więcej nie pójdzie do teatru. I tej sytuacji nie można się dziwić. Z drugiej strony, jeśli w młodym człowieku kiełkuje zainteresowanie teatrem i natknie się na wyjątkowy spektakl, który go porwie… wtedy jest wiernym widzem do końca życia.
A co z tymi, którzy nie mają wyrobionego stosunku do teatru? Którzy, mając wolny wieczór, tak po prostu nie wpadną na to, by wybrać się na przedstawienie?
Trudno przekonać młodych ludzi do pójścia do teatru na wyśmienitego aktora, którego nie znają. Dlatego często sięga się po aktorów, którzy oprócz tego, że potrafią grać są również popularni. Stają się ambasadorami teatru.
Ktoś mógłby złośliwie powiedzieć, że to ambasadorzy z Pudelka.
Powiedzieć można wiele rzeczy... pytanie kto je mówi? Pamiętam, jak 20 lat temu, nieżyjący już nestorzy polskiego teatru byli dotknięci do żywego faktem, że kasjerka zachęcała widzów dzwoniących do teatru, by przyszli obejrzeć w spektaklu z nimi jakąś młodą, popularną gwiazdę, a nie ich.
Jaką sztukę z repertuaru Teatru 6.piętro poleciłby pan teatralnemu nowicjuszowi?
Na przykład "Boga mordu". To świetnie skonstruowana czytelna, przejrzysta satyra na współczesną cywilizację. Jest to spektakl pożyteczny zwłaszcza dla młodych osób, które mają małżeństwo przed sobą. Jest dowcipna, w rezultacie bolesna i ma strukturę trzymającego w napięciu kryminału.
Denerwuje się pan przed spektaklem?
Każdego wieczoru. Mam spektakle, przy których stres jest oczywiście mniejszy.
Zaczyna się siła spokoju?
Bez przesady. Jestem cholerykiem więc jak coś idzie nie tak reaguję w sposób nieprzyjemny. Według mnie teatr nie znosi niedbałości.
Myśli pan, że crowdfunding na „Ożenek" Gogola pójdzie perfekcyjnie?
Dopiero zaczęliśmy, więc to się okaże. Ale zebraliśmy już połowę, za co przy okazji dziękuję. To bardzo dobry wynik zważywszy, że akcja trwa do 15 grudnia.
Na co konkretnie zbieracie państwo pieniądze?
Na scenografię. Zbieramy 60 tys. zł za pośrednictwem uznanego renomowanego portalu www.wspieramkulture.pl, który zebrał już wielokrotnie pieniądze na wiele wartościowych artystycznie inicjatyw.
60 tysięcy? To dosyć skromnie, biorąc pod uwagę skalę przedsięwzięcia.
To nasz pierwszy crowdfunding, więc wyznaczyliśmy sobie skromny pułap, ale ostrzegam, że następnym razem nie będziemy tacy ostrożni :-)
Co trzeba zrobić, by zrzucić się na "Ożenek" Gogola?
Wejść na WspieramKulture.pl i wybrać kwotę, którą chce się wesprzeć teatr. Następnie skorzystać z przygotowanych przez nas atrakcji teatromana.
Wstydliwa zmiana
To bardzo pragmatyczne podejście. Nie obawia się pan oskarżeń, że jest pan już bardziej marketingowcem, niż artystą?
Jeszcze dwadzieścia lat temu, kiedy aktor przyjmował rolę w reklamie, spadała na niego lawina zarzutów o tzw. "aktorską prostytucję”. Dzisiaj nie znam polskiego aktora, który dla zasady odmówiłby renomowanej marce i nie skorzystał z przywileju reklamy. Czasy się zmieniają. Aktorzy mają wolny wybór: teatr, kino, telewizja. Jedno pozostaje niezmienne: jakość kreacji aktorskiej. Ona zawsze była i będzie trudna.
Czy pan był krytykowany za występy w reklamie?
Tak. Pewien krytyk filmowy, który lubi swój profil i tembr własnego głosu, zadzwonił do mnie lata temu w sobotę kwadrans po ósmej rano. Nie pytając o to czy aby nie w porę wyraził basem swoje głębokie zniesmaczenie faktem, że wystąpiłem w reklamie.
Co mu pan odpowiedział?
Przecież nie dał mi szansy. Rzucił słuchawkę.
Co pana cieszy?
Cieszy mnie np. współpraca z Joanną Żółkowską i Kazimierzem Kaczorem, Artystami, którzy przez lata byli filarami Teatru Powszechnego. Teatru, do którego dostałem się 20 lat temu w nagrodę po Łódzkim Festiwalu Akademii Teatralnych. Spotyka ich dzisiaj zdumiewająca sytuacja ze strony tej legendarnej instytucji. Teatr 6.piętro myślący przede wszystkim o satysfakcji widowni oglądającej nasze przedstawienia z radością czerpie korzyści ze współpracy z tymi Artystami.
Dlaczego państwowy teatr pozbył się tych aktorów? Co to za zmiany?
Wstydzę się o tym mówić.
