
Henryk Kowalczyk swoimi pomysłami zmroził co najmniej pół miliona tzw. samozatrudnionych. Uznał, że zarabiający powyżej 6 tys. zł są na tyle bogaci, iż należy im dołożyć. Zapowiedział, że ich dochody będą objęte 40 proc. podatkiem. Wśród małych przedsiębiorców aż się zagotowało. Ale i w rządzie nie zabrakło krytyki wobec tych pomysłów.
Kakofonia w rządzie w temacie reformy podatkowej wyczerpała cierpliwość premier Beaty Szydło (...). Szefowa rządu wydała kategoryczny zakaz wypowiadania się na temat reformy podatkowej i emerytalnej do czasu, aż rząd przyjmie te projekty.
