
Nowy, rzekomo ulepszony, podatek handlowy będzie zabójczy dla polskich sieci handlowych przestrzega Ryszard Jaśkowski, wiceprezes Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Spożywców „Społem" . – W Społem nie mamy aż takich zysków, aby zaspokoić budżet państwa. Na rynku pozostaną zagraniczne dyskonty, których nazwy nawet nie wypowiem – dodaje.
Tak jest na pewno ze Społem. Liczy 4 tys. sklepów pod jednym logo. Działają one w rozdrobnionych regionalnych spółdzielniach, brak im efektu skali jakie mają choćby dyskonty. Spółdzielcy są rozdrobnieni, kupują towar z centrów hurtowych, w efekcie na półce jest on droższy, dlatego Społemowcy mają niższe zyski niż konkurencja.
Rentowność sklepów wynosi około zera. Utrzymujemy się na rynku ponieważ zarabiamy dodatkowo na dzierżawie majątku. Spółdzielcy wciąż mają jeszcze atrakcyjne punkty handlowe, budynki z biurami, magazyny, piekarnie, bary mleczne. Ten wynajmowany majątek wspiera zyskami biznes handlowy. Jeśli sklepy miałyby zapłacić 1,2 proc. od od całości obrotu to taka stawka jest dla większości zabójcza.
Takie zasady opodatkowania sklepów wywołały awanturę na posiedzeniu zespołu roboczego do spraw podatku handlowego w Sejmie. Według szefa sieci sklepów "Piotr i Paweł" polski handel zostanie zaorany. Skrytykowała go także Polska Izba Handlu.
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl
