Igor Dodon, nowy prorosyjski prezydent Mołdawii.
Igor Dodon, nowy prorosyjski prezydent Mołdawii. Fot. Screen/Facebook

Niecały tydzień po wyborach w USA i znów niespodzianka ku uciesze Moskwy. Tym razem to wyborcy w Bułgarii i Mołdawii zrobili Putinowi ten szczególny prezent. W obu krajach rządy obejmują właśnie mocno prorosyjscy prezydenci. "Kolejne zwycięstwo Putina" – grzmią komentarze. Bo widać coraz bardziej, jak w Europie kruszeje sympatia dla UE. A Putin tylko odcina kupony.

REKLAMA
Można pomyśleć, co tam Mołdawia. Nie jest w UE, zawsze uważana była za kraj mocno uzależniony od Rosji. A jednak. Tam od 2009 roku rządzą proeuropejskie siły, a większość społeczeństwa mówiła, że chce integracji z Zachodem, o czym szerzej Michał Gąsior pisał tutaj. Cały proces odbywał się jednak bardzo powoli, ludzie tracili do UE zapał, w kraju wybuchały skandale korupcyjne z udziałem proeuropejskich sił. I najwyraźniej Mołdawia miała dość.
logo
Fot. Screen/Twitter
Entuzjazm dla UE spada
Bo tym razem, na szali wyborów prezydenckich, również stanęła Rosja i UE. On, prorosyjski Igor Dodon, – kontra ona – proeuropejska Maia Sandu, która niestety, przegrała z kretesem. Ma to o tyle ogromne znaczenie, że pierwszy raz od 20 lat Mołdawianie wybierali prezydenta w wyborach bezpośrednich.
I nagle okazało się bez znaczenia to, że ich kraj korzysta z pomocy finansowej Unii i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Igor Dodon ma przecież lepszy pomysł – Mołdawia powinna wstąpić do Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. Z dala od UE, za to bliżej Rosji. Ten trend wyraźnie zresztą pokazują lokalne statystki – entuzjazm dla UE spada (tylko 30 proc.), a rośnie dla EUG (już 44 proc.).
Mołdawia to tylko jeden przykład. To, co się dzieje w tej chwili w Europie, układa się w pewną całość, co ciekawie obrazuje poniższy tweet. Pokazując zadowolenie Putina z poszerzającej się strefy wpływów, bo dla niego naprawdę to był dobry tydzień:
logo
Fot. Screen/Twitter
logo
Fot. Screen/Twitter
Z Rosją współpracować trzeba
W dzień po wyborach prezydenckich w Bułgarii, na Twitterze już pojawiło się pytanie, kiedy ten kraj wystąpi z Unii. Jakby wraz z nowym prezydentem miał się szykować kolejny Brexit. Tak wyniki bułgarskich wyborów odebrano w Wielkiej Brytanii. "UE ma kłopoty" – podsyca prorosyjską atmosferę tabloid "Express".
Rumen Radew to generał w stanie spoczynku, kiedyś szef bułgarskiego lotnictwa wojskowego i pilot myśliwca. Niczym Donald Trump w USA, nigdy nie miał do czynienia z polityką. Sam jest w dobrych relacjach z Amerykanami, nigdy nie podważał członkostwa Bułgarii w NATO, ale jednego jest jednak pewien: Unia, Unią, ale z Rosją trzeba utrzymywać normalne stosunki. A najlepiej, żeby Unia w ogóle zniosła sankcje wobec Rosji, gdyż szkodzą one rosyjskiej gospodarce.
W swoim zwycięskim przemówieniu chwalił też Donalda Trumpa – między innymi za to, że amerykański prezydent chce szukać dialogu z Władimirem Putinem. "Krytycy boją się, że Bułgaria może skierować się teraz ku rosyjskiej orbicie wpływów" – podsumował portal EU Observer.
logo
Fot. Screen/Twitter
W Estonii upadł rząd
Można zapytać, co dalej. "Bardzo dobre wieści. Pytanie, czy UE się teraz obudzi. Prawdopodobnie nie" – komentują internauci na Twitterze. Bo w ostatnich dniach doszedł jeszcze upadek rządu w Estonii (cytowany wyżej "Express" nazwał to "upokorzeniem dla Unii), co daje większe możliwości prorosyjskim siłom w tym kraju.
Czekają nas też referenda i wybory w Holandii, Francji, Niemczech i we Włoszech, gdzie nastroje się radykalizują, o czym pisaliśmy już nie raz.
Kolejka jest długa, w wielu krajach populiści mają szansę dojść do głosu, w Holandii otwarcie mówi się o Nexicie i – jak pokazują sondaże – ponad połowa narodu chciałaby referendum w tej sprawie. Teraz jednak, po zwycięstwie prorosyjskich sił w Bułgarii i Mołdawii, na pewno wybory te będą obserwowane z jeszcze większą obawą.
Chcieli zabić premiera
Tym bardziej, że prorosyjskich partii jest w Europie całkiem sporo. Europejska Rada Spraw Zagranicznych przygotowała w październiku raport pod znamiennym tytułem "Przyjaciele Putina w Europie". Przeanalizowała 45 partii skrajnie prawicowych i skrajnie lewicowych i doszła do wniosku, że większość z nich sympatyzuje z Rosją.
Europejska Rada Spraw Zagranicznych

Najbardziej prorosyjskie z nich po stronie skrajnie prawicowej to: Alternatywa dla Niemiec, Wolnościowa Partia Austrii (FPÖ), Złoty Świt (Grecja), Jobbik (Węgry) Front Narodowy (Francja), Liga Północna (Włochy), UKIP (Wielka Brytania), Interes Flamandzki (Belgia). A po stronie skrajne lewicy: Postępowa Partia Ludzi Pracy, AKEL (Cypr), Die Linke (Niemcy), Komunistyczna Partia Czech i Moraw KSCM, Podemos i Syriza (Hiszpania), Ruch Pięciu Gwiazd (Włochy), Żywy Mur (Chorwacja). Czytaj więcej

W tym kontekście wydają się zupełnie nierealne, ale jednak prawdziwe, przerażające i miejmy nadzieję, że nie prorocze, niedawne doniesienia z Czarnogóry, gdzie rosyjscy nacjonaliści mieli planować zamach na parlament, chcieli zabić premiera i przekazać władzę prorosyjskiej partii. Według brytyjskiego "Guardiana" sąsiednia Serbia deportowała już całą grupę – paradoksalnie to jeden z najbardziej prorosyjskich krajów w Europie. A w wyborach w Czarnogórze wygrała prozachodnia Demokratyczna Partia Socjalistów.

Napisz do autorki:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl