"Nie słucha nikogo", "przekonana, że wszystko wie". Prezes Polskiego Radia wkrótce może się pożegnać ze stanowiskiem

"Nie słucha nikogo", "przekonana, że wszystko wie". Prezes Polskiego Radia wkrótce może się pożegnać ze stanowiskiem
"Nie słucha nikogo", "przekonana, że wszystko wie". Prezes Polskiego Radia wkrótce może się pożegnać ze stanowiskiem Fot. screen ze strony YouTube.com/ inTARnet
Rozpoczyna się kolejny etap walk w PiS-ie o media narodowe. Tym razem bitwa będzie się toczyć o Polskie Radio. Jak barwne są te rozgrywki, przekonaliśmy się parę miesięcy temu, gdy chodziło o fotel prezesa TVP. Kto wie, czy walka o najważniejsze stanowisko w narodowym radiu, nie będzie równie ciekawa. Na pewno niezmiernie ciekawa jest sama prezes Polskiego Radia, Barbara Stanisławczyk, która chętnie w tym fotelu by została.


W walce o TVP nie brakowało zaskakujących zwrotów akcji. Najpierw wyglądało, że Jacek Kurski jest pewniakiem i może być spokojny o zachowanie fotela prezesa. Potem, w sierpniu, niespodziewanie został zwolniony, ale wystarczyła interwencja u Jarosława Kaczyńskiego i szef Rady Mediów Narodowych, Krzysztof Czabański, musiał uznać wyższość prezesa PiS i, chcąc nie chcąc, przywrócił Kurskiego na stanowisko. Ostatecznie, mimo wyraźnej niechęci Czabańskiego, jesienią Jacek Kurski został wybrany na prezesa.


Prezes "od Czabańskiego"
Ta rozgrywka pokazała, że notowania szefa RMN przy Nowogrodzkiej nie są najmocniejsze. A to istotne wobec sytuacji w Polskim Radiu. Rada właśnie rozpisała konkurs na stanowisko szefa narodowego radia. – Oferty będą zbierane do końca roku, a rozstrzygnięcie konkursu ma nastąpić do końca lutego 2017 roku – zapowiedział szef Rady Mediów Narodowych. Obecna prezes PR S.A. Barbara Stanisławczyk (swój start w konkursie zapowiedziała parę miesięcy temu) jest uważana właśnie za "człowieka Czabańskiego". I to na pewno nie zwiększa jej szans w tej walce. Ale nie tylko to.

Ostatnie decyzje zarządu Polskiego Radia to apogeum w ignorowaniu przepisów prawa. Z radia został zwolniony dyscyplinarnie Paweł Sołtys, dziennikarz ekonomiczny Trójki, a jednocześnie szef Związku Zawodowego Dziennikarzy i Pracowników Programów III i II Polskiego Radia. Zarząd niemal właściwie sam potwierdził, że złamał prawo, bo przyznał, że pracownik został wyrzucony za działalność związkową. Choć potem wyjaśniano, że Sołtys "przekroczył uprawnienia związkowca". Pani Stanisławczyk nie odpowiadało to, że dziennikarz "publicznie nękał Zarząd” m.in. "żądaniami przystąpienia do mediacji".

W ludzi rzuca kanapkami, a kubkami w ściany
– Bo pani prezes żadnych mediacji i negocjacji sobie po prostu nie wyobraża. Ona w ogóle nie słucha nikogo. Jest przekonana, że sama wszystko wie najlepiej i nie znosi żadnego sprzeciwu – opowiada osoba, która niejedno widziała i słyszała w gmachu przy Al. Niepodległości. Ot, choćby taką historię: ktoś kiedyś w gabinecie Stanisławczyk powiedział coś, co się jej nie spodobało i rzuciła w niego kanapką. – Na pierwszy rzut oka pani prezes robi znakomite wrażenie: ładna, elegancka, spokojna. Ale gdy coś ją wyprowadzi z równowagi potrafi kląć jak szewc i obraża ludzi – opowiada nasz rozmówca.


To, co mówią pracownicy Polskiego Radia, potwierdzają też ci, którzy z Barbarą Stanisławczyk pracowali przed laty. – Nie znosi krytyki. Obraża się, złości. Kiedyś na moich oczach cisnęła kubkiem o ścia­nę – tak dziennikarzowi "Polityki" o obecnej prezes Polskiego Radia opowiedziała osoba, która z nią współpracowała w miesięczniku "Sukces". Barbara Stanisławczyk swoją dziennikarską karierę zaczynała bowiem w kolorowej prasie kobiecej. Dopiero potem nastąpił zwrot i "nawrócenie na religię smoleńską".
Na swojej stronie internetowej stanislawczyk.pl prezes Polskiego Radia przedstawia swoje dokonania. Pisze o pracy w "Kobiecie i Życiu", "Pani", "Twoim Stylu", ale też o reportażach w "Po prostu" i "Tygodniku Solidarność". Przede wszystkim jednak chwali się książkami i trzeba przyznać, że napisała ich niemało i wiele z nich zebrało całkiem pozytywne oceny. To choćby "Czterdzieści twardych" - opowieść o Polakach, którzy w czasie II Wojny Światowej ratowali Żydów, czy książka, z której Stanisławczyk jest najbardziej dumna, bo pisała ją aż 8 lat - "Miłosne gry Marka Hłaski". Jednak biografia na stronie Stanisławczyk jest już nieaktualna. Ostatnia informacja mówi o tym, że od 2006 r. jest redaktor naczelną miesięcznika "Sukces".

Zarządzanie przez chaos i zastraszanie
– Jako naczelna radziła sobie nieźle – opowiada osoba, która pracowała wówczas w Wydawnictwie "Przekrój", które wydawało także "Sukces". – Jej problemy zaczęły się, gdy w 2009 r. objęła jednocześnie stanowisko dyrektora wydawniczego. To już była porażka, bo ona zupełnie nie nadaje się do jakiegokolwiek zarządzania ludźmi – wspomina dziennikarz z tego wydawnictwa. I podobnie dziś mówią ludzie z Polskiego Radia.
pracownik Polskiego Radia

Pomijam kwestie polityczne. W Polskim Radiu panuje teraz totalny chaos, bo pani Stanisławczyk nad niczym nie panuje. Nie ma żadnego planu, żadnej konsekwencji w działaniu. Sztandarowa impreza Polskiego Radia, "Lato z Radiem", była przygotowywana na kolanie. Do ostatniej chwili nie było wiadomo, w jakich miastach będą koncerty i kto wystąpi. Ludzie z promocji nie wiedzieli, co mają promować, a ludzie z reklamy - jak sprzedawać czas antenowy. A każdy, kto próbował to skrytykować, spotykał się z atakiem.

Sposobem na zarządzanie Polskim Radiem jest zastraszanie pracowników. – Teraz to jest już czwarta fala zwolnień. Niektórzy byli wyrzucani i przyjmowani z powrotem. Trudno pojąć to, co się tu dzieje – opowiada osoba z "centrali" Polskiego Radia i przypomina sobie, jak jeden z dyrektorów opowiadając o swoim spotkaniu z panią prezes określił ją mianem "rozhisteryzowanej nastolatki". I to pełnej podejrzliwości, a do tego oczekującej "hołdów od poddanych".
pracownik Polskiego Radia

Gdy podczas Światowych Dni Młodzieży był jakiś problem techniczny z transmisją przemówienia Andrzeja Dudy, nic nie było jej w stanie przekonać, że stało się to przypadkiem. Dla niej był to sabotaż i tyle. A gdy kiedyś przy wejściu strażnik zajęty był przyjmowaniem wycieczki dzieci i nie zauważył, że pani prezes weszła, to wezwała szefa Straży Radiowej i kazała na monitoringu ustalić, który ze strażników nie ukłonił się jej wystarczająco nisko.

Z "Dzień Dobry TVN" do Telewizji Republika i Radia Maryja
A jeszcze parę lat temu nikt by nie pomyślał, że tak potoczy się kariera Barbary Stanisławczyk. W internecie można znaleźć nagranie, gdzie jako naczelna "Sukcesu" odwiedziła "Dzień Dobry TVN", aby wziąć udział w rozmowie o tym, po ilu latach w związku należy wziąć ślub. Opowiedziała, że jej małżeństwo zaczęło się po 2 latach narzeczeństwa i że z mężem byli "studenckim" związkiem. Przyznała, że do małżeństwa podchodzi dość tradycyjnie i jest przeciwna "sprawdzaniu się" oraz "mieszkaniu ze sobą przed ślubem". Ale to i tak było jeszcze mało konserwatywne stwierdzenie w porównaniu z tym, jak Barbara Stanisławczyk zmieniła się wkrótce potem.

Nagranie z TVN pochodzi z marca 2010 r. Niedługo po nim Stanisławczyk została zwolniona z "Przekroju" i "Sukcesu", bo nie podołała zadaniom dyrektora wydawniczego. – Świat jej się wtedy zawalił. Mocno to odchorowała, zamknę­ła się w sobie i zgasła, jakby była pod wpływem leków uspokajających – opowiadała tygodnikowi "Polityka" jej znajoma. A chwilę po zwolnieniu z pracy nastąpiła katastrofa smoleńska, która odmieniła ją całkowicie. Jeszcze przez pewien czas jako gość odwiedzała TVN, ale równocześnie coraz częściej gościła w Telewizji Republika, czy w Radiu Maryja. Jednocześnie zaczęła publikować w "wSieci", wygłaszać wykłady na temat "Język propagandy gender w przekazie medialnym i odbiorze społecznym", a jej kolejne książki stawały się hitami prawicowych czytelników.
W 2011 r. wydała "Ostatni krzyk. Od Katynia do Smoleńska historia dramatów i miłości", a potem w wydawnictwie "Fronda" ukazała się książka "Kto się boi prawdy? Walka z cywilizacją chrześcijańską w Polsce". Tuż przed wyborami parlamentarnymi, które były zwycięskie dla PiS, Stanisławczyk objechała całą Polskę, by promować tę książkę na spotkaniach z czytelnikami. Podczas jednego z nich, w Tarnowie, ubolewała, że Kościoły protestanckie ostatnio się liberalizują, ale "Kościół katolicki na szczęście nie i stąd te ataki na niego". Podczas innego spotkania, w Częstochowie, zabrała głos w sprawie debaty wyborczej Ewy Kopacz z Beatą Szydło oraz na temat mediów publicznych.
Barbara Stanisławczyk
prezes Polskiego Radia S.A.

Koniunktura PiS-u teraz się poprawia. Ich doświadczenia wcześniejszych 2 lat rządów i 8 lat pozostawania w opozycji sprawiają, że oni dostrzegli, iż polityka PR jest bardzo ważna. Że sama prawda nie dotrze do ludzi. Mało tego, że prawdą można manipulować.

wypowiedź ze spotkania w październiku 2015 r organizowanego przez "Częstochowską Frondę"
Stanisławczyk mówiła, że "media publiczne muszą być odzyskane", ale zaznaczała, iż nie chodzi o "przejęcie ich przez jedną partię". Tłumaczyła, że "informacja nie może kończyć się pointą dziennikarza" i że media te muszą pilnować, by była "równorzędność głosów".

"Nie dajemy opozycji, bo nie ma potrzeby"
Z tak postawionymi postulatami trudno się nie zgodzić, ale dziś ma się to nijak to tego, jak Barbara Stanisławczyk zarządza Polskim Radiem. Portal OKO.press w artykule "Audycje kontrolowane" pisał ostatnio o cenzurze, jaka panuje w Polskim Radiu. – Nie dajemy posłów PO, bo oni rządzili przez 8 lat i mieli już czas na wygadanie się na antenie – usłyszał jeden z pracowników programu PR 24 od swojego dyrektora w sprawie doboru gości do porannej audycji. Podobnie mówią nasi rozmówcy.
pracownik Polskiego Radia

Gdy mijał rok rządu Beaty Szydło, reporterka usłyszała od przełożonego, że nie może nagrywać nikogo z opozycji. Dlaczego? Bo nie ma takiej potrzeby.

Zwykli reporterzy z panią prezes raczej nie mają do czynienia. Polecenia wydają im dyrektorzy i kierownicy, którzy otrzymują dyrektywy od Barbary Stanisławczyk i się im nie sprzeciwiają. – Tych, którzy próbowali dyskutować z panią prezes, już nie ma. Ona otacza się takimi osobami, które jej wyłącznie potakują. Najlepszym przykładem jest tu wiceprezes Jerzy Kłosiński, który tak się jej boi, że nie jest w stanie samodzielnie podjąć żadnej decyzji. Na imprezie "Lata z Radiem" chodził za nią krok w krok i nosił jej torebkę – opowiada nasz rozmówca.

Prawą ręką - śliski człowiek
Jednym z najbliższych współpracowników prezes Stanisławczyk jest Maciej Ociepka, który na Twitterze sam siebie określa słowami "Polak, patriota, dziennikarz i publicysta". – Wszyscy w radiu wiedzą, że jest to jakiś kibol i naziol, człowiek śliski, bliższy Kukizowi niż PiS-owi, choć sympatyzował też z lewicą. Pani prezes go uwielbia i on przesiaduje u niej w gabinecie godzinami – relacjonuje inny pracownik z gmachu przy Al. Niepodległości. Ociepka wiosną przez nieco ponad tydzień był szefem portalu Polskiego Radia. Oficjalnie odszedł sam, ale nieoficjalnie wiadomo, że został do tego zmuszony, gdy ludzie z PiS-u zobaczyli, co wypisuje Twitterze.
Wprawdzie większość wpisów, w których krytykował PiS, Ociepka skasował, ale ich skany wciąż krążą wśród pracowników Polskiego Radia. Bo i sam Ociepka krąży po korytarzach, uczestniczy w spotkaniach kierownictwa radia, choć żadnym dyrektorem już nie jest. – Podobno, gdy 125 osób podpisało się pod listem w obronie odsuniętych z anteny serwisantek Trójki, to on postawił wniosek, aby wszystkich tych ludzi zwolnić – mówi osoba zorientowana w sytuacji w Polskim Radiu.

Policzone dni pani prezes
Wieloletni pracownicy Polskiego Radia ze smutkiem obserwują działania obecnego zarządu. Mówią o 90-letniej historii tej instytucji, którą nowa władza bezmyślnie burzy. Zwracają uwagę na spadającą słuchalność Jedynki i Trójki oraz na słaby wynik PR 24 (program informacyjno-publicystyczny, który zastąpił młodzieżową Czwórkę). – Nawet jeśli ktoś liczył, że zrobi z tego propagandową tubę, to przecież to nie będzie miało sensu, jeśli nie będzie słuchaczy – tłumaczy były już pracownik Polskiego Radia. Zwraca przy tym uwagę na koszty zmian kadrowych.
były pracownik Polskiego Radia

Zwolniono dziesiątki osób, którym trzeba było wypłacić odprawy. Na ich miejsce zatrudniono nowych. To są koszty idące w setki tysięcy złotych, a Polskie Radio nie jest bogatą instytucją.

Zdaniem wielu naszych rozmówców stan finansów Polskiego Radia może być jednym z powodów, dla których Barbara Stanisławczyk za parę miesięcy pożegna się z fotelem prezesa. Drugim będzie spadająca słuchalność wszystkich anten. Ale trzecim i najważniejszym będzie szum, jaki nieustannie trwa wokół jej decyzji choćby w Trójce. – Każdej władzy zależy na tym, by panował względny spokój. PiS-owi też. I wydaje mi się, że oni mają już dość tego, co się tu dzieje - ciągłych wybuchów, afer, wzajemnych oskarżeń. A jest to skutek tego, że ta władza wyznaczyła do zarządzania Polskim Radiem osoby mierne, nie znające się na radiu, a do tego nadgorliwe – mówi jeden z przekonanych o tym, że dni prezes Stanisławczyk są policzone.

Tym bardziej, że pani prezes przez niecały rok rządów zdążyła się też narazić wielu osobom na prawicy. Zwolniła choćby legendę "Solidarności" z czasów PRL, Andrzeja Mietkowskiego (to jego w portalu zastąpił Maciej Ociepka), za co spotkała ją krytyka portalu wpolityce.pl. Gdy Stanisławczyk zwolniła innego dziennikarza zasłużonego dla opozycji, Andrzeja Szozdę, Piotr Skwieciński z tygodnika "wSieci" przestrzegał rządzących, że jest to decyzja "złowróżbna politycznie. Bo robienie sobie wrogów w sytuacjach, w których nie jest to konieczne, jeszcze nikomu długoterminowo się nie opłaciło". Czy te decyzje opłaciły się to Barbarze Stanisławczyk? Okaże się całkiem niedługo.