Gdyby normalny człowiek zrobił ze zwolnieniem lekarskim to, co zrobili sędziowie TK, kontrola zwaliłaby mu się na głowę

ędziowie Trybunału mogą sobie iść na zagadkowe zwolnienie, im ZUS raczej nic nie zrobi. Ty lepiej tego nie próbuj
ędziowie Trybunału mogą sobie iść na zagadkowe zwolnienie, im ZUS raczej nic nie zrobi. Ty lepiej tego nie próbuj Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta
Co wolno "namaszczonemu przez PiS" sędziemu TK, to nie tobie, prosty człowieku. Wyobraź sobie, że ZUS w całym kraju przeprowadza miesięcznie 48 tysięcy kontroli! Rocznie wychodzi około 600 tysięcy inspekcji! Wszystko po to, by sprawdzić, czy ktoś na zwolnieniu jest naprawdę chory, czy tylko symuluje. A sędziom ZUS nie bardzo może coś zrobić.


Do kogo zapukać
Zacznijmy od tego, że kontrole ZUS-u najczęściej zawsze odbywają się z urzędu. Inspekcje "nasłane" przez pracodawcę są stosunkowo rzadkie. Generalnie wygląda to tak, że system komputerowy wskazuje, do kogo należałoby zapukać. Zazwyczaj im dłuższe zwolnienie lekarskie, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś z Zakładu przyjdzie, by sprawdzić, jak to jest z tym chorowaniem. Choć kontrola może pojawić się także u osoby, która dostała zaledwie parodniowe L4.


Od tych zasad są wyjątki, o których zrobiło się głośno, gdy 30 listopada tajemnicza epidemia zaatakowała troje sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Dziwnym trafem - tylko tych, którzy zostali wybrani w tej kadencji Sejmu głosami posłów PiS. Prawda, że to co najmniej zagadkowe? Ale, jak sprawdziliśmy i napisaliśmy, ZUS z urzędu sprawą tych sędziów się nie zajmie, bo nie ma prawa.

RADOSŁAW MILCZARSKI
Zakład Ubezpieczeń Społecznych

Zgodnie z polskim prawem sędziowie nie podlegają pod system powszechnych ubezpieczeń społecznych, stąd ZUS nie ma żadnych samodzielnych uprawnień do jakiejkolwiek kontroli niezawisłych sędziów. Może to zrobić wyłącznie na wniosek prezesa sądu, a w tym przypadku prezesa Trybunału Konstytucyjnego.

Wszystko zależy zatem od prof. Andrzeja Rzeplińskiego, którego dziś rano w Radiu Zet minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska pouczała, że "nie powinien" w sprawie sędziów interweniować w ZUS-ie. A poza tym przypominała, że jego kadencja i tak minie lada dzień. – Wszystko się w życiu może zdarzyć. Jest okres grudniowy, zimny, za oknem śnieg, każdy może z nas zachorować, każdemu może się to przytrafić. (...) Prezes Rzepliński ma takie uprawnienia, mógł wystąpić, ale chyba mu czasu zabraknie – mówiła Rafalska.

Od poniedziałku do dyspozycji
Chyba rzeczywiście prezes TK nie zdążyłby z tą kontrolą. I to nie ze względu na kończące się zwolnienia dwojga sędziów. Piotr Pszczółkowski wczoraj w rozmowie z naTemat przyznał, że "od 5 grudnia znów jest do dyspozycji". Podobnie sędzia Julia Przyłębska, jej zwolnienie również się kończy 2 grudnia. Ewentualna kontrola z ZUS mogłaby zdążyć już tylko do sędziego Zbigniewa Jędrzejewskiego, on ma zwolnienie do 8 grudnia.
Zespół Prasy i Informacji Biura Trybunału Konstytucyjnego

Na obecną chwilę sędziowie TK: Julia Przyłębska, Piotr Pszczółkowski nie dostarczyli oryginałów zwolnień lekarskich, przesłali je w wersji elektronicznej. Sędzia TK Zbigniew Jędrzejewski początkowo o zwolnieniu lekarskim poinformował telefonicznie, dziś do TK dotarł druk jego zwolnienia lekarskiego.

Sędzia Jędrzejewski powinien mieć najmniejsze kłopoty z dostarczeniem pracodawcy zwolnienia lekarskiego. Jako jedyny z tej trójki mieszka w Warszawie. Sędzia Pszczółkowski jest z Łodzi, sędzia Przyłębska - odkąd latem jej mąż został ambasadorem w Berlinie - zazwyczaj przebywa w stolicy Niemiec. Dziś wydała oświadczenie dla mediów, w którym poniekąd przyznała, że to nie z powodu choroby nie pojawiła się na posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego sędziów TK.
Gdyby nie chodziło o sędziego, takie oświadczenie mogłoby być podstawą dla ZUS-u, aby wszcząć kontrolę. No i gdyby miejscem zamieszkania nie był Berlin.
Kobiety w ciąży na celowniku ZUS
Inspektorzy swoją wizytę składają zawsze pod tym adresem, który jest w dokumentacji ZUS-u. Zdarza się więc, że kontrolerzy idą pod adres zameldowania, a adres zamieszkania jest inny. – Najpierw próbowali mnie zastać tam, gdzie już nie mieszkam – opowiada pani Ania, którą ZUS kontrolował, gdy była na zwolnieniu w ciąży. – Na szczęście rodzina mnie powiadomiła, że mnie ścigają. Zadzwoniłam, podałam nowy adres. Niedługo potem przyszli, ale mnie nie zastali. Zostawili w skrzynce pismo z żądaniem wyjaśnienia nieobecności. Odpowiedziałam na nie i wszystko się wyjaśniło – mówi. Przy okazji dowiedziała się, co to według ZUS-u oznacza "może chodzić".
pani Ania
kontrolowana przez ZUS, gdy była w ciąży

Na zwolnieniu lekarskim pani doktor nie zaznaczyła mi, że muszę leżeć. Moja ciąża wprawdzie była zagrożona, ale nie było takiej potrzeby, abym siedziała całe dnie w domu. Koleżanki jednak mi poradziły, żebym napisała, że byłam w aptece po leki, których nikt z rodziny nie mógł mi kupić. Inaczej ZUS mógłby uznać, że wykorzystuję zwolnienie niezgodnie z przeznaczeniem.

Przeglądając fora przyszłych mam można zauważyć, że kobiety w ciąży są na zwolnieniach kontrolowane dość często. Gdy inspektorzy nie zastaną ich w mieszkaniu, domagają się wyjaśnień. W grę wchodzi wizyta u lekarza, w aptece. A jeśli sklep - to tylko najpotrzebniejsze zakupy. I to pod warunkiem, że nie ma nikogo innego w domu, kto zamiast kobiety na zwolnieniu mógłby do sklepu pójść. Czasem kończy się wezwaniem na komisję lekarską, a tam żądają dowodów - choćby paragonu z apteki. Od sędziów Trybunału nikt tego oczekiwać nie będzie, mimo wątpliwości, czy naprawdę są chorzy.
Czym u zwykłego śmiertelnika może się zakończyć taka kontrola ZUS-u? Lekarz orzecznik może wydać zwolnienie z nową datą. Mówiąc wprost - może uznać, że pracownik chory już nie jest i powinien wrócić do pracy. Mało tego, jeśli ZUS uzna, że było to "lewe zwolnienie", skontrolowany traci prawo do zasiłku chorobowego. Pracownicy ZUS-u mówią wtedy, że są to kontrole uzdrawiające. Nie zdarza się to bardzo często, ale bywa. Mniej więcej parę procent kontroli kończy się odebraniem zasiłku, ale w skali kraju są to duże pieniądze - rocznie kilkanaście mln zł.


Kontrolowani są zresztą nie tylko chorujący, także ich lekarze. ZUS sprawdza, czy były podstawy do tego, aby wystawić zwolnienie. Przegląda więc dokumentację, jaka jest u lekarza. Jeśli nie ma śladów wizyty, jakichkolwiek badań, sprawa może się skończyć przed sądem. Sądem - rzecz jasna - niezawisłym. Na tyle niezawisłym, że sędziowie nie mogą być kontrolowani z urzędu przez ZUS.

ZOBACZ NASZ REPORTAŻ O MATKACH WALCZĄCYCH Z ZUS

Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Nobel z ekonomii trafił w dobre ręce. Ci ludzie pomogli 5 milionom dzieci
0 0Koniec papierowych legitymacji! Szkoły wprowadzają w życie nowe przepisy MEN

NIE TYLKO POLITYKA

Sephora 0 0Udział w tym projekcie dużo nam dał". Współzałożycieli TOBO + MALA o programie dla kobiet
Rankomat 0 0Wyprawka dla niemowlaka. Co trzeba kupić i z jakim wydatkiem należy się liczyć?
OPINIA 0 0Koalicja wpadła w identyczną pułapkę, z jaką przez lata walczył PiS
CYTATY 0 0Pięć ważnych cytatów, które doskonale oddają nową sytuację w Polsce