Super, że Lewandowscy będą mieli dziecko, ale ogłaszanie tego w ten sposób jest infantylne

Mecz Roberta Lewandowskiego i bramka w Lidze Mistrzów zostanie zapamiętany głównie dzięki temu gestowi.
Mecz Roberta Lewandowskiego i bramka w Lidze Mistrzów zostanie zapamiętany głównie dzięki temu gestowi. Facebook Roberta Lewandowskiego
Wszyscy sportowcy hodują w sobie dziecko. A piłkarze, którzy większość życia spędzają w krótkich spodenkach, już w szczególności. W każdej innej sytuacji dorosły mężczyzna publicznie ssący własnego kciuka wyglądałby co najmniej dziwnie. Ale piłkarskie "cieszynki" to już nieodłączny element światowych stadionów. Właśnie pokazał ją Robert Lewandowski i choć warto cieszyć się jego szczęściem, nie podoba mi się infantylny sposób ogłaszania tego w ten sposób.


W latach 90. plagą transmisji sportowych byli zawodnicy, którzy po strzelonej bramce manifestowali swoją radość ściągając koszulkę lub zakładając ją na głowę. Cel był jeden: pod oficjalnym, klubowym trykotem znajdował się drugi T-shirt, a tam logo firmy, która płaciła zawodnikowi za reklamę. Korzystali z tego najlepsi snajperzy świata, którzy z każdym strzelonym golem dodatkowo zasilali swoje konto.


Kolejną boiskową plagą były wyznania religijne, również wypisywane na koszulkach. Zawodnik strzelał bramkę i można było przeczytać np., że "Jezus kocha Ciebie" albo "Allah jest wielki". Z tym także sobie poradziła FIFA, która wprowadziła zakazy nie tylko indywidualne, ale nawet dla całej drużyny. Oczywiście nikt nie zabroni wznosić oczu do nieba albo żegnania się przed wykonywanym karnym.


Na szczęście dziś piłkarze niemal wyłącznie koncentrują się na informowaniu o swoim rodzinnym szczęściu. Dzięki aktorskim zdolnościom Lewandowskiego, który najpierw włożył piłkę pod trykot, a później jeszcze possał palec, cały świat się dowiedział, że "Lewy" strzela "podwójnie".
Aktorskie umiejętności piłkarzy to temat wart osobnej analizy. Można ich śmiało można pogrupować na aktorów: dramatycznych, sensacyjnych lub dziecięcych. Pierwsi wpadają w płacz szybciej niż sześciolatek, któremu zabierze się cukierka. Ilość wylanych łez na boisku przez portugalskiego gwiazdora Cristiano Ronaldo jest wprost proporcjonalna do jego strzelonych bramek. Druga grupa to piłkarze, którzy chętnie zagraliby seryjnego zabójcę, a najlepiej snajpera. Tacy po strzelonej bramce pędzą w kierunku narożnika i z wyimaginowanego łuku lub niewidzialnego karabinu celują w niebo, robiąc przy tym groźne miny.
Ostatnia grupa, do której należy Robert, to zawodnicy, którzy wykonują "cieszynki" z okazji ciąży lub narodzin dziecka. Pierwszą stadionową "kołyskę" zrobił w 1994 roku Bebeto, który po strzelonej bramce w ćwierćfinale Mistrzostw Świata w ten sposób uczcił narodziny trzeciego dziecka. Jednym z pionierów udawania oseska był za to zawodnik Liverpoolu, Luis Garcia, który w ten sposób pokazywał swoją miłość do syna Joela. Dziś ssanie kciuka to wciąż dobra metoda komunikowanie się z mediami, fanami, a może i dalszą rodziną. Bardzo skuteczna metoda, nawet jeśli nie wygląda zbyt estetycznie.

Napisz do autora: oskar.maya@natemat.pl