Pojawiają się pierwsi krytycy prezesa. Teraz jest moment, by wykazać się odwagą i powiedzieć "nie" szefowi

Jeszcze niedawno, nikt w PiS nie ośmieliłby się krytykować prezesa. Teraz zaczyna się to zmieniać.
Jeszcze niedawno, nikt w PiS nie ośmieliłby się krytykować prezesa. Teraz zaczyna się to zmieniać. Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Słowa europosła PiS Kazimierza Ujazdowskiego o tym, że za obecnym kryzysem politycznym w Polsce stoi Jarosław Kaczyński, wywołały niemałą burzę. On sam zapewne liczy się z tym, że będzie wyrzucony z partii. A opozycja jest zdania, że to dobry moment, by także inni parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości pokazali, że myślą samodzielnie. Dotychczasowy kolos nie zadrżał jeszcze w posadach, ale to prawdopodobnie kwestia czasu.


Prawo i Sprawiedliwość do tej pory było postrzegane jako jedność totalna. Co powiedział prezes Kaczyński było prawdą objawioną i nienaruszalną świętością. Nikt nie podnosił głowy. W końcu odważył się Kazimierz Ujazdowski i to nie tylko powiedział, że winę za obecny kryzys ponosi partia, ale personalnie Jarosław Kaczyński. W wywiadzie dla Radia Zet,dołączył się do niego też Krzysztof Łapiński. – Staram się, ale trudno jest zrozumieć to, co się wydarzyło. Nie musiało do tego dojść. W skali od 1 do 10 działania swojej partii rozumiem może na 2 – przyznał poseł.


Trudno przypuszczać, żeby wśród wszystkich parlamentarzystów zwycięskiej partii, były to jedyne głosy krytyczne. Wystarczy, że choćby kilku z nich wyłamie się z jednomyślności, a PiS przestanie być w parlamencie siłą absolutną.

Chciałabym, a boję się
Przedstawiciele PiS nabrali teraz wody w usta i oficjalnie odmawiają jakiegokolwiek komentarza w sprawie słów partyjnego kolegi i jego przyszłości w szeregach partii Kaczyńskiego. Ba, były dziennikarz i medialny wyjadacz Jarosław Sellin stwierdził wręcz, że nie ma pojęcia, o co chodzi, bo słów Ujazdowskiego... nie słyszał. Niektórzy posłowie silą się jedynie na to by, powiedzieć, że Ujazdowski już nie po raz pierwszy niepochlebnie wypowiada się o swojej partii. Ewidentnie działacze nie wiedzą, jak się zachować w sytuacji, gdy jeden z nich głośno i wyraźnie skrytykował samego prezesa.

Michał Ujazdowski
Europarlamentarzysta PIS

Obiecywali poszerzenie praw obywatelskich i większą empatię, krytykowali PO. Droga obrana po wyborach zaprzecza temu co obiecywano w trakcie kampanii. Czytaj więcej

– W takiej partii jak PiS nie ma miejsca na krytykowanie wodza, więc Ujazdowski długo już miejsca nie zagrzeje. Na pewno się z tym liczył. Szuka miejsca w opozycji, żeby sobie zapewnić reelekcję w europarlamencie, bo życie w Brukseli pewnie mu zasmakowało. Być może zabierze ze sobą 2-3 osoby, ale ziemia się od tego nie zatrzęsie – kwituje były europarlamentarzysta Michał Kamiński, obecnie przedstawiciel Partii Demokratów.

Odwagą wykazał się wicepremier Jarosław Gowin, stwierdzając w wywiadzie dla Radia Kraków, że politycy zjednoczonej prawicy muszą się teraz się zastanowić nad własną częścią współodpowiedzialności za to, co się wydarzyło. Chodziło mu jednak jedynie o sprawę, od której wszystko się zaczęło, czyli od ograniczenia dziennikarzom dostępu do parlamentu.


Są pierwsi krytycy
A sprawy zaszły już znacznie dalej. Mowa o przepchnięciu ustawy budżetowej i dezubekizacyjnej czy podpisywanie przez posłów PiS, list obecności po zakończeniu posiedzenia.

Jak napisał w swoim liście czytelnik naTemat : "Polska wam tego nie zapomni". Wygląda na to, że posłowie partii Jarosława Kaczyńskiego mają tego świadomość. Wprawdzie trudno przypuszczać, że kamyczek, który rzucił Kazimierz Ujazdowski spowoduje jakąś potężną lawinę, ale pokazuje, że w dotychczasowym monolicie zaczynają powstawać rysy i pęknięcia.

Napisz do autora:przemyslaw.penconek@natemat.pl