
"Może ktoś powie - to w zasadzie nie ma zmiany. Jest zmiana, proszę państwa. Jest nowy prezes Rady Ministrów, który podjął decyzję, że chce pracować z dotychczasową Radą Ministrów zanim zdecyduje dokonać w niej jakichkolwiek zmian" – te słowa Andrzeja Dudy skierowane były nie tylko do wszystkich członków nowego-starego rządu, ale i do wszystkich Polaków. Ale w prezydenckim przemówieniu wygłoszonym tuż po zaprzysiężeniu gabinetu, parę zdań było skierowanych wyraźnie do jednej osoby: do szefa MON.
Jeszcze na parę godzin przed uroczystością w Pałacu Prezydenckim TVP Info podawała, że Antoniego Macierewicza nie będzie w składzie nowego gabinetu. Nowym szefem MON miałby zostać Mariusz Błaszczak. Zmianę tę tłumaczono chęcią poprawy relacji między rządem a głową państwa. Tymczasem tuż po 17.00, chcąc nie chcąc, Andrzej Duda wręczył nominację Antoniemu Macierewiczowi na stanowisko ministra obrony narodowej i uścisnął dłoń politykowi, z którym łączą go bardzo trudne relacje.
Chwilę później w okolicznościowym przemówieniu prezydent Andrzej Duda skierował prośbę do członków rządu. I trudno się oprzeć wrażeniu, że prośba ta została skierowana głównie do jednego ministra.
Prezydent ocenił jako "koleżeński" gest premiera Morawieckiego, który zdecydował się powołać w skład rządu wszystkich dotychczasowych ministrów. To zaskoczenie, bo co najmniej o paru dymisjach mówi się od dawna. Niewykluczone, że do rzeczywistej rekonstrukcji dojdzie w styczniu (nowy - stary skład Rady Ministrów prezentujemy tutaj).
