
Wystarczyło, że powiedział iż "Kościół wyszedł na głupka, bo poparł PiS" i zaczął się smażyć w prawicowym piekiełku. Ksiądz prof. Alfred Wierzbicki, kierownik katedry etyki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego dla zwolenników partii rządzącej jest „księdzem genderystą i kapłanem polskiego Majdanu”. Dla opozycji staje się natomiast twarzą i jednym z liderów Kościoła otwartego – nieomal nowym księdzem Tischnerem. Jego ostatnie publiczne wypowiedzi kolejny raz unaoczniły podziały w polskim Episkopacie i wokół niego.
Ksiądz profesor Wierzbicki dał się poznać z prowokacyjnych dla tradycyjnych polskich katolików artykułów "o genderowym przesłaniu Ewangelii" w których przekonywał, że "Maryja była matką gender". Pisał, że "jeśli Kościół będzie chciał się trzymać patriarchalnego modelu, w którym podstawową rolą kobiety jest prowadzenie domu, to świat nam ucieknie". Zapewniał, że cywilizacji wyszłoby na dobre, "gdyby kobiety stały się bardziej męskie, a mężczyźni bardziej kobiecy". Jego filozoficzno-teologiczne wywody były jednak znane w wąskim kręgu.
Szerszej publiczności ksiądz prof. Wierzbicki dał się poznać z zacięcia politycznego. Zrobiło się o nim głośno, gdy przed świętami w radiu TOK FM stwierdził, że "Kościół wyszedł na głupka bo poparł PiS". – Dzisiaj, nawet gdyby się zgłosił na mediatora (Kościół – red.), to wszyscy go wygwiżdżą. I to mnie bardzo boli, że Kościół tak strasznie się skompromitował. I powinien, moim zdaniem, odbyć teraz jakąś głęboką pokutę, żeby stał się wiarygodny – ocenił.
Kościół poparł partię, która jest autorytarna, która niszczy polską demokrację.To jest pierwszy raz, gdy znajdujemy się w takiej sytuacji, jak Kościół w Hiszpanii, który poparł Franco czy Kościół w Chile, który częściowo popierał Pinocheta.
Przedświąteczna aktywność księdza Wierzbickiego i polityczne homilie wygłaszane w święta przez innych duchownych kolejny raz odsłoniły podziały w polskim Kościele. Nadal mamy Kościół otwarty – ten bardziej liberalny, światły, proeuropejski i Kościół zamknięty – ten związany z Radiem Maryja i Tadeuszem Rydzykiem. Przez pewien czas mówiło się o Kościele łagiewnickim i kościele toruńskim, ale do czasu aż nieformalny lider tego pierwszego – kardynał Dziwisz zaczął mówić głosem tego drugiego. Jedno jest pewne. Kościół otwarty jest dzisiaj w głębokiej defensywie, czego wręcz symbolem było mianowanie abp. Marka Jędraszewskiego nowym metropolitą krakowskim, a także polityczna wymowa wielu bożonarodzeniowych homilii.
Na przykład arcybiskup Leszek Sławoj Głódź odnosząc się do ostatnich wydarzeń w Sejmie mówił: "Paroksyzm złych emocji nie ustaje. Wybuchły w parlamencie, wylały się na ulice, zdominowały media. Kto je śledzi, zdaje sobie chyba sprawę, o co toczy się gra". I dodawał, że "nie można obroną demokracji nazywać okupacji sali sejmowej, a zamachem stanu – sprawowania władzy przez zwycięskie ugrupowanie". W Warszawie, uchodzący za „liberała” kardynał Kazimierz Nycz argumentował iż "święta są tak wielką i święta sprawą, że jeżeli nie ma zupełnie jakichś nadzwyczajnych powodów, żeby nie można było przerwać tego bycia w Sejmie na czas świąt, to osobiście myślałbym, że to się powinno przynajmniej zawiesić, dlatego, że to jest w jakimś sensie przeciwko tym świętom".
Z drugiej strony emerytowany biskup Tadeusz Pieronek przekonywał, że "władza, jeżeli nie jest poddana kontroli, to jest samowładztwem, a samowładztwo jest po prostu niebezpieczne dla społeczeństwa". Tłumaczył, że nie "można osiągnąć dobra metodami, które są zdziczeniem". Kardynał Kazimierz Nycz i abp Henryk Hoser zaproponowali opozycji i rządzącym "mediacje" w sprawie sejmowego kryzysu, ale szybko pojawiły się komentarze opozycji, że Kościół nie może być mediatorem bo jest stroną. I rzeczywiście – jak się wydaje – dziś w Kościele rządzą biskupi sympatyzujący z PiS-em, z prawicą, i z rozgłośnią księdza Rydzyka. Głosy księdza Wierzbickiego i kilku innych bardziej światłych kapłanów to tylko głosy wołających na puszczy.
Napisz do autora: jaroslaw.karpinski@natemat.pl
