
W polityce jak w życiu – nie da się unikać błędów i potknięć. Szkopuł w tym, żeby potrafić wyciągać z nich wnioski. Szef .Nowoczesnej Ryszard Petru nie potrafił i nie potrafi tego robić. Z lidera opozycji, na którego sam się mianował, na własne życzenie redukuje swoją publiczną rolę do poprawiającego humor bohatera memów. Jego wyjazd na urlop podczas największego kryzysu sejmowego od lat pokazuje, że politycznie nie wyrósł jeszcze z krótkich spodenek.
Zachowanie szefa Nowoczesnej jest tym bardziej niezrozumiałe, że to on stoi za protestem opozycji w gmachu parlamentu, a na dodatek jeszcze tydzień temu w wywiadzie dla portalu 300polityka.pl pytany wprost, czy "wypadałoby politykowi opozycji, żeby teraz był na nartach, na wypoczynku", odparł: "Teraz nie. Do 11 na pewno nie. Chyba że 2 dni. Są ustalone dyżury. Jedni na Wigilię, inni na Sylwestra".
Myślę, że on z wielu rzeczy nie zdaje sobie sprawy. Ale myśląc o tej wycieczce podzielam pogląd byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza, który powiedział, ze jest to wyraz buty, przekonania, że już wiele udało mu się osiągnąć, że stał się celebrytą
Jeszcze rok temu Ryszard Petru przebojem wprowadził swoją Nowoczesną do parlamentu. Wielu widziało w nim nową gwiazdę polskiej polityki i stawiało za przykład człowieka, który pomimo kariery rzutkiego ekonomisty, postanowił wejść na ścieżkę polityki. Był przedstawiany niczym mąż opatrznościowy, reprezentant nowego pokolenia nieuwikłanego w dawne spory i podziały. Nie było w tym wiele prawdy, bo Petru działał aktywnie w Unii Wolności i był bliskim współpracownikiem prof. Leszka Balcerowicza, ale efekt świeżości zadziałał.
I tutaj chyba zaczęły się problemy Petru z wizerunkiem. Wprawdzie dla części wyborców już samo przekonanie lidera o politycznej sile jest atrakcyjne, ale ta druga część elektoratu jego deklarację odebrała jako przykład buty, arogancji i pychy. Petru za bardzo się starał pozować na politycznego lidera z prawdziwego zdarzenia i dawać nadzieję na zmianę pokoleniową w polskiej polityce. Zaczęło to być nienaturalne.
Znam wielu polityków, których łączy to, ze mają gdzieś reprezentowanie elektoratu, oni to traktują jako grę, teatrum. Ważniejsza jest dla nich własna pozycja, to że występują w świetle jupiterów. Tym się nasycają. Nie są głodni tego by coś sensownego zrobić dla ludzi. Napawają się własną pozycją, własną sławą. Petru jest przykładem który potwierdza tylko regułę
Wygląda na to, ze poza mową ciała nie pracuje nad sobą. Nie widać przy nim żadnych doradców, którzy w ważnych chwilach mogliby mu podpowiedzieć to i owo. Poza dobrze rozegranymi trikami PR-owymi, jak te z akcją "Misiewicze" czy "PiSiewicze", w Nowoczesnej nie widać żadnego myślenia strategicznego. Tak jakby liczyli że władza sama im wpadnie do ręki, wystarczy poczekać aż PiS się skompromituje.
Napisz do autora: jaroslaw.karpinski@natemat.pl
