
Relacja naocznego świadka sylwestrowej tragedii w Ełku rzuca nowe światło na to, co się tam zdarzyło w ostatnich minutach roku 2016. "Mam nadzieję, że to, co zaobserwowałem, pozwoli spojrzeć na tę sprawę z innego punktu widzenia, może cięższego dla patriotycznego polskiego umysłu, lecz chyba tego właściwszego" – tak kończy swoją wstrząsającą relację.
Świadek swoją opowieść na Facebooku rozpoczyna od deklaracji, że jest zwolennikiem ograniczania napływu uchodźców do Europy i przeciwnikiem polityki Berlina i Paryża w tej kwestii. Podkreśla jednak, że to, co widział w lokalu "Prince Kebab" w Ełku w sylwestrowy wieczór, przedstawia racjonalnie i obiektywnie. Tragedia rozegrała się około godziny 22.00, mieszkaniec Ełku był tam około 20.00. Gości wówczas było wielu, a wśród nich kilka pijanych osób.
Mieszkaniec Ełku opisuje dalej, że wokół było bardzo głośno i cały czas pod kebabem wybuchały petardy. Obsługa zachowywała się spokojnie i kulturalnie, ale pracownikom lokalu napięcie też się udzielało.
Pan Daniel kupował jedzenie na wynos. Kupił i wyszedł. I - jak pisze - po tym, co zobaczył, nie dziwi się, że zdarzenie miało taki finał.
Mieszkaniec Ełku swoją relację kończy stwierdzeniem, że Tunezyjczyk, któremu postawiono zarzut zabójstwa, oczywiście powinien zadzwonić po policję, a nie samemu sięgać po nóż. I oczywiście, że za to, co zrobił, powinien zostać skazany.

Po tym, jak przed lokalem z kebabem zginął 21-latek, w mieście doszło do zamieszek. Policja sytuację opanowała, ale napięcie trwa. Podsycają je środowiska nacjonalistyczne, mimo iż rodzina zabitego apeluje o spokój.

26-letni Tunezyjczyk podejrzany o dokonanie zabójstwa 21-letniego Polaka został tymczasowo aresztowany.
