
Dzisiejszy "Super Express" opublikował zdjęcia schorowanego Wojciecha Młynarskiego bez jego wiedzy i zgody. Oburzone są jego córki, Agata i Paulina, które już zapowiedziały wejście na drogę sądową z tabloidem. Wzburzenia nie kryje także nasza Czytelniczka, specjalistka ds. pracy socjalnej. Zna sprawę z doświadczenia, bo kilka lat temu reprezentowała przed sądem swoją podopieczną, której zdjęcie w podobnych okolicznościach zrobiła dawna znajoma.
REKLAMA
Co pani pomyślała, patrząc na zdjęcia Wojciecha Młynarskiego w "Super Expressie"?
Pomyślałam, że komuś zabrakło serca i rozumu.
Jakie ma pani doświadczenie w opiece nad osobami zależnymi?
Przez 8 lat pracowałam w Domu Pomocy Społecznej. Byłam kierownikiem działu terapeutyczno-opiekuńczego.
Naczelny "SE" napisał na Twitterze, że ma dokumentację medyczną Wojciecha Młynarskiego, która "może uprawdopodabniać fakt zaniedbań i nienależytej opieki nad chorym".
To jeszcze gorzej, niż gdyby miał tylko zdjęcia. Dokumentacja medyczna jest udostępniama jedynie rodzinie lub opiekunowi prawnemu. Osoba postronna nie powinna mieć do niej dostępu. Jeśli ma – ktoś złamał procedury obowiązujące w placówce. Jeśli są podejrzenia, że nad chorym nie ma należytej opieki, to trzeba zawiadomić jednostkę nadrzędną, taką jak Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej lub Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie, a nie biec do prasy! Na zdjęciach nie widzę dowodów zaniedbań, lecz starszą, schorowaną osobę, która stała się narzędziem sprzedawania gazety.
Bardzo się pani tym emocjonuje.
Bo miałam podobny przypadek, gdy mojej podopiecznej w DPS-ie zdjęcie zrobiła dawna znajoma. Po prostu weszła do pokoju, odkryła jej kołdrę i zrobiła zdjęcie nie szanując jej intymności.
Pani podopieczna nie protestowała?
Nie mogła. Cierpiała na zespół otępienny. Ale to, że nie może się sprzeciwić nie znaczy, że można jej robić półnagie zdjęcia.
Jak się pani zorientowała, że doszło do takiego incydentu?
Moja pracownica dała mi znać. Na szczęście spisujemy dane odwiedzających, więc nie było problemu z pociągnięciem tej kobiety do odpowiedzialności.
Poszła pani do sądu?
Tak. W imieniu mojej podopiecznej, bo sama nie mogła się obronić.
Jak tłumaczyła się amatorka fotografii?
Na początku twierdziła, że się czepiamy. Potem mówiła, że chciała pokazać zdjęcia swoim znajomym, bo jej zdaniem moja podopieczna była zaniedbana.
Była zaniedbana?
Absolutnie nie! Była osobą leżącą na stałe w łóżku ze względu na stan zdrowia. Wyglądała tak, jak wygląda osoba ciężko chora.
Ale nie wszystkie osoby zależne trafiają na dobrych opiekunów. Musiała pani widzieć programy typu "Uwaga", w których widzi się, jak starsi ludzie są bici, upokarzani... Wtedy też nie można udokumentować sprawy?
Oglądałam kiedyś materiał, w którym piętnowano jakiś prywatny DPS, a to już jest zupełnie inna historia. Takie patologie to domena instytucji prywatnych i kościelnych. Przemoc, brak szacunku, znęcanie się trzeba pokazywać, ale nawet wtedy trzeba chronić godność i intymność starszych ludzi. Zamazać twarze, wypikać nazwiska. Ale to co zrobił "Super Express" to zupełnie inny przypadek. To wykorzystywanie, żerowanie i robienie sensacji. A nie ma nic sensacyjnego w chorobie, starości, zależności w pewnym wieku od osób drugich. Powtarzam: gdyby naprawdę chodziło o dobro pana Młynarskiego, to poszłoby zawiadomienie do organów nadrzędnych, a nie zdjęcia do gazety.
Wróćmy do sytuacji w pani DPS-ie. Jak skończyła się sprawa kobiety, która zrobiła zdjęcie pani nieświadomej podopiecznej?
Wyrokiem skazującym. Sąd uwzględnił jej złą sytuację materialną i wyznaczył niewielkie odszkodowanie, ale do tego musiała zwrócić mi zdjęcia na płycie CD, podpisać zobowiązanie, że nie będzie rozpowszechniać kopii oraz podpisać i odczytać publicznie przeprosiny.
Co poradziłaby pani siostrom Młynarskim?
Żeby nie odpuszczały. Jeśli zdjęcia przekazała gazecie opiekunka, to warto również zadbać o to, by już nigdy nie pracowała w zawodzie i zgłosić to jej przełożonemu. Opiekunkę obowiązuje tajemnica służbowa, dyskrecja i etyka zawodowa. Odpowiedzialność za dobrostan podopiecznego jest w tym zawodzie priorytetem.
