
Prokuratura zleciła właśnie wykonanie ponownej identyfikacji ciała Lecha Kaczyńskiego. Mimo że nadzorowane przez Prokuraturę Wojskową badanie po katastrofie smoleńskiej było bardzo szczegółowe, teraz Prokuratura Krajowa podaje w wątpliwość, czy w trumnie rzeczywiście znajduje się ciało byłego prezydenta.
REKLAMA
Jak wynika z ustaleń "Gazety Wyborczej", pierwsza identyfikacja ciała Lecha Kaczyńskiego obejmowała aż 45 skierowanych do badania przez prokuraturę próbek. Całą procedurę nadzorowała wówczas strona polska, z szefem Naczelnej Prokuratury Wojskowej Krzysztofem Parulskim na czele. Inaczej niż pozostałe 95 ofiar katastrofy ciała polskiego, prezydenta nie przewieziono też do Moskwy, ale pozostawiono w Smoleńsku i tam dokonano potrzebnych badań identyfikacyjnych. Zakładano wówczas, że zostanie to zrobione jeszcze raz już na terenie naszego kraju, ale ostatecznie od tego planu odstąpiono.
– Nie było żadnych wątpliwości w kwestii identyfikacji zwłok prezydenta. Dokonał jej osobiście Jarosław Kaczyński w obecności kilku świadków – mówi dziś generał Parulski w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Prokuratura wojskowa aż do czasu odsunięcia jej od sprawy stała na jednoznacznym stanowisku, że nie ma żadnych wątpliwości co do tego, kto spoczywa w trumnie na Wawelu. Po przejęciu władzy w resorcie obrony przez Antoniego Macierewicza, wcześniejsze ustalenia prokuratury wojskowej w kwestii katastrofy smoleńskiej przestały mieć jednak jakiekolwiek znaczenie.
Tymczasem, mimo zdecydowanego sprzeciwu części rodzin, trwają ekshumacje pozostałych ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. Na początku stycznia prokuratura krajowa potwierdziła, że ciała Piotra Nurowskiego i Mariusza Handzlika zostały pochowane w niewłaściwych miejscach.
– Czas na badanie ciał był wtedy, tuż po katastrofie – mówił naTemat Paweł Deresz, mąż Jolanty Szymanek-Deresz, która zginęła pod Smoleńskiem. – Prokuratura popełniła wielki błąd, że tego nie zrobiła albo od razu w Moskwie, albo później w Warszawie. Był czas na to, aby przebadać i sprawdzić, kto się znajduje w jakiej trumnie. To prokuratura tego zaniedbała i teraz moim kosztem, kosztem mojej żony chce naprawiać swoje błędy – mówił Deresz sprzeciwiając się ekshumacjom, gdy tylko poznaliśmy nieoficjalne informacje o tym, że w grobie Piotra Nurowskiego spoczywała inna ofiara katastrofy smoleńskiej.
Źródło: wyborcza.pl
