
Bułgarska Partia Socjalistyczna chce zmieniać kraj, ale zmiany rozpoczęła od siebie. Działacze jednego z największych ugrupowań w Bułgarii postanowili, że jej posłowie mogą zasiadać w parlamencie przez maksymalnie trzy kadencje. Gdyby ktoś wpadł na taki pomysł na przykład w PiS-ie, partia zmieniłaby się nie do poznania.
A gdyby na taki pomysł wpadła polska partia? Na przykład Prawo i Sprawiedliwość? Zmiany byłyby diametralne. Trzy kadencje w Sejmie to dwanaście lat. Dla wielu Polaków to niewyobrażalnie długo, ale dla wielu posłów ledwie ulotna chwila na Wiejskiej.
Podobnie było jednak i w innych partiach. Przykładem jest Platforma Obywatelska, której przewodniczący Grzegorz Schetyna jest w Sejmie szóstą kadencję.
Takich zmian w polskim parlamencie nie ma co się jednak spodziewać, a na dodatek nasi politycy mają rozsądną wymówkę.
Mogę sobie w danej partii wyobrazić taki zwyczaj, ale gdyby jakiś członek, któremu zabroniłoby się kandydować na czwartą kadencję, podałby partię do sądu, miałby w cuglach wygraną. Takie obostrzenia na gruncie obecnej konstytucji są niemożliwe. Jest to możliwe w przypadku władzy wykonawczej, np. ograniczenia dotyczą prezydenta.
Oczywiście ktoś może powiedzieć, że Jarosław Kaczyński nie musiałby nawet być posłem, żeby sprawować realną władzę w Polsce.
Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl
