
Rozmontowali Trybunał Konstytucyjny, mają większość w Sejmie, próbują zdemolować sądownictwo. Prawo i Sprawiedliwość na drodze do całkowitej władzy nie bierze jeńców. Nie wszędzie jednak sięgają macki prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Bo kiedy władza podporządkowuje sobie parlament, prezydenta, media i sądy, odpór dają samorządy.
Dlatego do ataku na niepokornych (czyt. niezwiązanych z Prawem i Sprawiedliwością) samorządowców dobra jest każda okazja. Trudno nie odnieść wrażenia, że partia – choć oczywiście nikt tego nie nazywa w ten sposób – wychodzi z założenia, że reguły demokracji pozostawiają zbyt wiele przypadkowi. A wybory już za rok, więc system należy nagiąć już teraz.
PiS nie ma tej "dużej władzy" w samorządach. To, co jest niebezpieczne w tych pomysłach, to nie tylko ta centralizacja, ale i daleko idące upartyjnienie, co bardzo osłabia działalność społeczeństwa obywatelskiego w tych naszych małych ojczyznach.
I pomimo tych starań, PiS-owi w terenie zwyczajnie nie idzie.
Na niemal prywatną wojnę z PiS poszedł także prezydent Sopotu Jacek Karnowski. Jej ostatni akcent to walka o dziesięć sierot z Syrii, którymi miasto chciało się zaopiekować. Prezydent otrzymał odpowiedź odmowną i tak wybuchła dyskusja, która przetoczyła się przez Polskę w ostatnich dniach.
Warto dodać, że tak zdecydowana ofensywa polityczna polskich samorządowców przynosi im sławę i rozpoznawalność poza własnym ogródkiem.
– Nacisk na PiS w samorządach jest dość silny, to widać. To właśnie powoduje zatrzymanie reform w Warszawie i następnych również – mówi dr Anna Materska-Sosnowska z Uniwersytetu Warszawskiego.
Jak spektakularnie mogą protestować sędziowie? Piękny apel pani prezes (Sądu Najwyższego, prof. Małgorzaty Gersdorf – red.) czy wypowiedzi prof. Strzembosza (byłego wiceministra, prezesa SN i przewodniczącego Trybunału Stanu – red.), to trafia do wąskiej grupy.
Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl
