Kilka rad jak żyć w czasach PiS-u. Psychoterapeuta Jacek Santorski daje trudną lekcję sfrustrowanym poczynaniami "mróweczek" prezesa.
Kilka rad jak żyć w czasach PiS-u. Psychoterapeuta Jacek Santorski daje trudną lekcję sfrustrowanym poczynaniami "mróweczek" prezesa. Fot. screen/newsweek

Tego jeszcze nie było. Piotr Najsztub poszedł do psychologa i psychoterapeuty Jacka Santorskiego w imieniu zrozpaczonych i przestraszonych nową władzą, których aż skręcają "Wiadomości" TVP. Słowa psychoterapeuty dla sfrustrowanych zaskakują. – Żyjemy w świecie, w którym prawda walnęła nas w pysk. Jeżeli byliśmy zaczarowani, to teraz trzeba przeżyć rozczarowanie. I powiedzieć sobie: „To, co przeżywam, jest właściwe” – mówi Santorski.

REKLAMA
W najnowszym wydaniu "Newsweeka" Jacek Santorski szczerze przyznaje, że już w 2011 roku przewidywał, iż Jarosław Kaczyński będzie miał "hipnotyczny wpływ" na przynajmniej połowę Polaków. – Dlatego wiedząc od kilku lat, co się stanie, nie czuję się dziś szczęśliwy, ale też nie jestem załamany. I na wojnę pójdę wtedy, kiedy będzie trzeba, nie wystrzelam się wcześniej – przekonuje Santorski w rozmowie z Piotrem Najsztubem.
Nie tylko przewidywał, że prezes Prawa i Sprawiedliwości urzeknie duża część Polaków, to jeszcze nie widział przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu żadnej „kontrnarracji”. Ten znany w kręgach biznesu psycholog jednak przeżywa swój dramat, małą klęskę. Przez dwa lata w radzie premiera Tuska nie mógł przebić się ze swoim pomysłem. – Jak przywiozłem specjalistę od narracji, to usłyszałem od innych doradców, że "nie będziemy ludziom opowiadali bajek” - wyznaje w wywiadzie.
Obecne ruchy sfrustrowanych wychodzących na ulice na niewiele się zdają, bowiem, aby ich bunt przerodził się konstruktywną zmianę potrzebni są liderzy. I tu Santorski podkreśla, niestety spotyka nas kolejne rozczarowanie. – Ten "na białym koniu" nie przyjeżdża z Brukseli, a obecni się pogubili. Okazało się, że jeden nie umie zarządzać rozliczeniami i fakturami, drugi nie umie zarządzać swoim libido, a trzeci podważa liderowanie dwóch poprzednich – podsumowuje.
Co gorsza politycy opozycji, zajęci są liczeniem słupków poparcia, co w obecnej sytuacji nie jest najważniejsze. Tymczasem co robią ich przeciwnicy: – Rozmontowują bezpieczniki demokracji, "zapierdalają" od lat. Są pracowici jak mróweczki, plany mają gotowe od 2014 roku. Już wtedy prezes je ogłosił!
Dla osób przeżywających obecnie frustracje z powodu zmiany rządów psychoterapeuta nie zostawia złudzeń. Zabrakło im realizmu w przewidywaniu i ocenie. Dalej "czarowali" się bliskim załamaniem gospodarczym, walką wewnętrzną obozu władzy, milionami na ulicach. Teraz dostali prawdą po twarzy, co określa samoświadomość. Dzięki temu można lepiej działać.
Dlatego Jacek Santorski zaleca wszystkim stoicyzm. Podaje przykład zza Oceanu - jednego z oficerów, który przeżył piekło obozu w Wietnamie. Wyrósł na bohatera narodowego, a jak przetrwał? – Zamiast uprawiać tyranię albo-albo, polegającą na tym, że albo jestem optymistą, albo realistą, czyli pesymistą, trzeba rozwijać magię "i'. Czyli "i realizm do bólu, i wiara" – przekonuje znany psychoterapeuta.
Cała rozmowa do przeczytania w najnowszym "Newsweeku".

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl