
Bartłomiej Misiewicz zniknął z publicznego "obiegu" po informacjach, że pojechał do Białegostoku służbowym BMW w asyście żandarma. Jak ustalił wczoraj reporter RMF24.pl, rzecznik Antoniego Macierewicza, wciąż przebywa na wolnym, odbiera nadgodziny.
REKLAMA
Każdemu etatowemu pracownikowi przysługuje 20 dni urlopu, chyba, że przepracował 10 lat wówczas ma 6 dni dodatkowych wolnych od pracy. Bartłomiej Misiewicz swoje stanowisko w MON piastuje od kilkunastu miesięcy. Powinien już wrócić z urlopu. Tymczasem wciąż nie ma go w pracy. Teraz, jak ustaliło RMF, odbiera nadgodziny. Ile dokładnie, niestety, nie udało się ustalić. Zważywszy na szereg obowiązków rzecznika MON, o których pisaliśmy, będzie tego sporo.
Wielokrotnie też informowaliśmy o niezwykłym zaufaniu, jakim Antoni Macierewicz obdarzył młodego Bartłomieja Misiewicza. Bronił go, gdy pojawiły się informacje o prywatnej eskapadzie rzecznika do Białegostoku. Szef MON powiadomił prokuraturę o podejrzanych działaniach wobec rzecznika.
"Fakt" zapytał Bartłomieja Misiewicza, kiedy wybiera się do pracy. – Aż wrócę – usłyszeli w odpowiedzi. To kolejne długie znikniecie rzecznika. Wcześniej Misiewicz poszedł na urlop, gdy jak ujawnił "Newsweek", składać miał korupcyjne propozycje radnym opozycji z Bełchatowa. "Fakt" dobitnie komentuje: "MON dla Misiewicza łamie prawo".
Źródło: RMF24.pl
Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl
