
Pamiętasz narastającą złość, kiedy jako dziecko mówiłaś głośno "nie chcę!", a babcia kiwała głową z dezaprobatą, powtarzając: "nie denerwuj się tak złotko, bo złość piękności szkodzi!"? A to przejmujące poczucie winy, kiedy wmawiano ci, że "mama przez ciebie płacze"? Pewnie w pamięci nosisz też bolesne porównania do siostry czy groźby, że jeśli będziesz taką jędzą, to na pewno żaden chłopak nie będzie cię chciał...? Jeśli tak, zapewne uważasz, że girl power to mit. Przeczytaj, a dowiesz się, skąd u ciebie te krzywdzące przekonania.
1. Jeśli będziesz TAKA, nikt cię nie zechce, czyli lekcja budowania kompleksów
To zdanie to brat bliźniak obecnego w niemal każdym domu: "Jak nie będziesz się uczyć, skończysz, zamiatając ulice!". No cóż, jak widać, choć nie zawsze mogłyśmy pochwalić się świadectwem z paskiem, "jakoś" udało się uniknąć etatu konserwatorki powierzchni płaskich. Na przytoczoną mroczną wizję naszej kariery zawodowej reagowałyśmy zazwyczaj, przewracając oczami i symulując naukę, zasłaniając się książką, pod którą chowałyśmy najnowszy numer "Bravo Girl". Jednak gdy przyszło nam zmierzyć się z groźbą, że jeśli nadal nie będziemy sprzątać swojego pokoju, zostaniemy same jak palec, otoczone kotami, słuchając smutnych piosenek, brakło nam przebojowości i pewności siebie. Niestety – grożenie samotnością, jako motywacją do zrzucenia kilku kilogramów lub regularnego porządkowania swoich rzeczy kończy się coraz cięższym bagażem kompleksów.
Mieczysław Jaskulski
Laboratorium Psychoedukacji
Oto wytłumaczenie, dlaczego groźby o zamiataniu ulic nie bolały nigdy tak bardzo, jak grożenie palcem, że leniwe, rozkapryszone i marudne, zostaniemy same. Zostałyśmy same już wtedy, pozbawione złudzeń, że jeśli będziemy sobą, będziemy wartościowe. Nawet jeżeli rodzice kochali nas całym sercem, a powtarzając to okrutne zdanie wierzyli, że robią nam przysługę, miałyśmy prawo wątpić w ich dobre intencje, bo usłyszałyśmy, że takie jakie jesteśmy, jesteśmy dla nich niewystarczające.
Konsekwencją takiego przekazu jest również utrwalenie stereotypów, np. że mężczyźni wolą kobiety szczupłe i zaradne. A jak wiadomo, każdy mężczyzna ma swoje upodobania, niezależnie od trendów. Na szczęście ze stereotypami można walczyć na poziomie myśli, przekonań i zdobywania wiedzy o świecie wraz z biegiem czasu i dojrzewaniem, więc nie jest to najgorsze następstwo takich zachowań rodziców.
Pod wpływem tego typu komunikatów przetasowujemy priorytety – skoro tylko kobiety pracowite są godne uwagi, to znaczy, że praca jest numerem jeden. Nie nasze samopoczucie, lecz obowiązki. Czy to recepta na szczęście? Na pewno nie.
mieczysław jaskulski
Laboratorium Psychoedukacji
W ten sposób odgradzamy się od siebie samych, przestajemy siebie lubić. A to pierwszy silny kopniak w budowanie poczucia kobiecości. Lęk przed samotnością, który odczuwamy jako dorosłe kobiety to tak naprawdę obawa, że potwierdzi się groźba z dzieciństwa – przepowiednia, że nie jesteśmy wiele warte.
2. Nie możesz być taka jak twoja siostra? - czyli lekcja poniżania
Porównywanie się do innych jest zupełnie naturalnym i nietoksycznym, a czasem nawet bardzo inspirującym elementem naszego myślenia o sobie – pod warunkiem, że mamy mocne fundamenty zwane samooceną. Jeśli zaś porównywanie się z innymi kojarzy ci się wyłącznie z nieracjonalnym poczuciem bycia gorszą, najprawdopodobniej nieraz usłyszałaś w dzieciństwie bolesne: "nie możesz być taka jak inni?"
Najczęściej spotykana wersja porównania z poniżeniem, przytaczana jako kultowy tekst matek, to gdy zachwycone dzieliłyśmy się informacją o czwórce z polskiego, słyszałyśmy: "a co dostała Dorotka? Ojej, piątkę... No widzisz, mogłaś się postarać". Niestety – poczucie niedocenienia, podcięcie skrzydeł czy przekucie sukcesu w porażkę to eufemizmy wobec tego, co wówczas działo się w naszych głowach naprawdę...
mieczysław jaskulski
Laboratorium Psychoedukacji
Zatem poddawanie w wątpliwość swojej wartości w zależności od tego, ile sukcesów, a ile porażek mamy na koncie względem innych, to nawyk bardzo wyniszczający, przez który nigdy ani przez moment nie poczujemy się zwyciężczyniami. Porównywanie ze wskazaniem, kto jest lepszy, a kto słabszy, którego doświadczamy w dzieciństwie, skutkuje tylko tym, że czujemy się słabsze, brakuje nam wiary we własne możliwości. Co z tego, że doskonale będzie nam wychodziło stawianie sobie wysoko poprzeczki, skoro nawet jeśli ją przeskoczymy, nie poczujemy satysfakcji?
mieczysław jaskulski
Laboratorium Psychoedukacji
Jakiś czas temu w sieci krążył mem, który głosił: "Cokolwiek robisz dobrze, pamiętaj, że w Chinach jest milion dzieci, które robią to lepiej". To gorzkie słowa tylko na pozór. Pokazują one bowiem, że porównywanie się z innymi obiektywnie nie bardzo ma sens. Zawsze znajdzie się ktoś gorszy i ktoś lepszy od nas. Czy to o czymkolwiek świadczy? Z pewnością nie. Wyznacznikiem naszych sukcesów powinno być nasze samopoczucie. Jeśli czujemy się spełnione i szczęśliwe, jakim prawem ktoś miałby kwestionować naszą wartość?
3. Mama przez ciebie płacze, czyli lekcja współuzależnienia
Scena z popularnego filmu "Amelia", celowo przerysowana, pokazuje ten schemat jak na dłoni – mała Amelka dostaje aparat fotograficzny od rodziców i zaczyna fotografować otaczający ją świat. Wtedy złośliwy sąsiad, by ją przestraszyć, wmawia jej, że za każdym razem gdy ona naciska spust migawki, gdzieś na drugim końcu świata dzieje się tragedia. Kiedy przerażona dziewczynka przełącza kanały w telewizji i na każdym widzi czyjś pogrzeb, pożar lub wypadek samolotowy, jest przekonana, że całe zło na świecie to jej wina. Filmowa bohaterka szczęśliwie orientuje się, że sąsiad zechciał ją oszukać i postanawia się dotkliwie zemścić. Jednak jeśli my jako dorastające kobiety dostawałyśmy po głowie komunikatami z serii "twoja wina" regularnie od własnych rodziców, raczej nie miałyśmy szans, by się w porę z nich otrząsnąć.
To zdanie słyszałyśmy setki razy w różnych wersjach, również popularnej: "Wpędzisz mnie do grobu". Prawda jest taka, że nikt z nas nie płacze z czyjegoś powodu, zawsze płaczemy z własnego – z powodu naszych uczuć, jakie wywołuje w nas czyjeś zachowanie. Zatem nasz stan, w jakim się znajdujemy, jest tylko i wyłącznie naszą sprawą, mieszanie do tego innych jest zrzucaniem odpowiedzialności za własne samopoczucie, którego sami nie potrafimy udźwignąć.
A dziewczynki dźwigają bardziej, bo prócz tego, że słyszą i widzą, do jakiego stanu potrafią doprowadzić swoją matkę czy ojca, to jeszcze dokłada się im szowinistyczne: "bądź mądrzejsza, jesteś dziewczynką". Taki mix to mieszanka wybuchowa, która owocuje nadodpowiedzialnością, wiecznymi wyrzutami sumienia oraz przekonaniem, że możemy mieć wpływ na to, na co realnie nie mamy żadnego wpływu.
Mieczysław Jaskulski
Laboratorium Psychoedukacji
Stąd tyle związków, które kończą się, bo ona "zagłaskała go na śmierć", stąd przekonanie, że mężczyźni wolą zołzy i w końcu stąd tyle nieszczęśliwych kobiet, których życiową rolę porównać można do roli worka treningowego, przede wszystkim w sensie emocjonalnym...
4. Złość piękności szkodzi, czyli lekcja ignorowania własnego potencjału
Znacie jakąś zamkniętą w sobie góralkę? Taką, która nie potrafi krzyknąć, która wstydzi się głośno śpiewać i boi się tupnąć nogą, jak ktoś ją zdenerwuje? Daje głowę, że nie. A znacie kogoś, kto góralek nie lubi i nie podziwia? No właśnie... Nic dziwnego – w tamtych stronach uroda nie stoi ponad temperamentem i tym, co faktycznie ma się do powiedzenia. A przynajmniej nie było tak przez wiele pokoleń i za to kochamy kobiety z gór – za siłę, która od nich bije, za szczerość i... za odpowiednio wyrażaną złość.
Barbara Wojewódzka
specjalistka psychoterapii uzależnień
To, co tracimy razem z umiejętnością wyrażania złości, to jedno. Ale jest coś jeszcze – poczucie bycia mniej ważną, sprowadzoną do poziomu ślicznej, bezbarwnej lalki, która pod wpływem zdania "złość piękności szkodzi" traci grunt pod nogami i przekonanie, że jej zdanie, obecność i to, co czuje, w ogóle dla kogokolwiek się liczy. Nawet jeśli usłyszymy to okrutne porzekadło w wieku, w którym wiemy już, że uroda nie ma tu nic do rzeczy, to cios w naszą kobiecość został zadany – traktują nas z pogardą, więc być może, aby być traktowaną poważnie, rzeczywiście nie opłaca się złościć...?
5. Jesteś najlepsza, czyli lekcja chorych ambicji
Sporo już było o poczuciu bycia gorszym, o narastających kompleksach i braku wiary w siebie. Pora na kolejny filar kobiecej siły, który niebezpiecznie chwieje się pod wpływem toksycznego zdania powtarzanego przez naszych rodziców. "Jesteś najlepsza", czyli najgorszy komplement, który możemy podarować dorastającej dziewczynie.
mieczysław jaskulski
Laboratorium Psychoedukacji
Dlatego to normalność jest bardziej w cenie niż wyjątkowość. Przekonanie, że jest odwrotnie, nie tylko wbija nas w kompleksy, ale również powoduje, że nie potrafimy doceniać tego, co mamy, ani dostrzegać swoich sukcesów. Tymczasem dziś wciąż wydaje nam się, że najgorsze, co może nam się w życiu przytrafić, to przeciętność. Prawda jest taka, że wszystkie jesteśmy i przeciętne, i wyjątkowe zarazem – wszystko zależy od punktu widzenia. A najważniejszy jest nasz własny.
mieczysław jaskulski
Laboratorium Psychoedukacji
6. Nie masz powodu, by płakać, czyli lekcja bycia nikim
Efekt podobny, co w przypadku straszenia dziewczynek, że złość piękności szkodzi, jednak na szerszą skalę. Sprowadzanie uczuć do obiektywnych ram i kategorii jest błędem popełnianym przez wielu rodziców, który skutkuje po prostu oddaleniem się od siebie samego. Skoro rodzic mówi "nie masz powodu, by płakać", a ty czujesz, że masz, nie kwestionujesz JEGO opinii, lecz – niestety – WŁASNĄ, bo to on jest wyrocznią w sprawie rzeczywistości. Zaczynasz wątpić w swoją intuicję, w to, co podpowiada ci serce, tracisz zaufanie do samej siebie.
mieczysław jaskulski
Laboratorium Psychoedukacji
Przez tego typu zachowania rodziców zaczynamy też oceniać swoje uczucia, a na ich podstawie siebie. Jeśli "to nie jest powód do płaczu", a mi chce się płakać, tzn. że jestem mazgajem. W dorosłym życiu będzie to prowadziło do głębokiej niechęci i braku szacunku do samej siebie oraz nadmiernego krytycyzmu, czyli kolejnej zmory współczesnych kobiet.
7. Mam nadzieje, że twoje dzieci będą dla ciebie takie same, jak ty jesteś dla mnie! - czyli lekcja obciążającego macierzyństwa
Na koniec szybki sposób na potwierdzenie medialnego przekazu, że rodzenie dzieci to koszmar, a ich wychowywanie to niewolnictwo. To zdanie, choć można je interpretować różnie, słyszałyśmy raczej w formie groźby, że kiedy zostaniemy matkami, dostaniemy od życia w kość, i sugestii, że jesteśmy naprawdę nie do zniesienia. Tak formułowane obelgi (bo inaczej nie da się tego nazwać) w kierunku dziecka skutkować będą tym, co pozostałe przedstawione wyżej zdania – mówiąc najogólniej, refleksją, że jesteśmy do niczego. Jednak jest w tym wszystkim również przekaz mniej zawoalowany, a rzadziej dostrzegany. Mianowicie stwierdzenie, że bycie matką to droga przez mękę. A my, jako że nie nadajemy się do niczego, z pewnością nie sprawdzimy się w tej roli.
mieczysław jaskulski
Laboratorium Psychoedukacji
To proste – jeśli nasze dzieciństwo interpretowane było przez naszych rodziców jak koszmar (nawet chwilowo, w nerwach, czemu dawali upust w tym jednym "niewinnym zdaniu"), z pewnością trudno nam będzie żyć z przekonaniem, że możliwości, jakie otwiera przed nami życie (m.in. zajście w ciążę), to skarb, z którego dobrodziejstw możemy skorzystać. Wręcz przeciwnie – będziemy dopatrywać się przeszkód, a życie traktować jak bieg przez płotki.
Napisz do autorki: ewa.bukowiecka-janik@natemat.pl
