
Fakt, że Donald Tusk pozostaje szefem Radzie Europejskiej, wciąż boli Beatę Szydło. W wywiadzie dla "wSieci" twierdzi jednak, że nie czuje przegranej, raczej dumę. Swojego poprzednika nazywa osobą dążącą do obalenia rządu.
REKLAMA
Rozmowa Jacka i Michała Karnowskich z Beatą Szydło, która w całości ukaże się w poniedziałek, nosi tytuł "Cicho siedzieć nie będziemy". Premier komentuje w niej m.in. reelekcję Donalda Tuska na przewodniczącego RE. – Nie było to łatwe doświadczenie. Wiedziałam, że spoczywa na mnie ogromna odpowiedzialność polityczna – mówi dziennikarzom. – Nie mogliśmy poprzeć człowieka, który chciał obalić nasz rząd. To byłoby wywieszenie białej flagi – stwierdza Szydło.
Z punktu widzenia premier, wybór Jacka Saryusza-Wolskiego uwiarygodnił partię rządzącą. – Nie przegraliśmy. To była potyczka, która przyniesie nam za jakiś czas dobre rezultaty – zauważa w wywiadzie. – I nie będzie to bardzo długi czas – wieszczy. Dalej przekonuje, że dodaliśmy sobie tym prestiżu "jako ci, którzy potrafią twardo bronić swoich racji".
Twarda obrona "swoich racji" do teraz odbija się czkawką. Na odbywającym się w Rzymie unijnym szczycie Szydło była widoczna tylko dzięki jaskrawemu kolorowi żakietu. Premier podczas podpisania Deklaracji Rzymskiej, chwilę trzymała w niepewności przywódców UE, którzy nie byli do końca przekonani, czy Szydło złoży podpis na dokumencie.
źródło: wSieci.pl
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
