Prezydent Legionowa Roman Smogorzewski rządzi miastem od 15 lat
Prezydent Legionowa Roman Smogorzewski rządzi miastem od 15 lat Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Jest tak dobrym włodarzem miasta - takim którego pracę większość mieszkańców ceni i szanuje? A może tak wytrawnym politykiem - takim, który zbudował sobie pozycję nieomal na miarę władcy absolutnego? W tym wypadku jest też trzecia możliwość, że tylko pomógł w zamanifestowaniu "głosu ludu" i utarł przy okazji nosa posłowi PiS Jackowi Sasinowi z Ząbek, autorowi pomysłu z "wielką Warszawą".

REKLAMA
To prezydent Legionowa stoi za referendum, w którym "nie" dla przyłączenia tej gminy do Warszawy powiedziało ponad 90 proc. głosujących i to m.in w takich jak on ma być wymierzony pomysł wprowadzenia dwukadencyjności w samorządach. Kim jest Roman Smogorzewski, który rządzi miastem od 15 lat (4 kadencje) i wygrywa tam wybory uzyskując ponad 70 proc. poparcie?
Na ikonę walki z pomysłem metropolii warszawskiej raczej się nie nadaje, bo władzę w mieście sprawuje od 15 lat; zaliczył po drodze wiele partii politycznych: od Porozumienia Centrum przez AWS po Platformę Obywatelską. Na dodatek jest bardzo majętny i rządzi relatywnie zamożną gminą, a więc jest też wygodnym celem ataku dla PiS.
Ostatnie wybory na prezydenta miasta Smogorzewski wygrał w pierwszej turze z imponującym wynikiem 73,08 proc. (jego główny konkurent uzyskał - 26,9 proc.). I był to jeden z polskich samorządowych rekordów. Więcej, nie przymierzając i zachowując odpowiednie proporcje, uzyskują już chyba tylko politycy tej miary co Putin, Łukaszenka, czy Nursułtan Nazarbajew, prezydent Kazachstanu . Ale samorządy rządzą się swoimi prawami, a wybory prezydenckie na szczeblu krajowym swoimi.
Rekordowe wyniki w Legionowie
Rekordowa frekwencja i rekordowy wynik głosowania przeciwko "wielkiej Warszawie" w Legionowie nie są więc raczej przypadkowe. Polityczni wyjadacze wiedzą, że na taki wynik pracuje armia ludzi w terenie. Także frekwencja w referendum była wysoka jak na polskie standardy, nie tylko samorządowe ale i krajowe.
Na pytanie "Czy jest Pan/Pani za tym, żeby m. st. Warszawa jako metropolitalna jednostka samorządu terytorialnego, objęła Gminę Miejską Legionowo?", dokładnie 17 793 mieszkańców (94,27 proc.) odpowiedziało "nie". Frekwencja wyniosła ponad 46 proc.
– Mam nadzieję, że się uda, choć widzę, że nie jest dobrze - mówił asekuracyjnie jeszcze na kilka dni przed referendum prezydent Legionowa. Aby głosowanie było wiążące, do urn musiało pójść 30 proc. uprawnionych, czyli około 12 tysięcy osób.
Skąd taka ostrożność? – Wojewoda mazowiecki czekał z ogłoszeniem decyzji (w sprawie tego czy referendum się odbędzie – red.) do ostatniej chwili. Przez co my również musieliśmy wstrzymać się z wydatkami. W efekcie dostaliśmy tylko niecałe dwa tygodnie na kampanię informacyjną – powtarzał prezydent Legionowa w mediach.
Na wysoką frekwencję w Legionowie pracował jednak także warszawski ratusz, bo tajemnicą poliszynela jest, że PiS forsując swój pomysł metropolii chce odbić z rąk Platformy fotel prezydenta stolicy.
Wszystkie ręce na pokład
I choć Hanna Gronkiewicz-Waltz uwikłana nie tylko w problemy reprywatyzacyjne zapowiedziała, że nie będzie kandydować w przyszłych wyborach, to politykom PO zależy żeby utrzymać prezydenturę w mieście. Nic dziwnego,  że przed referendum do Legionowa na spotkania z wyborcami przyjeżdżał choćby wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski. W kampanię angażowali się także inni politycy opozycji.
W ramach kampanii informacyjnej gmina organizowała serie spotkań z mieszkańcami, podczas których włodarze opowiadali o skutkach, jakie niesie za sobą wprowadzenie "mega-Warszawy". Pytali też o obawy i wątpliwości płynące od lokalnej społeczności. - Przerażające jest dla mnie przekonanie, które ma część mieszkańców, że PiS i tak zrobi co chce. Nie będzie słuchało się Legionowa – mówił prezydent Smogorzewski w jednym z wywiadów.
Sam przyznawał więc, że wygrana opozycji w referendum w Legionowie będzie co najwyżej pyrrusowym zwycięstwem. Tym bardziej, że w ostatnich wyborach parlamentarnych PiS zwyciężyło w niemal wszystkich ościennych gminach (które teraz chce przyłączyć do Warszawy). Wyłamało się jedynie opisywane Legionowo i Podkowa Leśna.
Smogorzewski przekonywał, że Legionowo po włączeniu do Warszawy straci nie tylko swoją niezależność. Straci też pieniądze, bo będzie musiało dokładać się do wielkiego "superpowiatu" i więcej środków przekazywać na tzw. janosikowe. – Ta ustawa ma jeden cel. Dołożenie do Warszawy pisowskiego elektoratu, który pomoże wybrać dla PiS prezydenta Warszawy – oceniał.
Jego zdaniem, nowa metropolia będzie bardzo bogata, bo gminy blisko Warszawy są bardzo bogate, ale w ramach powiatu są też biedne gminy krańcowe, na które szło spore janosikowe.
– Czy ktoś policzył, jak gigantyczne "janosikowe" stracą te gminy? Przecież tu nie zostanie ani złotówka, bo poziom zamożności najbogatszych podwarszawskich gmin wzrośnie jeszcze bardziej, za to z powiatu warszawskiego będzie odsysane jeszcze wyższe janosikowe – mówił Smogorzewski w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”.
Według niego, pomysł PiS, to zamach na władzę w stolicy kosztem tysięcy mieszkańców, którzy "jak w przypadku Legionowa wyprowadzili się z Warszawy aby właśnie uciec od tej wielkomiejskości".
Zaczynał w Porozumieniu Centrum
Jak w ogóle doszło do referendum w Legionowie? Z inicjatywą jego przeprowadzenia wyszli tamtejsi radni. Uchwałę w tej sprawie przyjęli podczas sesji 8 lutego, zdecydowaną większością głosów. "Za" opowiedziało się aż 21 przedstawicieli (w 22-osobowej radzie). Przeciwko był jedynie Andrzej Kalinowski reprezentujący Prawo i Sprawiedliwość.
Ale wróćmy do Smogorzewskiego. Jego błyskotliwa kariera samorządowa jak w soczewce pokazuje meandry polskiej polityki. Prezydentem Legionowa jest od czterech kadencji. Na początku lat 90 był dyrektorem biura poselskiego posła Andrzeja Smirnowa- współzałożyciela Porozumienia Centrum, byłego posła m.in PO a obecnie …posła PiS.
Prezydent Smogorzewski twierdzi, że wprowadzenie dwukadencyjności co zakłada PiS jest dość prawdopodobne. – Jeżeli będzie taka możliwość prawna to będę kandydował, ale obawiam się, że zostanie wprowadzony zakaz, który obejmie także mnie" - napisał niedawno w oświadczeniu przesłanym do gazety.pl. Jego zdaniem, minusem dwukadencyjności jest "ograniczenie mieszkańcom wolności wyboru", a plusem - "przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu i zmęczeniu funkcją".
Na początku lat 90 Smogorzewski działał w Porozumieniu Centrum, pierwszej partii braci Kaczyńskich. Warto przypomnieć, że "zakon PC” to dzisiaj najsilniejsza i najbardziej lojalna wobec prezesa frakcja w Prawie i Sprawiedliwości. Potem należał do AWS, Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego, a od wielu lat zasiada we władzach PO na Mazowszu.
W 2001 poparł powstanie Platformy, ale po kilku miesiącach i założył lokalne Stowarzyszenie "Platforma Samorządowa” uciekając na szczeblu samorządowym od szyldu partyjnego. Członkiem Platformy jest od 2009 roku.
Zanim został prezydentem Legionowa przeszedł wiele samorządowych szczebli kariery: od radnego miejskiego i powiatowego przez wicestarostę i starostę. W maju 2002 został przez radę miasta powołany na prezydenta Legionowa.
Smogorzewski ma 45 lat. Urodził się w Żyrardowie. Ukończył studia na Wydziale Historycznym UW oraz studium prawno-samorządowe PAN. Pracę zawodową rozpoczynał od własnej działalności gospodarczej. Za rządów PO został odznaczony medalem za zasługi dla policji, co w takim mieście jak Legionowo ma niebagatelne znaczenie.
Bo Legionowo kojarzy się oczywiście ze szkołą policyjną, a wcześniej milicyjną i co za tym idzie silny jest tam "elektorat mundurowy". Stąd starcie na Twitterze posła PO Jana Grabca i posłanki PiS Joanny Lichockiej, o którym pisaliśmy tutaj. W tym mieście urodził się także i mieszka obecny szef MSWiA Mariusz Błaszczak.
O zamożności Smogorzewskiego krążą legendy. Ma dom oraz kilka działek wartych miliony złotych. Lokalne media pytały m.in. o posiadane przez niego atrakcyjne nieruchomości w centrum miasta, nabywane podobno po kosztach ich budowy. Niejasnościami w jego oświadczeniach majątkowych zajmowała się warszawska prokuratura.

"Afera zegarkowa"
Głośna była także "afera zegarkowa". Jak donosiły lokalne media prezydent nie pamiętał, gdzie kupił drogi zegarek – którego nie wpisał do oświadczenia majątkowego – w Moskwie czy może w Pekinie? Nie wziął też na niego rachunku. Zegarka nie mógł zbadać rzeczoznawca – a na dodatek nieszczęśliwie uległ zniszczeniu.
Zegarkiem prezydenta zainteresował się Łukasz Adamski, mieszkaniec Legionowa. Akurat w mediach głośno było o zegarku innego polityka, ministra Sławomira Nowaka, i o tym, że nie wpisał drogiego czasomierza do oświadczenia majątkowego.
Chodziło o zegarek Omega 41 mm Seamaster 300m z tzw. wychwytem. Cena w sklepach to 13-15 tys. zł. W oświadczeniu majątkowym powinny znaleźć się m.in. wszystkie ruchomości o wartości powyżej 10 tys. zł. Niedopełnienie tego obowiązku to przestępstwo.
Jednak prokuratura uwolniła samorządowca od zarzutu złożenia fałszywego oświadczenia majątkowego (podobnie jak Nowaka), w którym zegarka nie wymienił. Śledczy ustalili, że prezydent nie popełnił przestępstwa. Mógł bowiem kupić zegarek za cenę poniżej 10 tys. zł, a Smogorzewski tak się właśnie bronił.

Napisz do autora: jaroslaw.karpinski@natemat.pl