Nawet rządzący dostrzegli, że coś jest nie tak z rozbijaniem się limuzynami na sygnałach. "To pewnie nie jest potrzebne"

Wicemarszałek Senatu Adam Bielan krytykuje niektórych polityków podróżujących limuzynami na sygnałach.
Wicemarszałek Senatu Adam Bielan krytykuje niektórych polityków podróżujących limuzynami na sygnałach. Fot. Andrzej Michalik/ Agencja Gazeta
Nawet w obozie rządzącym dostrzegli już chyba, że coś jest nie tak z ilością kontrowersyjnych zdarzeń drogowych z udziałem ich kolegów... – Szliśmy do władzy jako ugrupowanie, które miało z pokorą przyjmować opinię wyborców i z całą pewnością, rozmaite kwestie związane z tymi stłuczkami nam nie pomogą – oznajmił na antenie "Trójki" wicemarszałek Senatu Adam Bielan. Co więcej, skrytykował niektórych polityków, którzy korzystają z przejazdów na sygnałach.


– Trzeba rozróżniać te rozmaite wypadki drogowe. Mówił też o tym Jarosław Kaczyński – stwierdził Adam Bielan. W wywiadzie udzielonym "Trójce" tłumaczył, iż "czymś innym jest pęknięta opona w aucie prezydenta i wypadek z udziałem Pani Premier, a czymś innym jest nadużywanie limuzyn". – Szczególnie na sygnałach dźwiękowych przez wiceministra. To pewnie nie jest potrzebne, żeby wiceminister jechał na sygnale dźwiękowym – podkreślił wicemarszałek Senatu. W ten sposób Adam Bielan zdaje się dołączać do grona tych, którzy Zjednoczonej Prawicy większe problemy wróżą w związku z ostatnią kontrowersyjną kolizją z udziałem wiceszefa MON Bartosza Kownackiego niż z wcześniejszymi wypadkami Beaty Szydło, Antoniego Macierewicza i Andrzeja Dudy.

Jak informowaliśmy w naTemat, do zdarzenia z udziałem wiceministra obrony doszło w minioną środę na warszawskim Powiślu, na Wisłostradzie przy skrzyżowaniu z ulicą Ludną. Rządowa limuzyna marki BMW zderzyła się tam z samochodem osobowym marki volvo. I wydawało się, że to będzie najmniej kłopotliwe ze zdarzeń drogowych, których uczestnikami w ostatnim czasie byli politycy Prawa i Sprawiedliwości. Uszkodzenia należącego do państwa auta nie były zbyt duże. Szybko rozwiązano też kwestię odpowiedzialności za kolizję. Mandatem ukarany został szofer Kownackiego.

W czwartek ujawniono jednak inne tło tej sprawy i rozpętała się dyskusja o tym, iż przepisy o ruchu drogowym w ograniczonym zakresie obowiązują tylko pojazd uprzywilejowany w sytuacji ratowania życia, zdrowia lub bezpieczeństwa, przejazdu kolumny lub zapewnienia bezpieczeństwa osobom objętym ochroną. Tymczasem w minioną środę nikt nie ratował Bartosza Kownackiego, ani zastępca Antoniego Macierewicza nie mknął nikomu na pomoc. Limuzyna nie jechała też w kolumnie. Co więcej, wiceminister nie jest na liście osób chronionych przez Żandarmerię Wojskową.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu