
10 osób zabitych, 47 rannych. To bilans zamachu terrorystycznego, który w poniedziałkowe popołudnie wstrząsnął nie tylko Petersburgiem, ale całą Rosją. Bomba wybuchła między dwoma stacjami metra. I choć Władimir Putin przyznaje, że jeszcze nie wiadomo co się dokładnie wydarzyło, o komentarz prosimy dr Łukasza Jasinę z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Jest pan zszokowany, że doszło do zamachu terrorystycznego w Rosji?
Do tego, że w Rosji dochodzi do zamachów można się niestety przyzwyczaić. Tym, co szokuje są ofiary śmiertelne i miejsce ataku: Petersburg. Jak dotąd do zamachów dochodziło zazwyczaj w Moskwie lub na Północnym Kaukazie. Z tego powodu wybuch w Petersburgu jest podwójnym szokiem. Poza tym pamiętajmy, że trwa tam właśnie spotkanie Putina i Łukaszenki.
Pojawiają się też głosy, że wydarzenia w Petersburgu dadzą Putinowi pretekst do zaostrzenia polityki bezpieczeństwa, czyli de facto walki z opozycją.
Każdy zamach terrorystyczny w Rosji jest takim pretekstem. Rzeczywiście atak w Petersburgu nastąpił kilka dni po antykorupcyjnych manifestacjach Aleksieja Nawalnego, ale nie zaszkodzi mu bezpośrednio. Wpływ będzie pośredni: zmieni temat z korupcji, trawiącej Rosję, na terroryzm. I w ten sposób odciągnie uwagę od działań opozycji.
Ile osób rocznie ginie w zamachach terrorystycznych w Rosji?
Brakuje aktualnych danych, ale w 2013 r. było to ok. 40 osób.
Kim zwykle są terroryści?
Zazwyczaj to osoby, które dokonują zamachów z powodu polityki Rosji wobec muzułmanów. W Czeczenii i ogólnie na Kaukazie istnieje duża i radykalna społeczność muzułmańska. Rosja jest też na celowniku terrorystów z powodu prowadzenia wojny w Syrii z Państwem Islamskim.
Jak się nazywają ugrupowania terrorystyczne, które atakują Rosję?
To lokalne, niezależne grupy, pozbawione nazw. Powołują się na związki z Państwem Islamskim.
Czy atak w Petersburgu wpłynie na wzrost nastrojów antymuzułmańskich w Rosji?
One i tak są już silne, ale nie można tego wykluczyć.
