Masowe protesty na Węgrzech w obronie Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego.
Masowe protesty na Węgrzech w obronie Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego. Fot. Screen/https://youtu.be/dT3Ob7C0nJI

Takich olbrzymich protestów w Budapeszcie nie było od dawna. I takiego społecznego oburzenia, jak to, które teraz ogarnęło Węgrów, też. W Polsce trwały przygotowania do rocznicy smoleńskiej, przed ambasadą Rosji Kluby "Gazety Polskiej" pokrzykiwały o zamachu, a na Węgrzech wrzało. To były jedne z największych protestów od początków rządów Orbana. Które – paradoksalnie – zaczęły się dzień po katastrofie smoleńskiej. Tak wygląda na Węgrzech walka o wolność słowa i przekonań. Tak mogłoby być w Polsce, bo przecież PiS też nienawidzi Sorosa.

REKLAMA

80 tysięcy, nawet 100 tysięcy ludzi, głównie młodych, studentów i naukowców, wyszło tego dnia na ulice. Szli ogromną falą przez Budapeszt, przez most na Dunaju, a potem na plac przed parlamentem. Część poszła pod siedzibę Fideszu, zablokowali ruch na ulicach, słychać było: "Wolny kraj! Wolny Uniwersytet! Europa!".

Te zdjęcia i nagrania robią wrażenie. Na placu Kossutha przed parlamentem nawet nie wszyscy się zmieścili. Tyle było ludzi.

Ale to nie koniec. W internecie krążą filmy ze starć z policją. A także najnowsze, które pokazują, że Węgrzy wyszli na ulice również w środku nocy – spontaniczne protesty trwały do 4 nad ranem. Cały czas się gotuje się też w internecie.

Amerykanie już reagują Z tak ogromnym sprzeciwem spotkał się najnowszy pomysł Victora Orbana – ustawa o szkolnictwie wyższym wymierzona w Uniwersytet Środkowoeuropejski, która w praktyce oznacza zamknięcie tej uczelni. Tak bardzo Orban nienawidzi Sorosa, choć sam kiedyś korzystał z jego stypendium. Parlament przegłosował ustawę w ubiegłym tygodniu. – Zawetuj! – skandował teraz tłum pod adresem prezydenta. Bezskutecznie. W poniedziałek Janos Ader ustawę podpisał. – Wstyd nam za ciebie! – skandowały w odpowiedzi setki osób, które zgromadziły się pod jego siedzibą.

Oznacza to, że aby dalej działać CEU (Central European University) musi mieć międzypaństwową umowę, która popierałaby jego działalność na Węgrzech. Łatwo przewidzieć, że Orban takiej umowy nie podpisze. Co dalej? Amerykanie już "wyrażają zaniepokojenie", o Węgrzech piszą największe amerykańskie gazety.

Fot. Screen/Twitter

Gazetę już zamknęli "Ten kraj robi ogromny krok wstecz. Co dalej? Zamknąć naukowców, którzy mają odmienne poglądy? Palić książki?", "Niesamowite, nikt nie chce George'a Sorosa, nawet w jego własnym kraju" – komentują cudzoziemcy. Za rządów Orbana została już zamknięta największa gazeta w kraju, lewicowy "Nepszabadsag". Nagle, praktycznie bez żadnego uprzedzenia, z dnia na dzień. Teraz przyszedł czas na uniwersytet.

– Rząd chce uciszyć każdego, kto nie myśli jak oni, kto może mieć poglądy liberalne, lewicowe – mówił dziennikarzowi Reutersa jeden z protestujących. – Chcemy się uczyć tam, gdzie chcemy i czego chcemy! – krzyczeli ludzie.

17 noblistów w obronie uniwersytetu Podkreślmy to mocno – Uniwersytet Środkowoeuropejski to najbardziej znana za granicą węgierska uczelnia. Taka wizytówka albo znak rozpoznawczy Węgier. Finansowana przez George'a Sorosa – i to jej największy grzech w oczach obecnej władzy. Uczelnia, która była symbolem wolnego, demokratycznego kraju i którą od jej powstania w 1991 roku ukończyły tysiące ludzi z całej Europy, również z Polski. Wśród jej absolwentów jest m.in. rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. Gdyby nie finanse miliardera, Orban pewnie by jej nie ruszył.

Fot. Screen/Twitter

Dlatego w obronie uczelni protestują też jej dawni absolwenci, a także w sumie 500 europejskich naukowców i 17 noblistów. Od niedzieli, gdy na ulice wyszły tłumy, o tym proteście grzmią europejskie media, i nie tylko. W Polsce odnotowany, ale przeszedł bez większego echa, zbyt mocno zajęci byliśmy Smoleńskiem.

Lex CEU i antyrządowy protest W Polsce analogicznej sytuacji jeszcze nie mieliśmy, ale wiadomo, jak Soros odbierany jest przez niektóre środowiska. Tu pisaliśmy o tym, jak na prawicy odżyły teorie spiskowe, gdy fundacja związana z Sorosem kupiła niewielki pakiet udziałów w Agorze, wydawcy m.in. "Gazety Wyborczej". Tutaj zaś o tym, jak Ewa Stankiewicz chciała delegalizacji fundacji finansowanych przez Sorosa.

Fot. Screen/Twitter

Ale można też powiedzieć, że Soros na Węgrzech był tylko zarzewiem dla wielu. Tak naprawdę tzw. Lex CEU przerodził się w wielki, antyrządowy protest. Bratanie się z Rosją, antyunijna polityka, a nawet wielka hojność władz dla rodzinnego miasta Orbana – to, sądząc po transparentach, przeciwko temu też Węgrzy protestowali (tu pełna relacja portalu Budapest Beacon).

– Orban, wynoś się! – skandowali na koniec.

I pewnie – jak w Polsce – Orban zupełnie się tym nie przejmie.