Roześmiany Bartłomiej Misiewicz zmierza na posiedzenie sądu partyjnego. W tym samym czasie Ziobro zajmuje się sądami powszechnymi.
Roześmiany Bartłomiej Misiewicz zmierza na posiedzenie sądu partyjnego. W tym samym czasie Ziobro zajmuje się sądami powszechnymi. fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Szopkę wielkanocną o mękach Misiewicza można oglądać z rozbawieniem, oburzeniem lub rozczarowaniem, że media poświęcają tyle uwagi faworytowi ministra obrony. Jednak tłum dziennikarzy kłębiący się przed wejściem na Nowogrodzką, by spijać każde słowo z ust młodego męczennika, to tylko odpowiedź na gorące zainteresowanie ze strony społeczeństwa. Tymczasem, w czasie gdy opinia publiczna żyje sprawą Misiewicza, PiS spokojnie pracuje nad tym, by ludźmi takimi jak on obsadzić sądy.

REKLAMA
Właśnie zrobiło się słonecznie, zbliżają się święta, a na Nowogrodzkiej, w przerwie między kolejnymi stłuczkami, trwają igrzyska Kaczyńskiego i Macierewicza. Nic dziwnego, że łatwo się zdekoncentrować i nie zauważyć tej drobnej kwestii, że właśnie tracimy prawo do sprawiedliwego procesu. Ziobro przepycha przez Sejm ustawę, która pozwoli mu na ręczne sterowanie sądami w interesie jedynie słusznej partii.
logo
grafika Obywatel2k, Twitter
Minister sprawiedliwości (i jednocześnie prokurator generalny), zgodnie z nowym prawem będzie powoływał prezesów i wiceprezesów wszystkich sądów. W ten sposób będzie mógł wydawać polityczne wyroki, które nie będą sprawiedliwe, lecz zgodne z interesem władzy. W tym pomogą mu ludzie tacy jak Bartłomiej Misiewicz - średnio wykształceni, ambitni i lojalni wobec swoich mocodawców do tego stopnia, by zgodzić się na wszystko, powiedzieć wszystko, domyślić się każdego życzenia swoich panów, zanim nawet zostanie wypowiedziane, a gdy skończą zaśmiać się społeczeństwu w twarz. I nikt i nic nie przekona sądu, że czarne jest czarne, a białe jest białe. Nie będzie już trójpodziału władzy.
To nie jest żadna abstrakcyjna kwestia. To sprawa, która potencjalnie dotyczy każdego z nas. Jak słusznie zauważył Rzecznik Praw Obywatelskich w kontekście zmian forsowanych przez rząd PiS, każdy z nas może być kierowcą Seicento. I jak słusznie uzupełnił internauta, każda i każdy z nas może być sąsiadem Jakiego i lekarzem (ojca) Ziobry. Sąd sądem, ale sprawiedliwość będzie po stronie PiS.
Muzeum PRL, które właśnie pozbawił finansowania minister Gliński, nie będzie już potrzebne – Polska wróci do czasów, gdy wyroki ferował pierwszy sekretarz lub jego podwładni. To, że teraz jego odpowiednikiem będzie prezes lub minister, to tylko kwestia terminologii. To jest ten moment, kiedy trzeba bić na alarm.
Oto przykład. We Wrocławiu mężczyzna, który spalił na rynku kukłę Żyda, dostał wczoraj prawomocny wyrok 3 miesięcy więzienia. To i tak znacznie łagodniejsza kara niż ta, której chciał sąd pierwszej instancji, czyli 10 miesięcy pozbawienia wolności. Nacisk na wymiar sprawiedliwości wywarł w międzyczasie nominat Ziobry w prokuraturze, który uznał wyrok za "wadliwy" i wybielał antysemitę, wskazując na jego "ustabilizowaną sytuację życiową". Podczas ogłoszenia i tak już łagodniejszego wyroku sądu apelacyjnego, zgromadzeni na miejscu antysemici krzyczeli, że nie chcą takich sędziów i zrobią z nimi porządek. Jeśli PiS przepchnie nową ustawę, w takiej i każdej innej sprawie wystarczy do tego pstryknięcie palców ministra Ziobry. Sędzia "Misiewicz" nie będzie o nic pytał.