I kto tu robi cyrk? Ministra Ziobro chyba zawiodła pamięć, gdy oskarżał Tuska, że "wywołuje histerię"
I kto tu robi cyrk? Ministra Ziobro chyba zawiodła pamięć, gdy oskarżał Tuska, że "wywołuje histerię" Fot. screen ze strony http://vod.tvp.pl/

Najpierw można było pomyśleć, że to taka zemsta po latach. Jednak po wykonaniu paru telefonów wydaje się, że ministra Zbigniewa Ziobrę zawiodła pamięć, gdy skarżył się w TVP Info na działania prokuratury za czasów PO. Chciał udowodnić, o ile bardziej jest bohaterski od Donalda Tuska i jaka gościnna jest prokuratura pod jego rządami, ale... coś tu się nie zgadza.

REKLAMA
Zbigniew Ziobro we wczorajszym programie "Gość Wiadomości" pochwalił się niemal kombatancką przeszłością z czasów rządów koalicji PO-PSL. Stwierdził m.in., że dziesiątki razy był przesłuchiwany nawet po kilkanaście godzin i "nikt nigdy nie poczęstował go ani herbatą, ani kawą, ani nawet wodą".
W ten sposób Ziobro skomentował słowa Donalda Tuska. Środowe przesłuchanie byłego premiera trwało nieco ponad 8 godzin. – Nie mogę narzekać na gościnność prokuratury. Dostałem kawę, herbatę i wodę – mówił po wyjściu z prokuratury Tusk. – Cała sprawa ma charakter wybitnie polityczny – komentował. Uprzedzał przy tym, że jeśli dojdzie do wniosku, iż działania śledczych będą wykorzystywane do tego, by "utrudnić lub uniemożliwić sprawowanie funkcji przewodniczącego RE", to skorzysta z przysługującego mu immunitetu.
– Donald Tusk nie może się zasłaniać immunitetem – skomentował w rozmowie z Danutą Holecką Zbigniew Ziobro. Powołał się przy tym na opinie "niektórych ekspertów", że gdyby były premier zechciał skorzystać z immunitetu, to musiałby "zrezygnować z polskiego obywatelstwa".
Zbigniew Ziobro
minister sprawiedliwości

Donald Tusk nie może się zasłaniać immunitetem i naprawdę nie powinien wywoływać histerii wokół swojej osoby w sytuacji, kiedy realizuje swoje obowiązki wobec polskiego państwa. Ja rzeczywiście miałem to doświadczenie, będąc europosłem, dziesiątki razy być przesłuchiwanym, nawet w kampanii wyborczej. Traciłem nie 9 godzin, bo czasem po 12 i więcej godzin, przesiadując w różnych prokuraturach.

Czyli nie było to najdłuższe przesłuchanie to 8-godzinne Donalda Tuska?

Muszę pani powiedzieć, że nikt nigdy nie poczęstował mnie ani herbatą, ani kawą, ani nawet wodą. Więc Donald Tusk, chwaląc się, że o herbacie, kawie i wodzie wytrzymał to był w dużo bardziej komfortowych warunkach widać przesłuchiwany ode mnie. Ale ja cieszę się, że prokuratorzy wykazali się pewną osobistą kulturą, czego ja nie doświadczyłem w czasie tych przesłuchań, kiedy to Donald Tusk i Platforma rządziły i okazali tę gościnność panu premierowi. Trudno, stołówek nie ma w prokuraturach, więc nie mogli mu zaproponować jakiejś polskiej potrawy, za którymi tęskni, jak rozumiem.

Ale, mówiąc zupełnie poważnie, Donald Tusk powinien się zachować poważnie, jako były polski premier i wysoki urzędnik Unii Europejskiej i rozumieć to, że jak każdy Polak, który dostanie wezwanie w charakterze świadka, przychodzi, nie robi z tego cyrku, toteż i on nie powinien wywoływać wydarzeń, które powagi majestatowi państwa i jego urzędu nie dodają.

rozmowa z Danutą Holecką w programie "Gość Wiadomości"
To jak to było z tymi dziesiątkami przesłuchań, które Zbigniew Ziobro musiał przejść bez kawy, herbaty i wody? Przeglądając medialne doniesienia o przesłuchaniach Zbigniewa Ziobry z czasu od 16 listopada 2007 r. do 16 listopada 2015 r., gdy rządziła koalicja PO-PSL, bardzo często można się natknąć na informację, że... do przesłuchania nie doszło, bo świadek Ziobro się nie pojawił. Tak było choćby w 2011 r., gdy ówczesny europoseł dwukrotnie nie przyjechał na przesłuchanie w prokuraturze w Rzeszowie, która prowadziła śledztwo dotyczące przekroczenia uprawnień przez ABW, CBA i prokuratorów przy badaniu tzw. afery gruntowej. Nieobecność tłumaczył wówczas "ważnymi obowiązkami poselskimi".
logo
Zbigniew Ziobro przed rzeszowską prokuraturą po 11-godzinnym przesłuchaniu. Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta
Gdy wreszcie przyjechał, przesłuchanie rzeczywiście było długie: trwało (z przerwami) aż 11 godzin. Skonfliktowany z Ziobrą były szef MSWiA Janusz Kaczmarek, który wraz z byłym prezesem PZU Jaromirem Netzlem w tym śledztwie miał status pokrzywdzonego i uczestniczył w prokuratorskiej konfrontacji z Ziobrą, doskonale pamięta, dlaczego trwało to aż tyle. No i czy było coś do picia. – To przesłuchanie było takie długie z powodu niepamięci świadka – wspomina Kaczmarek w rozmowie z naTemat.
Janusz Kaczmarek
Prokurator Krajowy w strukturach Ministerstwa Sprawiedliwości kierowanego przez Zbigniewa Ziobrę; później minister spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Jarosława Kaczyńskiego

To przesłuchanie odbywało się w kancelarii tajnej i kierownik kancelarii proponował nam kawę bądź herbatę. Ja pamiętam, że skorzystałem z tej propozycji i poprosiłem o kawę. Czy Zbigniew Ziobro skorzystał z propozycji? Może nie, nie pamiętam. Ale propozycja na pewno padła i była skierowana do wszystkich uczestniczących w tych czynnościach.

Czyli jednak nie "nikt" i nie "nigdy"? Kolejne przesłuchanie w rzeszowskiej prokuraturze już aż tak długie nie było, trwało 3,5 godziny.
logo
Janusz Kaczmarek po 11-godzinnym przesłuchaniu Zbigniewa Ziobry w Prokuraturze Okręgowej w Rzeszowie. Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta
"Martyrologii" trudno się też doszukać w wydarzeniach, które miały miejsce dwa lata wcześniej, w 2009 roku, gdy Prokuratura Okręgowa w Płocku prowadziła dochodzenie w sprawie domniemanych nacisków na prokuratorów. Ówczesny poseł PiS usłyszał wtedy zarzut przekroczenia uprawnień w związku z ujawnieniem materiałów ze śledztwa dot. mafii paliwowej prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu; śledztwo to zakończyło się umorzeniem. Ziobro aż trzykrotnie nie zareagował na wezwanie.
Przyszedł na przesłuchanie dopiero za czwartym razem, towarzyszyło mu kilkudziesięciu jego zwolenników, a on grzmiał przed wejściem, że prokuratura w Płocku "bardzo aktywnie angażuje się w śledztwa mające charakter polityczny i służące utrudnianiu pracy posłom, którzy krytycznie odnoszą się do działań rządu".
logo
2009 rok – Zbigniew Ziobro przed płocką prokuraturą w otoczeniu dziennikarzy i swoich zwolenników. Fot. Tomasz Niesłuchowski / Agencja Gazeta
Czy rzeczywiście ówczesny były minister nie dostał nawet wody? Rzeczniczka płockiej prokuratury Iwona Śmigielska-Kowalska pamięta, że było to długie przesłuchanie. Ale czy było coś do picia, czy nie? Dziś trudno powiedzieć. – Niestety nie ma dziś w pracy koleżanki, która prowadziła wówczas czynności – tłumaczy. Wyjaśnia, że prokurator nie ma obowiązku częstować świadka lub podejrzanego herbatą, czy kawą. – Co do zasady, nie ma takiej praktyki. Ale oczywiście są sytuacje, że prokurator proponuje coś do picia: na przykład, gdy widzi, że świadek jest roztrzęsiony, rozdygotany lub gdy przesłuchanie trwa wiele godzin – przyznaje prokurator Śmigielska-Kowalska, ale nie przesądza, jak to było 8 lat temu w przypadku Zbigniewa Ziobry. Jest natomiast przekonana, że przy długich przesłuchaniach prokuratorzy robią przerwę, a wtedy także i świadek może coś wypić lub zjeść.
Jakie przesłuchania Zbigniew Ziobro miał na myśli, mówiąc o tym, że za rządów PO był traktowany w prokuraturach znacznie gorzej niż teraz Donald Tusk? Rzecznik ministerstwa sprawiedliwości Sebastian Kaleta w rozmowie z naTemat przyznaje, że tego nie wie i dziś nie ma jak o to zapytać szefa resortu, bo jest bardzo pracowity dzień. A poza tym...
Sebastian Kaleta
Rzecznik Prasowy Ministra Sprawiedliwości

Trudno, aby dziś minister wyciągnął kalendarz, w którym zapisywał, czy go poczęstowano kawą czy nie podczas jakiegoś przesłuchania. Minister ma takie wspomnienie i takim wspomnieniem się podzielił.

Donald Tusk zapewne jeszcze nie jeden raz będzie miał okazję przekonać się, jak wygląda gościnność prokuratury zarządzanej przez Zbigniewa Ziobrę. Politycy PiS nie kryją, że haki na byłego premiera są i Tusk może mieć kłopoty, gdyż jego nazwisko przewija się w paru sprawach. Jakie wspomnienia mu pozostaną po tych spotkaniach? Zobaczymy pewnie za parę lat.