
Najpierw można było pomyśleć, że to taka zemsta po latach. Jednak po wykonaniu paru telefonów wydaje się, że ministra Zbigniewa Ziobrę zawiodła pamięć, gdy skarżył się w TVP Info na działania prokuratury za czasów PO. Chciał udowodnić, o ile bardziej jest bohaterski od Donalda Tuska i jaka gościnna jest prokuratura pod jego rządami, ale... coś tu się nie zgadza.
Zbigniew Ziobro we wczorajszym programie "Gość Wiadomości" pochwalił się niemal kombatancką przeszłością z czasów rządów koalicji PO-PSL. Stwierdził m.in., że dziesiątki razy był przesłuchiwany nawet po kilkanaście godzin i "nikt nigdy nie poczęstował go ani herbatą, ani kawą, ani nawet wodą".
W ten sposób Ziobro skomentował słowa Donalda Tuska. Środowe przesłuchanie byłego premiera trwało nieco ponad 8 godzin. – Nie mogę narzekać na gościnność prokuratury. Dostałem kawę, herbatę i wodę – mówił po wyjściu z prokuratury Tusk. – Cała sprawa ma charakter wybitnie polityczny – komentował. Uprzedzał przy tym, że jeśli dojdzie do wniosku, iż działania śledczych będą wykorzystywane do tego, by "utrudnić lub uniemożliwić sprawowanie funkcji przewodniczącego RE", to skorzysta z przysługującego mu immunitetu.
– Donald Tusk nie może się zasłaniać immunitetem – skomentował w rozmowie z Danutą Holecką Zbigniew Ziobro. Powołał się przy tym na opinie "niektórych ekspertów", że gdyby były premier zechciał skorzystać z immunitetu, to musiałby "zrezygnować z polskiego obywatelstwa".
Zbigniew Ziobro
minister sprawiedliwości
To jak to było z tymi dziesiątkami przesłuchań, które Zbigniew Ziobro musiał przejść bez kawy, herbaty i wody? Przeglądając medialne doniesienia o przesłuchaniach Zbigniewa Ziobry z czasu od 16 listopada 2007 r. do 16 listopada 2015 r., gdy rządziła koalicja PO-PSL, bardzo często można się natknąć na informację, że... do przesłuchania nie doszło, bo świadek Ziobro się nie pojawił. Tak było choćby w 2011 r., gdy ówczesny europoseł dwukrotnie nie przyjechał na przesłuchanie w prokuraturze w Rzeszowie, która prowadziła śledztwo dotyczące przekroczenia uprawnień przez ABW, CBA i prokuratorów przy badaniu tzw. afery gruntowej. Nieobecność tłumaczył wówczas "ważnymi obowiązkami poselskimi".

Gdy wreszcie przyjechał, przesłuchanie rzeczywiście było długie: trwało (z przerwami) aż 11 godzin. Skonfliktowany z Ziobrą były szef MSWiA Janusz Kaczmarek, który wraz z byłym prezesem PZU Jaromirem Netzlem w tym śledztwie miał status pokrzywdzonego i uczestniczył w prokuratorskiej konfrontacji z Ziobrą, doskonale pamięta, dlaczego trwało to aż tyle. No i czy było coś do picia. – To przesłuchanie było takie długie z powodu niepamięci świadka – wspomina Kaczmarek w rozmowie z naTemat.
Janusz Kaczmarek
Prokurator Krajowy w strukturach Ministerstwa Sprawiedliwości kierowanego przez Zbigniewa Ziobrę; później minister spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Jarosława Kaczyńskiego
Czyli jednak nie "nikt" i nie "nigdy"? Kolejne przesłuchanie w rzeszowskiej prokuraturze już aż tak długie nie było, trwało 3,5 godziny.

"Martyrologii" trudno się też doszukać w wydarzeniach, które miały miejsce dwa lata wcześniej, w 2009 roku, gdy Prokuratura Okręgowa w Płocku prowadziła dochodzenie w sprawie domniemanych nacisków na prokuratorów. Ówczesny poseł PiS usłyszał wtedy zarzut przekroczenia uprawnień w związku z ujawnieniem materiałów ze śledztwa dot. mafii paliwowej prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu; śledztwo to zakończyło się umorzeniem. Ziobro aż trzykrotnie nie zareagował na wezwanie.
Przyszedł na przesłuchanie dopiero za czwartym razem, towarzyszyło mu kilkudziesięciu jego zwolenników, a on grzmiał przed wejściem, że prokuratura w Płocku "bardzo aktywnie angażuje się w śledztwa mające charakter polityczny i służące utrudnianiu pracy posłom, którzy krytycznie odnoszą się do działań rządu".

Czy rzeczywiście ówczesny były minister nie dostał nawet wody? Rzeczniczka płockiej prokuratury Iwona Śmigielska-Kowalska pamięta, że było to długie przesłuchanie. Ale czy było coś do picia, czy nie? Dziś trudno powiedzieć. – Niestety nie ma dziś w pracy koleżanki, która prowadziła wówczas czynności – tłumaczy. Wyjaśnia, że prokurator nie ma obowiązku częstować świadka lub podejrzanego herbatą, czy kawą. – Co do zasady, nie ma takiej praktyki. Ale oczywiście są sytuacje, że prokurator proponuje coś do picia: na przykład, gdy widzi, że świadek jest roztrzęsiony, rozdygotany lub gdy przesłuchanie trwa wiele godzin – przyznaje prokurator Śmigielska-Kowalska, ale nie przesądza, jak to było 8 lat temu w przypadku Zbigniewa Ziobry. Jest natomiast przekonana, że przy długich przesłuchaniach prokuratorzy robią przerwę, a wtedy także i świadek może coś wypić lub zjeść.
Jakie przesłuchania Zbigniew Ziobro miał na myśli, mówiąc o tym, że za rządów PO był traktowany w prokuraturach znacznie gorzej niż teraz Donald Tusk? Rzecznik ministerstwa sprawiedliwości Sebastian Kaleta w rozmowie z naTemat przyznaje, że tego nie wie i dziś nie ma jak o to zapytać szefa resortu, bo jest bardzo pracowity dzień. A poza tym...
Sebastian Kaleta
Rzecznik Prasowy Ministra Sprawiedliwości
Donald Tusk zapewne jeszcze nie jeden raz będzie miał okazję przekonać się, jak wygląda gościnność prokuratury zarządzanej przez Zbigniewa Ziobrę. Politycy PiS nie kryją, że haki na byłego premiera są i Tusk może mieć kłopoty, gdyż jego nazwisko przewija się w paru sprawach. Jakie wspomnienia mu pozostaną po tych spotkaniach? Zobaczymy pewnie za parę lat.
