Portugalczycy grają bardziej zespołowo, zespołowo się też cieszą po udanym meczu.
Portugalczycy grają bardziej zespołowo, zespołowo się też cieszą po udanym meczu. fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

Gdyby przed tym turniejem ktoś mi powiedział, że dojdzie do półfinału Hiszpania - Portugalia (sam zresztą taki obstawiałem), powiedziałbym, że w wielkim finale niemal na pewno zagrają ci pierwsi. A teraz, im bliżej do meczu, tym bardziej jestem przekonany, że w środowy wieczór w Doniecku może dojść do niespodzianki.

REKLAMA
Po pierwsze, to nieprawda, że Portugalia to zlepek indywidualności. Oczywiście, są w tej drużynie gwiazdy - ludzie, którzy jedną swoją akcją są w stanie wygrać mecz. Oczywiście, największą taką gwiazdą jest Cristiano Ronaldo. Oczywiście, jeżeli Portugalia ma wejść do finału, on musi rozegrać znakomite spotkanie. Mam jednak wrażenie, że wielu na tym zdaniu skończyłoby analizę gry Portugalii. A to byłoby bardzo niesprawiedliwe.
Siłę tego zespołu świetnie obrazuje druga połowa starcia z Czechami. Wtedy znakomicie podłączali się do akcji ofensywnych boczni obrońcy – po lewej stronie Fabio Coentrao, po prawej Joao Pereira. Wrażenie robiła też swoboda, z jaką Portugalczycy operowali piłką i potrafili się przy niej utrzymać. Świetnie funkcjonował środek pola, a w nim trzej piłkarze: Raul Meireles, Joao Moutinho i, nieco bliżej swojej bramki, Miguel Veloso. Oglądając z trybun ten bardzo jednostronny fragment spotkania, miałem wrażenie, że nawet gdyby boisko opuścił Ronaldo, obraz gry nie uległby wielkiej zmianie.
Tak Portugalia demolowała w barażu Bośnię i Hercegowinę:

Po drugie, Portugalia potrafi umiejętnie wykorzystać w swojej grze Cristiano Ronaldo, który piłkarzem jest specyficznym. Gdy tylko dostaje piłkę, potrafi zrobić z nią wszystko. Ma znakomity drybling, technikę, świetny strzał z dystansu. Oglądając na Narodowym ćwierćfinał z Czechami mogłem zauważyć jeszcze jeden element, w którym jest najlepszy na świecie. On na piłkę nie czeka. Widzi kolegów wychodzących z potencjalnie groźną akcją i błyskawicznie patrzy, gdzie można pobiec. Szuka na boisku strefy, w którą, jak tam się znajdzie, będzie mógł otrzymać podanie. Jak taką piłkę dostanie, najczęściej jest bardzo groźnie. Messi gra inaczej, on częściej po piłkę się cofa, by ją z kolegami rozegrać.
Ale są też i gorsze strony jego gry. Gdy dobrze poda partnerowi, a ten sknoci akcję, bezradnie rozkłada ręce, mając do niego pretensje. Gdy rywal czysto odbierze mu piłkę, często nie podnosi się z ziemi, patrząc błagalnie w oczy sędziego. "Straciłeś? Spróbuj od razu odzyskać" – powtarzają często trenerzy swym podopiecznym. On tego nie robi. Długo na boisku leży, albo powolutku wraca w stronę środka boiska. Gdy odbierzesz, nie możesz mu podać. Będzie na spalonym. Portugalczycy to wiedzą i tego nie robią.
Po trzecie, powie ktoś, że Portugalia nie ma klasycznego napastnika. Prawda, nie ma. Rację ma też ten, który stwierdził, że gdyby mieli u siebie Roberta Lewandowskiego, byliby głównym faworytem turnieju. Ale to jedyny problem w składzie Portugalczyków. Poza tym podobny problem mają Hiszpanie. Oni albo mogą wystawić będącego bez formy Torresa albo, tak jak z Francuzami i Włochami, zagrać w ogóle bez napastnika, z szóstką piłkarzy drugiej linii. Środek pola lepszy ma Hiszpania, ale nieznacznie. Skrzydła? Tutaj groźniejsi powinni być Nani i Cristiano Ronaldo.
Po czwarte, Portugalia to zespół, który po odbiorze piłki potrafi błyskawicznie przejść do ataku. Hiszpanie lubują się w długim, dokładnym rozgrywaniu piłki, ale bezbłędni to oni nie są. Raz na jakiś czas piłkę stracą, przejmie ją Portugalczyk i błyskawicznie uruchomi Naniego albo Cristiano. A wtedy ci będą mieli przeciwko sobie bocznych obrońców rywala - Alvaro Arbeloę i Jordiego Albę. Piłkarzy, którzy nie są mistrzami bronienia. Pojawi się duża szansa, by z takiej szybkiej akcji padł gol.
Tak Cristiano Ronaldo "grał" przeciw Hiszpanii w 1/8 finału MŚ w RPA:

Po piąte, psychologia. Ktoś, kto wszystko już wygrał, naturalną koleją rzeczy popada w pewien marazm i ma mniejszą chęć wygrywania. Hiszpanie, wygrywając turniej, swój prymat jedynie potwierdzą. Portugalczycy, sięgając po główne trofeum, mogą przejść do historii. Osiągnąć coś, czego inni wielcy ich rodacy nie uczynili nigdy w historii. Ani kiedyś Eusebio ani, w czasach już nam bardziej współczesnych, Luis Figo czy Rui Costa. To dość duża różnica. Do tego dochodzi trener Paulo Bento, mający świetny kontakt z zawodnikami i potrafiący wyzwolić w nich odpowiednią agresję.
Po szóste, ustawienie Hiszpanów. Nikt mi nie powie, że Iniesta lepiej gra na skrzydle niż w środku pola, a Fabregas jest napastnikiem a nie rozgrywającym. Mam wrażenie, że ten zespół ustawiany jest trochę na zasadzie "mamy tylu genialnych pomocników więc musimy ich jakoś upchać wszystkich w pierwszym składzie". Tyle że dzieje się to kosztem pewnej elementarnej piłkarskiej logiki. I, w przypadku środowego meczu, może być bardzo korzystne dla Portugalczyków.