
Ważą się losy tegorocznego festiwalu w Opolu, właściwie wciąż nie wiadomo, czy się odbędzie, gdzie i kiedy. Tymczasem sympatycy prawicy uchwycili się Zbigniewa Wodeckiego jak tonący brzytwy i przekonują, że w obliczu śmierci tego artysty deklaracje piosenkarzy odwołujących swoje występy powinny zejść na plan dalszy.
REKLAMA
Tego się już nie da zamieść pod dywan. Afera wokół festiwalu ma kontekst polityczny i coraz mniej osób próbuje to ukryć. Artyści protestują przeciwko prezesowi TVP Jackowi Kurskiemu i solidarnie odmawiają wzięcia udziału w festiwalu. Kurski dwoi się i troi, żeby rozgonić czarne chmury zbierające się nad nim, ale coraz więcej osób zastanawia się, czy protest artystów nie będzie końcem jego rządów przy Woronicza.
Gra trumnami
Tymczasem na prawicy znów – jak w przypadku katastrofy smoleńskiej – zaczyna się gra trumnami. Konkretnie jedną trumną, Zbigniewa Wodeckiego. Zmarły artysta zaczyna służyć sympatyzującym z Prawem i Sprawiedliwością do ataków na wszystkich tych piosenkarzy, którzy odmówili występu na festiwalu.
Tymczasem na prawicy znów – jak w przypadku katastrofy smoleńskiej – zaczyna się gra trumnami. Konkretnie jedną trumną, Zbigniewa Wodeckiego. Zmarły artysta zaczyna służyć sympatyzującym z Prawem i Sprawiedliwością do ataków na wszystkich tych piosenkarzy, którzy odmówili występu na festiwalu.
Korowód oskarżeń rozpoczęła Magdalena Ogórek. Pisaliśmy już w naTemat o tym, jak wykorzystała śmierć Wodeckiego do politycznego ataku. "Podczas gdy kolejni muzycy toczyli polityczne boje, on, po cichu, odszedł sobie do nieba" – napisała na Twitterze była kandydatka SLD na prezydenta, a dziś gwiazda publicznej telewizji i prawicowych pism.
Choć trudno przejść obojętnie obok tej wypowiedzi, to szybko okazało się, że w porównaniu z kolejnymi wpis Ogórek był zgoła niewinny. Ona sama próbuje się zresztą odcinać od politycznego kontekstu własnej wypowiedzi, argumentując, że "mądrzy zrozumieli, tym co przypisali złe intencje mogę tylko współczuć".
Zdecydowanie dalej od gwiazdy programu "W tyle wizji" poszedł Jacek Kurski. – Jestem przerażony, że w takim dniu, kiedy opłakujemy śmierć wybitnego artysty Zbigniewa Wodeckiego, dla którego mogliśmy się z prezydentem umówić, że zrobimy w hołdzie specjalny koncert w miejsce odwołanego koncert Maryli Rodowicz, że prezydent (prezydent Opola - red.) bezprawnie, bez żadnych podstaw prawnych zrywa umowę z telewizją – mówił w rozmowie z Danutą Holecką.
Kilka słów, a jakże mocny przekaz. Oto był artysta, którego można było uczcić, ale prezydent Opola bezprawnie zrywa umowę z TVP, bo woli bawić się w jakąś politykę. Jeszcze kilka dni potrwa wymiana zdań miedzy szefostwem TVP i władzami Opola, a dowiemy się, że Zbigniew Wodecki miał na trąbce i skrzypcach przygrywać Janowi Pietrzakowi podczas jego recitalu.
Będzie bohaterem?
Czy Wodecki urośnie do rangi symbolu, który nie włączał się w spory polityczne, nie przyłączał się do bojkotu TVP i nie protestował na znak solidarności z innymi artystami? Trudno dziś zgadnąć, w którą stronę pójdzie spór o Wodeckiego, możliwe jednak, że nie zostanie mu przyznany status bohatera. Prawicowi publicyści prędzej czy później zaczną przypominać zaangażowanie artysty w obronie mniejszości seksualnych. Środowiska LGBT miały w Wodeckim sojusznika.
Na razie nikt jednak nie podnosi tej kwestii, podobnie jak mało kto dziś wypomina Wodeckiemu koncerty w czasach komuny. Dla tych, którzy zadeklarowali bojkot festiwalu prawica nie jest tak łaskawa. Maryli Rodowicz wypominają występ dla Fidela Castro, Kombi obrywa za "Słodkiego miłego życia" śpiewane na krótko po śmierci księdza Popiełuszki. Patryk Jaki przypomina, że Kayah grała dla komunistycznych kacyków na Festiwalu Piosenki Radzieckiej. Wielu stwierdza, że brak "starych pudernic" to dobra wiadomość i szansa dla młodych. To, że mało kto przywołuje występy Wodeckiego w PRL-u to niejako dowód na resztki przyzwoitości.
Ale wiele jej nie zostało. Łączenie śmierci artysty z całym zamieszaniem wokół festiwalu to zdecydowanie brzydka gra. Jak zauważa dziennikarz Jacek Nizinkiweicz, "wykorzystywanie śmierci Wodeckiego przez propagandę PiS to pukanie w dno od spodu".
