
Nie milkną echa transferu z Kancelarii Prezydenta na stanowisko wiceprezesa PZU, do którego może dojść w przypadku Małgorzaty Sadurskiej. I gdy rząd przekonuje, że każdy ma prawo do rozwoju zawodowego, posłowie opozycji widzą to zupełnie inaczej.
REKLAMA
"Myślę, że się odnajdzie w PZU" - powiedział wczoraj rzecznik rządu PiS, Rafał Bochenek, komentując ofertę bardzo dobrze płatnej pracy dla swojej partyjnej koleżanki (jak podkreślał, jeszcze nie podjęła decyzji, czy ją przyjmie). Słowa Bochenka przytoczył wczoraj na Twitterze burmistrz Darłowa.
Zdaniem rządu PiS każdy ma prawo do rozwoju zawodowego, a za Małgorzatą Sadurską przemawia to, że jest osobą bardzo pracowitą. Warto przypomnieć, że sama Sadurska cztery lata temu głośno protestowała przeciwko partyjnemu rozdawnictwu państwowych stanowisk. Słowa Bochenka o tym, że urzędniczka Andrzeja Dudy odnajdzie się w PZU, skomentował na Twitterze Bartosz Arłukowicz, poseł Platformy Obywatelskiej. "Tam jest tablica informacyjna i napisy na drzwiach. Powinna dać radę" – skomentował ironicznie polityk PO.
Pod koniec marca głośny był przypadek posła Jacka Sasina (PiS), byłego kandydata na prezydenta stolicy i twarzy budzącego powszechny sprzeciw projektu powiększenia Warszawy, który nie dotarł na konsultacje społeczne w Pałacu Kultury i Nauki. Na Twitterze poskarżył się, że nie mógł wejść na debatę o metropolii z powodu zamkniętych drzwi. Szybko jednak okazało się, że chętni mogli bez problemu wejść na salę, w której odbywała się debata o przyszłości Warszawy - poseł PiS pomylił drzwi.
