
Wydawałoby się, że 9 czerwca nie jest specjalnie ważną datą w nadwiślańskim kalendarzu. A jednak polscy internauci obchodzą dziś pewną rocznicę. Piątek okrzyknięto wspomnieniem Deklaracji Konińskiej. Czyli tego, czego przed 38 laty dokonał obecny ambasador Polski w Berlinie i mąż nowej prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Przyłębski.
REKLAMA
"Jutro 38 rocznica głośnej nie tak dawno Deklaracji Konińskiej. Pamięć o czynach dostojnego sygnatariusza trwa mać" – napisał w czwartkowy wieczór na Twitterze dziennikarz RMF FM Tomasz Skory. I nakręcił internautów, by w ten ironiczny sposób przypomnieć rządzącym o kontrowersyjnej przeszłości Andrzeja Przyłębskiego. Do swojego tweeta Skory dołączył bowiem zdjęcie zobowiązania do współpracy z komunistyczną bezpieką, które przedstawiciel Prawa i Sprawiedliwości w Berlinie miał podpisać 9 czerwca 1979 roku.
Przypomnijmy, iż o tej sprawie pierwszy raz donosiliśmy w naTemat już w marcu. To wówczas opinia publiczna zainteresowała się tym, iż w inwentarzu archiwalnym Instytutu Pamięci Narodowej jest strona poświęcona dawnemu tajnemu współpracownikowi PRL-owskich służb Andrzejowi Przyłubskiemu, pseudonim operacyjny "Wolfgang".
Szybko IPN wskazał, że chodzi o tego samego Andrzeja Przyłubskiego, którego PiS delegowało na ambasadora Polski w Niemczech. Opublikowano teczkę personalną TW "Wolfganga". Podjęto też decyzję o weryfikacji oświadczenia lustracyjnego złożonego przez Andrzeja Przyłębskiego, gdyż MSZ poinformowało, iż w dokumencie tym dyplomata zaprzeczył współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa.
Po wybuchu tej afery ambasador Przyłębski swojej przeszłości nie przedstawiał już jednak tak stanowczo, jak w oświadczeniu lustracyjnym. – Niewykluczone, że szantażowany na okoliczność niewydania paszportu, mogłem podpisać jakieś zobowiązanie – stwierdził w wywiadzie udzielonym sympatyzującemu z PiS portalowi wPolityce.
– Ale nawet jeśli je podpisałem, to było to wymuszone pod groźbą nie tylko odmowy paszportu, ale także relegacji ze studiów za kolportaż pism antykomunistycznych. Nie było też spełnione kryterium tajności, bo o rozmowie w Biurze Paszportowym poinformowałem niektórych kolegów w akademiku oraz moją narzeczoną – tłumaczył.
