
Krótką, ale bardzo wymowną historię z wczorajszej demonstracji przeciwko upartyjnieniu sądów przez Prawo i Sprawiedliwość na Twitterze przytacza były dziennikarz Telewizji Polskiej Marcin Antosiewicz. Ujawnił on chwytające za serce słowa, które niespodziewanie usłyszał od jednego z policjantów wysłanych przez szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka na ulice Warszawy.
REKLAMA
Przed chwilą senator Platformy Obywatelskiej Bogdan Klich na starcie rozpoczynających się obrad izby wyższej zwracał uwagę, że Sejm i ulice Warszawy chyba nigdy nie były tak wypełnione policjantami, jak w ostatnich dniach. Morze mundurowych widzieli też wszyscy, którzy wyszli wczoraj zaprotestować przeciwko działaniom Prawa i Sprawiedliwości zmierzających do przejęcia kontroli nad sądami oraz przebiegiem wyborów. Czy to jednak znaczy, że policja murem stoi za "dobrą zmianą"? Wątpliwości w tej sprawie budzi ta historia, którą podzielił się Marcin Antosiewicz:
Przypomnijmy, że Marcin Antosiewicz to były wieloletnie korespondent TVP z Berlina. Po przejęciu kontroli nad mediami publicznymi przez PiS został on zmuszony do odejścia z pracy, a na jego miejsce w stolicy Niemiec trafił otwarcie sympatyzujący z partią rządzącą i prezentujący antyniemiecką postawę Cezary Gmyz. Najwidoczniej wciąż wzbudza jednak pozytywne emocje danych widzów. Bez wątpienia ta krótka rozmowa Antosiewicza z policjantem wiele mówi jednak przede wszystkim o sytuacji w polskich służbach. Mimo masowych czystek i serii dymisji dowódców "dobra zmiana" nadal się tam chyba nie dokonała.
