
Nowelizacja ustawy o zgromadzeniach wciąż wzbudza wiele kontrowersji, zarówno wśród polityków, jak i organizacji pozarządowych. Dziś znowu zawrzało. Politycy nadal nie mogą dojść do porozumienia, czy zmiany w ustawie mają jakikolwiek sens czy nie.
REKLAMA
– Ta ustawa ogranicza nasze obywatelskie prawa. Jest szczególnie bolesna dla środowisk pozarządowych i organizacji, które chcą demonstrować na ulicy swoje przekonania i pokazać niezadowolenie – stwierdziła Wanda Nowicka, wicemarszałek Sejmu, w programie "7 dzień tygodnia" Moniki Olejnik.
Te słowa rozpoczęły burzliwą dyskusję, która toczy się w kuluarach od kilku dni. Mecze Euro 2012 sprawiły, że mało w mediach mówiono o nowej ustawie o zgromadzeniach, która była zapowiadana przez prezydenta, Bronisława Komorowskiego, tuż po zamieszkach 11 listopada w Warszawie. Pomimo że kilka miesięcy temu niemal każdy
Prawo do wypowiedzi i do zgromadzeń powinien mieć każdy. Oczekiwałem, że nowe prawo będzie uspołecznione. Nie znam żadnej organizacji, która by była temu przychylna.
twierdził, że trzeba usprawnić przepisy prawne, dziś wszyscy zastanawiają się nad tym, jak to prawo ma wyglądać, bo to – zaproponowane przez prezydenta – nie odpowiada zarówno opozycji, jak i organizacją pozarządowym.
Za czy przeciw?
- Myślę, że skoro tyle organizacji i tylu ekspertów przestrzega prezydenta przed tą ustawą, to jest to jakiś znak. Przecież to jest ograniczenie praw obywatelskich – zauważa Ryszard Czarnecki, poseł PiS.
- Myślę, że skoro tyle organizacji i tylu ekspertów przestrzega prezydenta przed tą ustawą, to jest to jakiś znak. Przecież to jest ograniczenie praw obywatelskich – zauważa Ryszard Czarnecki, poseł PiS.
Podobnego zdania jest Marek Siwiec, który nie widzi w nowym prawie niczego dobrego. Jak zauważa, nowelizacja powinna służyć społeczeństwu, a nie działać przeciwko niemu:
- Prawo do wypowiedzi i do zgromadzeń powinien mieć każdy. Oczekiwałem, że nowe prawo będzie uspołecznione. Nie znam żadnej organizacji, która by była temu przychylna.
Urzędnik na czele
Punktem spornym pomiędzy rządem a opozycją jest zapis w nowelizacji, który daje organom gminy możliwość zakazania organizacji dwóch lub więcej zgromadzeń w tym samym czasie, jeśli miałoby to naruszyć porządek publiczny. Nowe prawo precyzuje, że jeśli nie będzie możliwości, aby oddzielić od siebie zgłoszone zgromadzenia, urzędnicy informują organizatora o tym, że musi on zmienić czas lub miejsce manifestacji.
Punktem spornym pomiędzy rządem a opozycją jest zapis w nowelizacji, który daje organom gminy możliwość zakazania organizacji dwóch lub więcej zgromadzeń w tym samym czasie, jeśli miałoby to naruszyć porządek publiczny. Nowe prawo precyzuje, że jeśli nie będzie możliwości, aby oddzielić od siebie zgłoszone zgromadzenia, urzędnicy informują organizatora o tym, że musi on zmienić czas lub miejsce manifestacji.
– Teraz jest to kwestia uznania dla prezydentów miast. Mogą zakazać obycia się jakiejś manifestacji, tylko dlatego, że im się ona nie podoba – zauważa Ryszard Czarnecki. – Jest to uderzenie w opozycję – dodaje.
Podobnie uważa Wanda Nowicka, która twierdzi, że nowe zapisy w prawie, urzędnicy będą mieli więcej możliwości działania: – Urzędnicy otrzymają większe uprawnienia. Wszystko będzie zależało od nich.
Na te zarzuty odpowiedział Jacek Protasiewicz z PO, który uważa, że nikt nikomu nie ogranicza żadnych praw, a same zmiany są po prostu niezbędne.
Opinię tę podzielił wicepremier, Waldemar Pawlak: – Po 11 listopada były pretensje do władz, że doszło do przepychanek w święto narodowe. Ustawa nie ogranicza wolność zgromadzeń. Teraz może będzie trudniej, żeby je zorganizować, ale wszystko ze względu na bezpieczeństwo.
Zobacz też: Poszerzmy konwencję parady!
A może wrócić do tego za rok?
Marek Siwiec, z koeli, wyszedł z pomysłem, aby za rok wrócić do dyskusji i zobaczyć, czy nowelizacja w jakiś sposób się sprawdza. - Sprawy zaszły bardzo daleko. Radzę prezydentowi, żeby Sejm powrócił do sprawy za rok i zobaczył, czy to się sprawdza.
Marek Siwiec, z koeli, wyszedł z pomysłem, aby za rok wrócić do dyskusji i zobaczyć, czy nowelizacja w jakiś sposób się sprawdza. - Sprawy zaszły bardzo daleko. Radzę prezydentowi, żeby Sejm powrócił do sprawy za rok i zobaczył, czy to się sprawdza.
Kilka dni temu ustawę skrytykowała posłanka PiS, Krystyna Pawłowicz, która twierdzi, że zagraża ona demokracji w Polsce: – Pan prezydent cofa nas w kierunku PRL, Białorusi i Rosji. Pod pretekstem incydentów sprowokowanych przez środowiska lewackie przeciwko uczestnikom Marszu 11 Listopada, niezadowolony z comiesięcznych procesji pamięci o ofiarach Smoleńska pod Pałac Prezydencki oraz pod pretekstem incydentów sprowokowanych przez służby rosyjskie na początku Euro żąda obecnie istotnych ograniczeń wolności zgromadzeń, to jest podstawowej wolności politycznej – pisze "Gazeta Wybircza"
W podobnym tonie wypowiadał się Robert Biedroń: – To kaganiec na demokrację, przecież protestują organizacje pozarządowe. To wy w PRL walczyliście o wolność. To wam ograniczano tę wolność. Dzisiaj wy ograniczacie ją innym.
