
Japonia znowu zaczyna korzystać z energii jądrowej, której produkcję zawieszono we wszystkich elektrowniach atomowych w kraju po katastrofie w Fukushimie. Reaktory są włączane mimo, iż na ulicach japońskich miast setki tysięcy osób protestuje przeciwko takiej decyzji władz.
REKLAMA
W największych miastach Japonii rzesze demonstrantów protestowało dziś przeciwko decyzji władz Kraju Kwitnącej Wiśni, by na nowo uruchomić tam reaktory jądrowe. Po raz pierwszy od chwili katastrofy w elektrowni Fukushima 1, do której doszło 11 marca ubiegłego roku w wyniku tsunami, które uderzyło w brzegi Japonii. Od tego czasu wszystkie z pięćdziesięciu japońskich reaktorów jądrowych zostały wyłączone i sukcesywnie poddawano je testom bezpieczeństwa. Właśnie po to, by mieć pewność, że wciąż można je bezpiecznie użytkować.
Czytaj więcej: Japonia po raz pierwszy od 40 lat bez energii atomowej. W ślad za nią idzie część Europy
Jednak wielu Japończyków przerażonych tym, co wydarzyło się w Fukushimie żywiło nadzieje, że Japonia już nigdy do energii atomowej nie powróci.Jednak premier Yoshihiko Noda wydał decyzję o ponownym uruchomieniu pierwszej elektrowni, z której energia ma zacząć płynąć już w najbliższą środę. Wkrótce uruchamiane mają zostać powoli także inne reaktory w całym kraju.
Premier Noda argumentuje, że czas najwyższy wrócić do energii jądrowej, gdyż zapobiegnie to problemom z niedoborem energii i pozwoli przywrócić japońską gospodarkę na właściwe tory. Przed wybuchem w Fukushimie przedsiębiorstwa w Japonii czerpały aż 30 proc. energii właśnie z atomu. A teraz, niejednokrotnie musiały zmniejszyć produkcję z powodu braku energii.
Japończycy chcą alternatywy. W Fukushimie wciąż awarie
Innego zdania są jednak ci, którzy w niedzielę protestowali przed uruchomioną elektrownią, czy zebrali się na ulicach Tokio. Według wstępnych informacji, w japońskiej stolicy demonstrowało dziś około 200 tys. przeciwników energii jądrowej. Setki tysięcy Japończyków domaga się od urzędujących władz, by wyciągnęły one z Fukushimy odpowiednią lekcję i zainwestowały w alternatywne - odnawialne, zielone i przede wszystkim bezpieczniejsze od atomu technologie. "Jak po Hiroszimie i Nagasaki Japonia może w ogóle chcieć energii jądrowej?" - grzmiał jeden z przywódców protestu.
Innego zdania są jednak ci, którzy w niedzielę protestowali przed uruchomioną elektrownią, czy zebrali się na ulicach Tokio. Według wstępnych informacji, w japońskiej stolicy demonstrowało dziś około 200 tys. przeciwników energii jądrowej. Setki tysięcy Japończyków domaga się od urzędujących władz, by wyciągnęły one z Fukushimy odpowiednią lekcję i zainwestowały w alternatywne - odnawialne, zielone i przede wszystkim bezpieczniejsze od atomu technologie. "Jak po Hiroszimie i Nagasaki Japonia może w ogóle chcieć energii jądrowej?" - grzmiał jeden z przywódców protestu.
Zobacz też: Matka Boska ochroni przed elektrownią jądrową? W Gąskach odsłonięto antyatomową kapliczkę
Orężem protestujących przeciwko atomowi Japończyków są również najnowsze doniesienia z Fukushimy, gdzie specjaliści wciąż walczą ze skutkami ubiegłorocznej katastrofy. I gdzie wciąż nie jest bezpiecznie. Ostatnia poważna awaria miała miejsce tam w czwartek, gdy awarii uległ system chłodzenia basenu ze zużytym paliwem jądrowym. Po raz drugi w tym miesiącu. Wcześniej na prawie dobę również pracować przestały dwie pompy odpowiadające za odpowiednie chłodzenie reaktora.
