Agata Czarnacka protestowała przeciwko ustawie inwigilacyjnej PiS. Uważa, że partia "zreformowała" TK właśnie po to, by nie mógł ochronić Polek i Polaków przed tą niekonstytucyjną ustawą.
Agata Czarnacka protestowała przeciwko ustawie inwigilacyjnej PiS. Uważa, że partia "zreformowała" TK właśnie po to, by nie mógł ochronić Polek i Polaków przed tą niekonstytucyjną ustawą. fot. archiwum prywatne

Nie bije na alarm z powodu policyjnej obstawy Petru i Obywateli RP. Uważa, że społeczeństwo powinno się bać jednej z pierwszych ustaw PiS - inwigilacyjnej. Przekonuje, że partia pospiesznie "zreformowała" Trybunał Konstytucyjny właśnie dlatego, by nie mógł ochronić Polek i Polaków przed tą niekonstytucyjną ustawą. Ale mimo wszystko Agata Czarnacka, filozofka polityki oraz organizatorka manifestacji Stop Inwigilacji 2016 i Czarnych Protestów w Warszawie, zachęca, by się licznie angażować. "Pamiętajcie, wszystkich nas nie zamkną!" - mówi.

REKLAMA
Czy to, co robiła policja śledząc kroki Ryszarda Petru i liderów Obywateli RP podczas protestów, to inwigilacja czy zwykłe działania?
Agata Czarnacka: To były standardowe, ale dość toporne działania policji.
Dlaczego toporne?
Bo dziś służby mundurowe mają do dyspozycji taką technologię, która pozwala im lokalizować obserwowanych bez konieczności chodzenia za nimi i zdawania raportów przez krótkofalówkę.
Co masz na myśli?
Gdyby to była inwigilacja, policja mogłaby po prostu namierzyć smartfony Petru i Obywateli RP, naprawdę nie musieli doczepiać im "ogona”.
Czyli nie martwi cię działanie policji w tej sprawie?
Nie. Jako aktywistka społeczna, która zorganizowała już wiele zgromadzeń, mam pozytywne doświadczenia z policją. Jestem przekonana, że „pilnowali” tych kilku osób w dobrej wierze, żeby zapewnić bezpieczeństwo demonstrującym pod Sejmem.
W tłumie rządzą emocje, więc dobrze, że policjanci trzymali rękę na pulsie. Przecież to osoby publiczne. Wielu ludzi chce do nich podejść, porozmawiać, pochwalić, wziąć autograf, lub wręcz przeciwnie, wykrzyczeć pretensje. Sytuacja łatwo może się wymknąć spod kontroli, a tłum ludzi nie stałby biernie w przypadku jakiegoś agresywnego incydentu. Więc uważam, że tym nie należy się martwić.
A czym należy się martwić?
Ustawą inwigilacyjną, którą rząd przepchnął na początku 2016 r. Byłam jedną z osób, która zawiązała przeciwko niej komitet Stop Inwigilacji 2016. Niestety rząd PiS był bardzo zdeterminowany i parł do przodu ignorując nawet duży niepokój własnych posłów.
Co masz na myśli?
Posłowie PiS mieli sporo pytań do rządu ws. ustawy inwigilacyjnej i nawet im resort Mariusza Kamińskiego nie udzielił odpowiedzi, np. w kwestii inwigilacji polityków. Nawet wątpliwości polityków własnej partii były bez znaczenia dla rządu!

Warto pamiętać, że początek 2016 roku to był ten czas, gdy nowy rząd pokazywał, w jakim trybie będzie działał. Bez konsultacji, w pośpiechu i za wszelką cenę. Już wtedy władza odbierała Polakom prywatność, która jest naszym konstytucyjnym prawem.

A ponieważ była to “realizacja” wyroku TK, która szła dokładnie wbrew literze wyroku, to było jasne, że PiS dokończy „reformę” Trybunału Konstytucyjnego choćby i po trupach, tak by nie mógł obronić społeczeństwa przed tą ustawą.
Jakie argumenty przeciwko ustawie inwigilacyjnej przedstawił twój komitet?
Przekonywaliśmy rząd, że to ustawa niekonstytucyjna, że łamie prawa obywatelskie i daje służbom narzędzia, których łatwo można użyć przeciw społeczeństwu. Służby - używam tego słowa, bo chodzi nie tylko o policjantów, ale również funkcjonariuszy ABW czy straży granicznej - mają dostęp do tak zwanych metadanych, w tym informacji: kiedy dzwonimy, z kim rozmawiamy czy ile trwa połączenie.
A czy mogą podsłuchiwać to, co mówimy?
Do tego nadal potrzebują nakazu sądu, co przy okazji jest kolejnym powodem, dla którego powinniśmy bronić wolnych sądów. Jednak same informacje „billingowe” wystarczą służbom, by inwigilować obywateli, rekonstruować ich kontakty itp. itd.

Wiadomość o tym, z kim kontaktuje się znany polityk, aktywistka lub dziennikarz, jest dla służb łakomym kąskiem, a ustawa inwigilacyjna zrobiła im informacyjny szwedzki stół.

Dlatego tak ważne jest również, by służby nie były ręcznie sterowane przez żaden rząd, ani przez żadną partię. Inaczej może się okazać, że ludzie masowo protestujący przeciw niekonstytucyjnym ustawom o sądownictwie mogą mieć kłopoty.
Żeby ustalić dane wielu protestujących, wcale nie trzeba inwigilacji. Część osób zamieszcza swoje zdjęcia z Łańcuchów Światła na Twitterze i Facebooku. Każdy może ustalić, że brali udział w proteście, nie trzeba należeć do służb.
Ale jest też wiele osób, zwłaszcza tych pamiętających opresyjny charakter służb poprzedniego ustroju, które nie chwalą się światu, że były na manifestacji. Chcą zachować swoją prywatność i mają do tego prawo, a tymczasem inwigilacja umożliwia ich identyfikację i otwiera pole do szykan.
logo
W marcu 2016 r. na telefonie komórkowym resortu Gowina zainstalowano aplikację antyinwigilacyjną. Wcześniej minister poparł ustawę inwigilacyjną rządu PiS. fot. naTemat
Mam w telefonie aplikację szyfrującą sms-y. Co jakiś czas dostaję powiadomienie, że poseł lub senator którego mam w kontaktach, właśnie zainstalował sobie ten sam program. Żeby było „zabawniej”, dotyczy to nie tylko polityków opozycji, ale również PiS i przyległości. Jednym z takich przykładów jest telefon resortu ministra Gowina (minister Gowin zagłosował za ustawą inwigilacyjną - red.), ale takich powiadomień, dotyczących również posłów PiS, miałam już kilkadziesiąt.
Mogę tylko powtórzyć to, co powiedziałam wcześniej. Posłowie PiS mieli obawy związane z tym projektem, a rząd nie odpowiedział na ich wątpliwości.
Jaką masz radę dla osób, które protestują przeciwko łamaniu Konstytucji przez władzę, ale obawiają się inwigilacji?
Angażujcie się licznie i pamiętajcie o jednej zasadzie: wszystkich nas nie zamkną!