
Pół roku po wypadku rządowej kolumny, w której poruszał się minister Macierewicz na drodze z Torunia do Warszawy wciąż nie ma opinii biegłego. Śledztwo w sprawie wypadku auta Beaty Szydło utknęło we martwym punkcie. Dochodzenie w sprawie wypadku limuzyny Andrzeja Dudy zostało objęte tajemnicą państwową. Mijają miesiące, a opinia publiczna wciąż nie wie, jak doszło do wypadków.
REKLAMA
Do wypadku, w którym samochód wiozący ministra Macierewicza do Warszawy uderzył w stojący na światłach samochód doszło w styczniu. Nie minęły dwa tygodnie, gdy pojazd, w którym poruszała się Beata Szydło uderzył w drzewo. W marcu prezydencka limuzyna wpadła do rowu po tym, jak pękła w nim opona, która teoretycznie miała być odporna na uszkodzenia mechaniczne.
We wszystkich tych sprawach toczą się wciąż postępowania. Choć minęło ponad pół roku od wypadku na trasie Toruń-Warszawa, biegli wciąż nie wydali orzeczenia. Zderzyło się w sumie osiem pojazdów, w zdarzeniu uczestniczyło 17 osób, w tym minister obrony narodowej i … nadal nic nie wiadomo. Dochodzenie w sprawie wypadku w Oświęcimiu, w którym obrażeń doznała premier Szydło i jeden z funkcjonariuszy BOR miało się zakończyć 10 sierpnia, ale jak donosi „wprost”, już teraz wiadomo, że zostanie ono przedłużone. Podobnie, jak przedłużono dochodzenie w sprawie pękniętej opony w aucie prezydenckim, aż do końca listopada.
To ostatnie zostało objęte klauzulą tajności, więc być może opinia publiczna nigdy nie pozna wszystkich okoliczności wypadku, w której brała udział głowa państwa. Dochodzenia w sprawie wypadku Szydło i Macierewicza podobną klauzulą co prawda nie zostały objęte, ale trudno nie oprzeć się wrażeniu, że i w tych przypadkach nigdy nie dowiemy się, kto jest winny i jaką poniósł karę za spowodowanie wypadku.
