
"Jeżeli się pan już obudził pięć dni po nawałnicy, skoro jest już pan przytomny, do pracy!" – te słowa ministra Błaszczaka do marszałka województwa pomorskiego wywołały ogólne oburzenie. Szef MSWiA chciał zarzucić mu bezczynność w obliczu nawałnicy, a wywołał kompletnie inny efekt. Mieszkańcy bronią marszałka i biją mu w internecie brawo. Budzą się też inni samorządowcy, którym nagle zarzucono niemoc. " Wszelkie plotki, jakobym w ogóle nie zareagowała, są fałszywe" – takie oświadczenie wydała burmistrz Czerska.
W tym czasie kiedy minister Błaszczak prawdopodobnie wygrzewał się na słońcu, to ja już w sobotę i niedzielę, czyli bezpośrednio po nawałnicy, odwiedzałem te gminy, które doznały największych szkód, takie choćby jak Brusy i Dziemiany, czy też Czersk. Czytaj więcej
Gdy 15 sierpnia przez Warszawę szła defilada wojskowa i pół Polski pytało o reakcję rządu, Struk sugerował m.in. wprowadzenie stanu klęski żywiołowej i prosił inne samorządy w gminie o wsparcie. "Wykwalifikowani pilarze są na wagę złota" – pisał. Reakcje z innych gmin były natychmiastowe.
Co ciekawe, marszałek Struk zwraca uwagę na sygnały, które do niego dochodzą. Że słowa Błaszczaka, choć skierowane do niego, dotknęły też innych samorządowców, którzy od pierwszego dnia pomagali ofiarom nawałnic.
Czy inni też się tak czują? Trudno powiedzieć. W ostatnich dniach nie brakowało emocjonalnych wystąpień i krytyki władz właśnie ze strony samorządowców. Na przykład starosta kartuski Janina Kwiecień otwarcie wyraziła oburzenie tym, że o jej gminach w ogóle zapomniano. Dwie z nich nie zostały nawet wpisane na listę poszkodowanych, marszałek województwa pisał w tej sprawie do premier Szydło. – Jesteśmy oburzeni i rozżaleni, że o naszych gminach się nie mówi, wszystkie siły są rzucone na Rytel – reagowała starosta kartuski Janina Kwiecień. Wspominała o spotkaniu u wojewody, które się nie odbyło, chwaliła za to marszałka: – Dobrze, że pan marszałek był cały czas z nami w kontakcie, pytał co jest potrzebne. Tutaj wielkie zainteresowanie, wielka pomoc.
